środa, 2 kwietnia 2014

FNP podpisała deklarację z San Francisco

Dzień Dobry, Fundacja na Rzecz Nauki Polskiej sygnowała deklarację z San Francisco i rezygnuje z oceny badaczy na podstawie metryk cytowalności czasopism, w których publikują prace. Więcej Tutaj Idea w dużej mierze słuszna, jednak czy w polskiej rzeczywistości nie doprowadzi to do promowania bylejakości i utraty prestiżu przez FNP? Pozdrawiam, Piotrek

83 komentarze:

  1. Obawiam się, że cele są słuszne, idee piękne, a wyjdzie jak zwykle, czyli rezygnacja z twardych kryteriów doprowadzi do niezdrowej uznaniowości, układów, spółdzielni itp... Nie wiem czy rezygnacja z metryk cytowalności to jest pierwsza rzecz jakiej potrzebuje polska nauka, wątpię w słuszność takiego założenia

    OdpowiedzUsuń
  2. Ta, rezygnować to mogą społeczności naukowe, które produkują tysiące prac w czasopismach z najwyższej półki i mają w czym wybierać. U nas w wielu dziedzinach opublikowanie artykułu w czasopiśmie z IF ? 2 to wydarzenie na skalę półrocza... Póki co jestem zwolennikiem twardych reguł i kryteriów, aby podnieść poziom naszej nauki na arenie międzynarodowej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak, pełna zgoda!!! Najpierw wejdźmy na pewien poziom, a potem z niego rezygnujmy.
      Żeby stać się bogatym, człowiek ubogi nie powinien robić tego co bogaty (czyli jeździć mercedesem i palić cygara), tylko to co robił ten bogaty jak sam był jeszcze ubogi. Ale my tego nie widzimy, my chcemy być jak Science i PNAS drogą na skróty...

      Usuń
  3. Zgadzam się w 100% z Michałem. Od siebie dodam, że FNP jest organizacją przyznającą granty wyjątkowo stronniczo. Nie mówię o stypendiach Start, bo to akurat przyznawane jest w miarę sprawiedliwie, ale duże granty typu TEAM ewidentnie zdominowane są przez IchF i dwa duże instytutu biologii molekularnej z Warszawy. Teraz jeszcze bardziej zacznie się kolesiostwo i żylicz będzie rozdawał granty na podstawie własnych ocen. A tak na marginesie, nie powinien już zostać zmieniony ??? Tym razem pewnie będzie ktoś z ICHF (ja bym obstawiał R. Hołysta).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niezależnie od poruszanych tematów bardzo proszę zachować poprawną pisownię nazwisk - czyli pisząc je używajmy wielkich liter
      dzięki

      Usuń
    2. Przepraszam, nie było umyślnie prof. Żylicz

      Usuń
  4. Mam pytanie. Właście otrzymałem informację o odrzuceniu mojego projektu, przez "ekspertów" ponieważ został skierowany do niewłaściwego panelu. Moim zdaniem panel jest właściwy a decyzja ekspertów niesłuszna. Projekt kwalifikuje się do kilku dyscyplin w obszarze panelu, w związku z tym mam pytanie. Czy ktoś miał podobne doświadczenia i czy jest sens odwoływania się od decyzji panelu ? Będę bardzo wdzięczny za wszelkie uwagi i komentarze. Chciałbym podkreślić, że wcześniej panel zaakceptował inny mój wniosek dotyczący podobnych metod badawczych i wtedy im to nie przeszkadzało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drogi kolego, trochę to obok tematu tego posta, ale spróbuję pomóc - otóż w obecnej postaci NCN ma zupełną dowolność, może Ci odrzucić projekt za to że nie nosisz czapki, a cała procedura odwoławcza, po dłuższych staraniach z Twojej strony, w najlepszym razie skutkuje skierowaniem projektu do ponownego rozpatrzenia. Mi odrzucono raz projekt w NCN, bo nie przestrzegałem ustawy, która nie istnieje. Rozsądek podpowiada byś się nie odwoływał, tylko złożył wniosek do "właściwego" panelu. Ale refleksja z Twojego przypadku jest smutna - nie chce im się raz kliknąć zmieniając panel (to przecież żaden kłopot, wszystko jest w wersji cyfrowej), tylko całą Twoją pracę wyrzucają do śmieci... Można różne złe rzeczy pisać o KBNie ale takiego lekceważenia pracy aplikującego to tam nie było - ja raz złożyłem do N303 i pani Wiącek zadzwoniła do mnie z informacją/pytaniem, że panel uznał, że lepiej będzie pasował do N304 i czy się zgadzam. Niestety te czasy mamy już za sobą...
      Powodzenia, w razie pytań pisz

      Usuń
    2. Wielkie dzięki za odpowiedź. Najgorsze w tym jest to, że właśnie do tego panelu pasuje mój wniosek a sugerowany przez panel inny panel zupełnie nie pasuje i mogę się założyć, że ten inny panel uzna, ze wniosek nie pasuje. Moim zdaniem wynika to z faktu, że jestem z wydziału chemii a złożyłem do nauk o ziemi i to im nie pasuje mimo, że kwalifikuje się doskonale do nauk o ziemi.

      Usuń
    3. Michał, jak rozumiem pisząc: "NCN ma zupełną dowolność, może Ci odrzucić projekt za to że nie nosisz czapki" opierasz się na swoim doświadczeniu jako członek panelu lub koordynator dyscypliny?

      Usuń
    4. Obawiam się, że to nowa strategia odrzucania - w mojej jednostce odpadł pod tym zarzutem mój projekt (były też inne wady, niektóre słusznie wytknięte, ale panel akurat uważam za dobrany dobrze) i jeszcze jeden. Przy tej okazji punktacja za wkład w dziedzinę spada do 0 punktów - dość wygodne, prawda?

      Usuń
    5. Czyu Profesor Michał Wojciechowski nie jest na liście ekspertów NCN ?

      Usuń
    6. 2013 lista ekspertów NCN , pozycja 907 ?

      Usuń
    7. Dr Michał Wojciechowski. Tak, bylem czlonkiem zespolu ekspertow NCN. I dlatego wlasnie zadalem Michalowi to pytanie. Bo nie przypominam sobie ani jednego przypadku odrzucania projektow przez panel, w ktorym pracowalem, na podstawie noszenia czapki lub innego bzdurnego widzimisie. Byla za to merytoryczna dyskusja nad kazdym projektem.

      Usuń
    8. Jak to jest, że według ekspertów wszystko jest piękne i merytoryczne, a poza wyizolowanym światem NCN jest jeszcze prawdziwa rzeczywistość, w której aplikujący o granty mają wręcz przeciwne odczucia.

      Usuń
  5. Niezbyt składnie to napisałem, ale mam nadzieję, że zrozumiale.

    OdpowiedzUsuń
  6. W NCBiR jest jeszcze "ciekawiej" - w regulaminie jednego z konkursów ustalili minimalną wartość jednego z kryterium oceny projektu. Nie ważne jaka będzie średnia ocen kilku recenzentów, wystarczy, że jeden z nich da w jednym z kryterium poniżej powiedzmy 4 pkt (na 5 możliwych) i cały wniosek uwalony.

    OdpowiedzUsuń
  7. Mnie również ciekawi jak słabi mogą oceniać lepszych. To się dzieje w CKK, gdzie profesorowie bez dorobku oceniają osoby, których dorobek jest od ich dorobku kilkakrotnie większy. Podobnie NCN, kiepscy naukowcy oceniają lepszych od siebie. Jak długo ta patologia będzie trwała ?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak długo, aż nie nastąpi naturalna wymiana pokoleń (czyt. profesorowie bez dorobku nie wymrą).

      Usuń
  8. Tak będzie dopóki uczelnie się nie zbuntują i nie powiedzą dość. Tak, uczelnie, nie pojedyncze osoby. Tylko władze uczelni moga coś zrobić. Na szczęście coś zaczyna się zmieniać i coraz więcej szkół wyższych widzi problem w rodziale grantów. Media również zaczynają pisać o recenzentach NCBiR i NCN.

    Gazeta Prawna: Urszula Mirowska-Łoskot, artykuł "Uczelnie tracą na błędach recenzentów"

    "Nierzetelne osoby, którzy opiniują projekty uczelni na realizację przedsięwzięć naukowych, niweczą ich szanse na kilkumilionowe wsparcie. Większość placówek decyduje się na złożenie odwołania w przypadku negatywnej opinii. Często mają rację. Mimo że ich projekty okazują się jednymi z najlepszych, nie mają już szans na pieniądze".

    "Eksperci wskazują, że dzięki koneksjom niektóre projekty są bardziej uprzywilejowane, mimo że recenzenci są zobowiązani złożyć oświadczenie o niezależności. Zawodzi też system rekrutacji recenzentów".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tania sensacja z brukowca.

      Usuń
    2. Zobaczymy za kilka miesięcy, czy wtedy napiszesz "tania sensacja".
      Nareszcie ktoś się zaczyna interesowac tym całym "systemem".

      Usuń
    3. Przy okazji - Gazeta Prawna powinna podjąć działania wobec osoby, która publicznie nazywa ją "brukowcem" jak w komentarzu z 14.44.

      Usuń
    4. Kolejny artykuł: "Granty niezgodmne z prawem" w Gazecie Prawnej.
      Dotyczy Diamentowego Grantu z MNiSZW, ale wykładnię Wojewódzkiego Sądzu Administracyjnego być może przez pewną analogię można by odniesć do innych systemów rozdzielania i aplikacji grantów.

      "Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie w wyroku z 4 marca 2014 r. w sprawie Przemysława Brzuszczaka (sygn. akt WSA V SAB/ Wa 4/14) orzekł, że minister nauki dokonał samowolnego, niemającego oparcia w prawie, ograniczenia kręgu adresatów programu Diamentowy Grant. Nieodpuszczalne jest zatem w ogłoszeniu o konkursie Diamentowy Grant dokonywać zawężenia uprawnionych. Jeśli ustawodawca miałby takie intencje, dokonałby tego w akcie rangi ustawowej” – tłumaczyli sędziowie. WSA nakazał resortowi ponowne rozpatrzenie wniosku student"

      Regulaminy poszczególnych konkursów NCN również mocno zawężają grono aplikujących i są profilowane w oparciu o wąskie kryteria.

      Usuń
    5. A moze w koncu zamiast pisac jak to wszyscy sa zli, bo nie daja Wam zabawek, wzielibyscie podrecznik metodologii naukowej i napisalibyscie porzadny wniosek grantowy? Kolejny deadline w czerwcu

      Usuń
    6. Taaak, juz pisaliśmy, nie jeden raz. Kilka miesięcy pracy, lakoniczne uzasadnienie decyzji na NIE i tak mijają lata. Wybrani budują z grantów domy, a nie-wybrani zastanawiają się, czy wydać połowe pensji na materiał do badań czy jeszcze mieć nadał głupią nadzieje, że dostanie się jakiś grant, przy współczynniku suksceu jednocyfrowym. System-fikcja.

      Usuń
  9. Czy naprawde nie dostrzegacie problemu ? Jest jasna zależność: nie ma grantu (recenzenci) - nie ma badan i publikacji - nie ma punktów - uczelnia ma obniżoną ocenę parametryczną - dostaje jeszcze mniej pieniędzy z MNiSZW - spadek jakości kadr i prowadzonych badań. Dlatego to władze uczelni powinny robić wszystko, aby doprowadzić do zmiany przepisów i ujawnienia nazwisk recenzentów pod indywidualnymi wnioskami. Pośrednio (bezpośrednio) to oni wpływają na status uczelni i jej przyszłość !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teoretycznie uczelnia, która w wyniki braku sukcesu w staraniu sie o grany, pomimo wielokrotnego składania wniosków, utraciła by możliwość prowadzenia na odpowiednim poziomie z powodu braku ich finansowania i która np. spadła by do kategorii najniższej C jednostek naukowych - mogła by rozważyć drogę prawną w sądzie administracyjnym. Mogła by zawnioskować o podanie pełnego uzasadnienia merytorycznego odrzucenia wniosków i podania danych recenzentów, którzy w ten sposób "przyczynili się" do utraty rangi uczelni. Dlatego w Gazecie Prawnej padło stwierdzenie, że uczelnie "tracą" miliony złotych z powodu systemów grantów.

      Usuń
  10. na moj gust na uczelniach jest sporo mocy przerobowych (przynajmniej kiedys bylo) i dobrze wymyślone i ustawione prace magisterskie, pociągnięte przez kolejne osoby przez kilka lat mogłyby dać dobre wyniki do publikowania calkiem wysoko i bez dużego grantu. Tymczasem myśle - ale może się mylę - że większość prac magisterskich ląduje ładnie oprawiona na połce. Mało komu zależy na tym, żeby wyniki te publikować. I to ta para w gwizdek rzutuje na te obniżoną ocenę parametryczną uczelni, a nie brak grantów. Byłyby publikacje, byłby dorobek, granty i wysoka pozycja w ocenie parametrycznej. .

    OdpowiedzUsuń
  11. A skąd pieniądze na robienie prac magisterskich ? Z kosmosu ? Dotacja statutowa jest tak niska, że mimo kategorii A wydziału wystarcza na podtrzymanie jego funkcjonowania. A prace magisterskie wypuszczane przy takim nakładzie finansowym nie mogą osiągnąć poziomu publikacyjnego w czasopismach z IF. Ponadto poziom magistrantów (nie wszystkich) jest tak niski, że można powiedzieć, że ta praca musiała bybyć napisana od początku przez osobę doświadczoną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. odpowiadając:
      "A skąd pieniądze na robienie prac magisterskich "
      Czy to znaczy że prace magisterskie nie powstają? Chyba co roku powstają, a więc tylko ważne jest, żeby tematy byly na tyle sensowne, i metodyka odpowiednia, żeby uzyskane wyniki dały sie w jakiejś perspektywie czasowej publikować. Studenci są różni, ale można szukać tematów trudnych do pochrzanienia.
      "A prace magisterskie wypuszczane przy takim nakładzie finansowym nie mogą osiągnąć poziomu publikacyjnego w czasopismach z IF".
      Myśle, że każny z nas moze podać co najmniej kilka prac z IF bazujacych na ciekawym pomyśle i nie wymagających dużego finansowania.
      ..."ta praca musiała bybyć napisana od początku przez osobę doświadczoną"
      Oczywiście, że mniejszy lub większy wkład opiekuna będzie potrzebny, szczególnie jesli uczelnia ma dostac za nia punkty (wg oceny parametrycznej tylko chyba 20% wlicznych prac mogła być napisana nie przez pracownika). Zresztą to on wymyśla temat, jest zapoznany z literaturą i jest zainteresowany publikowanim wyników.
      Oczywiście otrzymywanie grantów mogłoby uczelni pomóc, ale chciałem wskazać, że uczelnie mogą korzystać z pracy studentów przy zbieraniu materiału, co w perspektywie powinno mieć także przełożenie na ocenę parametryczną itd. Chyba że źle interpretowałem wcześniejszą dyskusję, ale wychodzilo mi, że uczelnie spadają do niższych kategorii bo nie dostają grantów. Jest to chyba zbyt daleko idące uproszczenie i wygodne spychanie odpowiedzialności na inne, zewnętrzne czynniki.

      Usuń
    2. Może w niektórych naukach jest to możliwe, ale nie w eksperymentalnych wymagających zaawansowanych technik badawczych. Kto wpuści magistranta na mikroskop elektronowy. Za wynajęcie takiego sprzętu trzeba płacić, co z kosztownymi odczynnikami. A sama praca magistranta przy zbieraniu próbek/materiału doświadczalnego to tylko nic nieznaczący ułamek wszystkich kosztów.Ja nie mowie o pracach z IF <1, bo w takich byle jakich czasopismach można opublikować byle co. Szkoda nawet wysyłać publikację, bo nikt tego nie czyta. Chodzi i o publikacje z IF 3-5, gdzie trzeba systematycznie opisać problem, a to wymaga podparcia kosztownymi analizami na kosztownej aparaturze.

      Usuń
  12. Długo nie zaglądałem na ten blog i nagle z przerażeniem zauważam, że rewolucja zaczyna zjadać swoje dzieci. Kiedy kilkanaście miesięcy temu pisałem tutaj, że obecny system grantowy nie jest pozbawiony wad poprzedniego, a nawet wyradza się w skali do której KBN nigdy się nie zbliżył, to przekonywano mnie iż teraz to będzie cacy, transparentnie, bez koterii itd. Nie odczuwam satysfakcji, bo nie ma z czego. Trzeba szybko zdiagnozować skąd to się wzięło. Dlaczego np. nagle jedna z istotnych instytucji oferujących granty postanawia podpisać się pod deklaracją z San Francisco i odejść od ocen opartych na IF. Czy nagle dostrzegła korupcjogenny i mało miarodajny charakter takiej oceny, co wcześniej dostrzegli amerykanie? Czy powrót do ocen merytorycznych, a nie w znaczącej części parametrycznych jest zwycięstwem rozumu nad technokracją, o czym pisali również niektórzy nasi luminarze nauki? Czy trzeba było dopiero takiej nauczki jakiej doświadczyli niektórzy koledzy piszący na tym blogu, bezwzględnie potraktowani przez niejasny i czasami wręcz idiotyczny system oceny bez możliwości obrony swoich racji, by zaczęli się zastanawiać nas sensem tego systemu. Pisałem wtedy, że system przede wszystkim doprowadzi do skłócenia środowiska i uwalenia niektórych nisko parametrycznych działów biologii ale nie sądziłem, że stanie się to tak szybko. Poziom arogancji niektórych anonimowych pouczających innych, żeby się wzięli do roboty zamiast biadolić jest też znamienny. Już doszło do systemu kastowego, który przewidywałem. My beneficjenci, syci i zadowoleni, gardzimy tymi co się nie załapali, a media piszące o tych problemach to „brukowce”. W mojej katedrze połowa prac magisterskich z ostatnich 10 lat była publikowana, a połowa z tych publikowanych ukazała się w czasopismach impaktowanych (a nawet były obrony prac magisterskich na podstawie publikacji w czasopiśmie impaktowanym), ale żaden z moich pracowników ani studentów (każdego szczebla, w tym doktoranci) nie otrzymał grantu z polskiego systemu, lecz siedmiokrotnie otrzymywaliśmy dotacje z Fundacji E. Mayra z USA i grantów Unii Europejskiej. Dla polskiego systemu nie jesteśmy nauką, bo nasz dział biologii ma za niski IF i ktoś z bossów systemu uznał go za nienaukowy. W USA i na poziomie UE jesteśmy jednym z wiodących ośrodków na świecie. Ktoś na tym blogu w jednej z ostatnich dyskusji biadolił o obsunięciu się niektórych działów polskiej biologii, podając za przykład m. in. entomologię. Radzę mu, żeby zajrzał np. do trzech ostatnich tomów monumentalnego światowego podręcznika Handbook of Zoology poświęconych koleopterologii. Ilu jest tam autorów rozdziałów z Polski i ile cytacji polskich prac. Nie wiem, czy w jakimkolwiek światowym podręczniku ekologii czy ewolucjonizmu będzie choć zbliżony udział naszych specjalistów. Ale nasi paneliści i recenzenci wiedzą lepiej kogo wspierać, a system jest tak stworzony, że można uwalić każdego w czystych rękawiczkach. Na naszym kolegium dziekańskim poinformowano wszystkich szefów jednostek, jakie honoraria otrzymują z grantów niektórzy z beneficjentów. Trzeba było widzieć ten szok na twarzy wielu niedoinformowanych. No i staje się jasne, że przy takim zróżnicowaniu kwot wejście do kasty uprzywilejowanych to jak los na loterii (a nic dziwnego, że inni nic nie dostaną). To już nie jest tylko wyścig naukowy, to bieg o wejście do uprzywilejowanej kasty. Nie wiem, czy ujawnianie nazwisk recenzentów w istotny sposób rozwiąże te problemy, chyba jednak choroba jest dużo głębsza. W każdym razie nie zazdroszczę młodym ambitnym uczonym. Ile jeszcze frustracji ich czeka.

    Lech Borowiec

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo rozsądna wypowiedź Panie Profesorze. Dziękujemy w imieniu naukowców w Polsce.

      Według przepisów procedowanie w konkursach NCN jest zwykłym postępowaniem administracyjnym, które podlega Kodeksowi Postępowania Administracyjnego (KPA). Jest to zwykła decyzja urzędnicza, która różni się tylko anonimowością recenzentów i jest to ewenement, który należy zlikwidować. Czy wyobrażacie sobie anonimową decyzję urzędnika (np. urzędu skarbowego) ? Czy wyobrażacie sobie np. decyzję negatywną o nieprzyjęciu studenta na studia w trybie postępowania konkursowego bez podpisów członków komisji egzaminacyjnej ?

      Gdyby w momencie wprowadzenia systemu grantów i powstania NCN np. Rektorzy uczelni wspólnie zakwestionowali anonimowość recenzentów, w chwili obecnej system byłby lepiej funkcjonujący, z przejrzystymi decyzjami urzedników-ekspertów-recenzentów. Dlaczego tego nie zrobili ? Uczelnie tracą miliony złotych na podstawie negatywnego opiniowania wniosków grantowych. I niewielu aplikujących domaga się szczegółowego wyjaśnienia, dlaczego ich wniosek nie spodobał się recenzentowi-urzędnikowi.

      Usuń
    2. Anonimowy, niech każdy dziękuje Panu prof. Borowcowi indywidualnie. Ja zaś proponuję, aby każdy grant złożony w NCN czy Ministerstwie dostawał finansowanie. Po co w ogóle oceniać te granty, przecież to strata publicznych pieniędzy. Jesteśmy wszyscy tak doskonałymi naukowcami, ba - badaczami, że cały świat klęka przed nami z zachwytu. Żyjemy we wspaniałym kraju, a wszystkie nasze uczelnie to wylęgarnie geniuszy, specjalistów wysokiej klasy i środowisko fermentu najwspanialszych idei. Jak zatem ten podły NCN czy Ministerstwo śmie upadlać niektóre uczelnie, a inne promować? Toż to gwałt na naszej niespotykanej wielkości. Bracia, zjednoczmy się w obronie naszej wszechwielkości, naukowej wyśmienitości i wyeliminujmy oceny naszych niewątpliwych osiągnięć i śmierć tym, którzy umniejszają choćby o szczyptę temu faktowi.

      Usuń
    3. A słyszał kolega może o pracach dowodzących, że przypadkowy podział grantów (np. w drodze losowania) nie powoduje obniżenia jakości uzyskanych wyników (w sensie chociażby łącznego IF opublikowanych prac), za to znacznie obniża koszty samej procedury? Twoja ironia jest niepotrzebna, a statystyki projektów przyznanych przez NCN jasno pokazują, które jednostki w Polsce są wylęgarniami geniuszy. A przynajmniej są za takie uważane przez panelistów.

      Usuń
    4. Dokładnie. Za kilka lat zostanie "kasta" kilku ośrodków dostająca granty na granty i automatycznie zwiększająca dorobek, z marginalizacją innych mniejszych jednostek. Być może własnie o to chodzi. Zgadzam się całkowicie, że np. randomizowany podział środków nie byłby gorszy. Ale tak nigdy nie będzie, już o to postarają się pewne środowiska i grupy lobbujących osób.

      Usuń
    5. Pan Profesor Borowiec tylko częściowo ma rację. Nie jest prawdą, że oceny ekspertów i recenzentów nie zawierają treści merytorycznej. Trudno jednak oczekiwać, żeby potem na podstawie opisu robić ranking. Jakieś punkty, rangi itp. muszą być, żeby porównywać dziesiątki projektów w danej kategorii. Ja co prawda nigdy nie zajmowałem się taksonomią ale przez ładnych parę lat byłem w zakładzie stricte zoologicznym i wiem dobrze na czym polega ta praca. Niektórym zoologom po prostu udaje się robić badania sensowne w takim znaczeniu, że testują jakieś hipotezy, rozwijają bądź stosują nowe metody, odkrywają nowe powiązania między taksonami i ich praca jest po prostu przydatna większemu gronu osób a nie tylko drugiemu koledze, który jest właśnie tym drugim specjalistą od danej grupy. Samo opisywanie gatunków niestety niewiele różni się od filatelistyki. Nie twierdzę, że taka praca nie jest ważna a na pewno ciekawa dla tego kto to robi, ale nie dziwię się, że przy środkach takich jakie są, pieniądze wędrują gdzie indziej.
      A już zupełnie nie rozumiem o co Panu Profesorowi chodzi o wynagrodzenia z grantów. NCN podaje maksymalne stawki jakie można dostać, dla mnie sprawa jest jasna, masz grant, masz dodatkową pracę to i masz dodatkowe pieniądze (przy okazji, wiele razy nie brałem w grantach żadnego wynagrodzenia). Teraz gdy z grantów mamy wręcz zatrudniać nowe osoby, takie "zarzuty" po prostu nie mają sensu.
      Natomiast zgadzam się z tym, choć nie są to rzeczy bezpośrednio sugerowane przez Profesora Borowca, że brakuje w ocenianiu i całej ""naukometrii" automatycznego przekładania "osiągnięć" punktowych w odniesieniu do dziedziny. Ekologów powinniśmy skalować wg tego co się dzieje w ekologii, zoologów do zoologii światowej itd. To jest w sumie niezwykle proste, wystarczyłoby patrzeć na kwartyle w jakich lądują prace autora w obrębie dziedziny. Wydaje mi się też, że młodzi, ale już po doktoracie, pracownicy nauki, mają rzeczywiście coraz mniejsze szanse na uzyskanie grantów typu Opus z powodu tego, że pieniędzy jest za mało, a grupa osób, które mogą startować ze znacząco większym dorobkiem jest spora. Może warto by utworzyć dwie wersje Opusa, jedną na dotychczasowych zasadach, a drugą taką gdzie punktacja za "pomysł" jest ważniejsza a dorobek liczy się znacznie mniej.
      Pozdrawiam,
      Tomasz Osiejuk

      Usuń
  13. Widzę, że dyskusja schodzi na zupełni inny temat. Problemem jest dobieranie ekspertów, które jest zupełnie przypadkowe. Eksperci podejmują się oceny wniosków zupełnie nie ze swoich dziedzin. Lepiej jest w przypadków recenzentów, ale przejście niekompetentnych ekspertów jest niekiedy bardzo trudne. Dodatkowo tzw. eksperci, nie są takim ekspertami. Wielokrotnie są to ludzie o nieznacznym dorobku naukowym, a po prostu dobrani na zasadzie że ktoś kogoś tam zna, co ktoś coś tam robił. Np. przez przypadek był dopisany do czyjejś pracy. Wiem, że czasami czyta tego bloga prof. Jajszczyk. Czy nie można ustalić minimalnego poziomu np. sumaryczny if 100; h>10 dla ekspertów. Przecież osoby, które są dobierane (choćby występujące w dyskusji na tym blogu) mają żenująco niski IF i H. Z samej zawiści (nawet podświadomie) będą szukały "dziury w całym" żeby odrzucić projekty lepszych, którym np. udało się opublikować prace w czasopismach do których oni próbowali wiele razy bez skutku. Otrzymana przeze mnie recenzja "po ekspertach" jest po prostu żałosna, żadnych konkretów, można ją zastosować do wszystkich innych grantów. Ekspert bezczelnie skopiował moje zdania w ocenie, ewidentnie widać, że nie ma pojęcia o czym pisze. Ekspert zaprzecza sobie, pisze że projekt jest nowatorski, a później że nie będzie miał wpływu na dyscyplinę badawczą. Nasuwają mi się tylko inwektywny, po przeczytaniu zdania "ekspertów", więc tutaj zakończę. Czy jak napiszę odwołanie to wniosek będzie rozpatrywany jeszcze w tym konkursie (w przypadku przyjęcia odwołania, pójdzie jeszcze do recenzentów), czy zostanie przesunięty na kolejny konkurs ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest dokładnie tak jak Pan napisał i większość naukowców zgadza się Pana komentarzem.

      Jak to możliwe, aby tak istotne zadania jak profesjonalna i trudna do wykonania ocena wniosków w NCN, które są nierzadko na miliony złotych była powierzana często "przypadkowym" osobom ? Wmówiono nam, że anonimowi recenzenci to standard i tylko oni mają rację. NIE ! W państwie demokratycznym kazdy ma prawo uzasadnic swoje racje, a jest nim przede wszystkim wnioskujący. Dziwię sie Michałowi, jeżeli ekspert popełnia w recenzji błędy merytoryczne, które nei powinny miec miejsca - taką decyzje nalezy po prostu zaskarżyć w trybie postępowania administracyjnego do Wojewódzkiego Sądzu Administracyjnego (WSA). Jak każdą źle podjętą decyzję przez urzędnika publicznego.

      Jak napisano wcześniej - recenzent to urzędnik, nic więcej. Równiez wmawia się nam, że to jakać specjalna, wybrana grupa. Nie - to urzednik, który powinien być odpowiedzialny za błędne decyzje, nieprofesjonalne opinie i niemerytoryczne wyjaśnienia. To urzednik, ktory powinien podpisać się pod swoja ekspertyzą, tak jak każdy inny "biegły".

      Nieprawdą jest, że mają specjalny status, do którego niezbędne jest utajnienie nazwisk. To narzędzie, które pozwala uniknąc odpowiedzialności. I jeszcze jedno - anonimowość recenzentów jest dobrym argumentem dla wnioskującego w przypadku wszczęcia postępowania przez zainteresowanego z paragrafu KPA. Dla WSA to może być kluczowa kwestia na naszą korzyść. Sędziowie będą traktować ekspertów w NCN jak urzedników, którzy mają obowiązek wydać odpowiednią decyzję w oparciu o istniejące kryteria.

      Niestety, w poprzednim wątku pojawiły się głosy, aby wyłączyć całe postępowanie konkursowe w grantach NCN z trybu KPA. Oby do tego nie doszło. KPA to główne narzędzie w dochodzeniu praw przez skłądających wnioski.

      Usuń
  14. Jeśli chodzi o recenzentów, pozostałbym przy anonimowości. Niekiedy, gdy młody człowiek robi recenzję, może się bać napisać, coś co urazi utytułowanego recenzowanego. Obawa wynika z faktu, że później utytułowany może się mścić. Znam przypadki, gdy ktoś (mgr/dr) podważył stwierdzenie profesora na konferencji. Później miał tylko kłopoty.
    Co innego natomiast eksperci. Pisanie, że ich anonimowość jest potrzebna dla wykluczenia patologii jest mylna. Ci co chcą wiedzieć wiedzą i znają ekspertów, układają się z nimi, itp, itd. Eksperci są urzędnikami i jeśli podejmują się można powiedzieć etatowej pracy dla NCN ich nazwiska powinny być znane w powiązaniu z Panelem i konkursem, w którym brali udział. Jeżeli uważają, że są nieomylni i dostają pieniądze za swoją pracę to powinni brać odpowiedzialność również za swoje decyzje.
    Ponadto łatwo byłoby znaleźć powiązania i wyłapać patologie w ich działalności. Dla opiekunów paneli nie jest wiadome, który profesor zna się z którym. Mimo, że pracują w odległych miejscowościach mogą znać się bardzo dobrze. Po ogłoszeniu wyników dla osób z branży będzie widome, czy istnieją powiązania miedzy ekspertem a beneficjentem. Łatwo będzie również sprawdzić, czy ekspert nie faworyzuje tylko jednego ośrodka/grupy badawczej/lub konkretnej osoby.
    Mimo wszystko jednak uważam, że powinien istnieć jakiś próg żeby można było zostać ekspertem. Moim zdaniem dla większości dziedzin sumaryczny if 100 (srednia na publikację IF>2) oraz H>10, wskazuje na dobrego naukowca z dobrym doświadczeniem. W takich konkursach jak np. Maestro wymagania dla ekspertów powinny być przynajmniej dwa razy wyższe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Założenia słuszne, ale nie będą wprowadzone w NCN. Nie znaleźli by tylu dobrych recenzentów. Marzy nam się zbiorcza meta-analiza, zestawienie wszystkich jednostek i nazwisk grantobiorców od czasu powstania NCN i NCBiR, z podaniem wzajemnych relacji pomiędzy nimi, kto był recenzentem, w jakim panelu, kto był przewodniczącym panelu, etc. Byłby 'biały-kruk' akademicki o dużej wartości poznawzej i poglądowej na całokształt systemu grantów w Polsce.

      Usuń
    2. Taka pozycja książkowa, z rozrysowaną graficznie wizualną postacią powiązań i zależności granto dawczo-bioroczych była by hitem wydawniczym.

      Usuń
    3. Pamiętajcie drodzy Anonimowcy, którzy tak pragniecie jawnych recenzji (taki trochę fenomen w sumie), że członkowie paneli nie wiedzą wzajemnie, że są w panelu i nie wiedzą, kto jest drugą osobą oceniającą dany wniosek. Wszystko się wyjaśnia dopiero w Krakowie ale to jest już dawno po zatwierdzeniu swoich opinii w systemie. Zaręczam, że jest to wystarczające do podniesienia adrenaliny i starania się o uważną ocenę, żeby nie wyjść na durnia przed kilkunastoma, było nie było, jednak zwykle najlepszymi badaczami z Polski jakich w danej grupie nauk mamy.
      Pozdrawiam,
      Tomek Osiejuk

      Usuń
  15. Naczelny Sąd Administracyjny kilkakrotnie wydał korzystne orzeczenia dotyczące szkolnictwa wyższego. Ostatnie ze stycznia br.:

    "Premier musi ujawnić wyniki wyborów do Centralnej Komisji do Spraw Stopni i Tytułów - orzekł w czwartek Naczelny Sąd Administracyjny. Do tej pory na stronie CK dostępna była tylko lista wybranych członków, ale nie protokół z wyborów wraz z informacją o liczbie głosów oddanych na poszczególnych kandydatów. W styczniu ub.r. premier odmówił ujawnienia pełnego protokołu ze względu na ochronę prywatności osób, które nie zostały wybrane, tymczasem NSA orzekł, że profesorowie pełnią funkcję publiczną, więc muszą liczyć się z tym, że ich prywatność będzie ograniczona"

    Podobnie eksperci i recenzenci, pełnią taką samą funkcję publiczną w systemie środków sfery publicznej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I dlaczego nie ma tej informacji jeszcze na stronie CK ?

      Usuń
    2. Znasz odpowiedź doskonale...

      Usuń
    3. Na stronie CK nie ma tez innych informacji, np. na temat postępowań w sprawie nadania tytułu profesora nowym trybem. Nie ma i już. Tak to jest w Polsce.

      Usuń
  16. I dlatego tozsamosc ekspertow jest podawana na koncu roku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W pakiecie setki innych nazwisk, bez przypisania dopanelu, dyscypliny, konkursu, itp. Zgrabnie to rozegraliście.

      Usuń
    2. Cd. A w ogole, o co chodzi? Czy skladajac wniosek do NCN lub artykul do czasopisma, w ktorych proces recenzowania jest niejawny, nie zgadzasz sie na wlasnie takie reguly postepowania? Przeciez jest wiadomym, ze ekspert i recenzent sa anonimowi.
      Jak nie pasuje, nie skladaj. Bedzie wiecej dla tych, ktorzy napisza dobry wniosek.

      Usuń
    3. Naprawdę myślisz, że jest jakaś różnica między recenzją w przewodzie habilitacyjnym (jawne nazwiska, recenzenci podpisują się pod dokumentami), a recenzją w konkursie NCN lub NCBiR ? Odpowiedź - nie, nie ma żadnej.

      Usuń
  17. Mylisz się kolego i popełniasz błąd w założeniu, zakładając błednie, że każda recenzja powinna (?!) być niejawna. Cytując z innej dyskusji:

    Po pierwsze recenzje w czasopismach to całkowicie odmienna kwestia, proszę nie podawać nieprawdziwych informacji. Recenzja w czasopiśmie to nie postępowanie administracyjne ! Ale takim postępowaniem są konkursy o granty NCN lub NCBiR w przypadku decyzji o przyznawaniu środków publicznych.

    Po drugie - podobnie jest z recenzjami w trakcie postępowania o nadanie stopnia lub tytułu akademickiego na dr hab. lub profesora, z jawnymi recenzjami, nawet on-line na stronie CK !

    Naczelny Sąd Administracyjny 13 czerwca 2013 orzekł, iż "nie ulega wątpliwości, że dziekan jest podmiotem wykonującym zadania publiczne w rozumieniu art. 4 pkt.5 u.d.i.p., zaś wytworzona w toku przewodu habilitacyjnego recenzja pracy habilitacyjnej stanowi informację publiczną."

    http://orzeczenia.nsa.gov.pl/doc/71CED41490

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Parafrazując przewrotnie komentarz z 04:14 z metaforyczną modyfikacją tekstu. Może doczekamy się kiedyś takiego właśnie orzeczenia w stylu:

      " NCN jest podmiotem wykonującym zadania publiczne w rozumieniu art. 4 pkt.5 u.d.i.p., zaś wytworzona w toku oceny konkursowej NCN recenzja wniosku (powinna) stanowić informację publiczną ".

      Myślicie, że tak kiedyś będzie ?

      Usuń
    2. Przeczytajcie dokładnie ustawę z dnia 30 kwietnia 2010 r. o Narodowym Centrum Nauki. Dz. U. z 2010r. Nr 96, poz. 617, Nr
      257, poz. 1726, z 2011r. Nr 185, poz. 1092.

      Nie ma żadnych zapisów o "anonimowych recenzjach i utajnieniu nazwisk ekspertów".

      Usuń
    3. Owszem, są zapisy
      Ustawa z dn. 30.04.2010 r. o zasadach finansowania nauki, art 15 ust 3:
      "Dane o osobach recenzentów i ekspertów oceniających wnioski o przyznanie środków finansowych na naukę przeznaczonych na zadania określone w art. 5 nie są udostępniane wnioskodawcom."

      Usuń
    4. Po pierwsze - skoro modyfikuje się przepisy Ustawy z 2010 wewnętrzną regulacją w postaci wprowadzenia karencji (kary) zablokowania możliwości aplikowania dla 20% "najsłabszych" wniosków na czas określony, to dokładnie w tem sam sposób można wprowadzić jawny tryb recenzji w NCN.

      Po drugie - od 2010 było jak naliczyłem - co najmniej 8 zmian i nowelizacji Ustawy z 2010. Co ciekawe, duża cześć z nich dotyczyła wynagrodzeń pracowników. Jak widać, drobna zmiana ustawy z udostępnieniem danych o ekspertach to drobna formalność. Należy tylko chcieć, a brakuje wyłącznie dobrej woli.

      Usuń
    5. po czyjej stronie brakuje dobrej woli? albo inaczej - kto z takim postulatem zmiany powinien zatem wystąpić?

      Usuń
    6. To oczywiste, że nie brakuje po stronie aplikującyh, którzy chcą 100% przejrzystego systemu.

      Usuń
    7. dlaczego więc 'aplikujący' nie zgłaszają nigdzie postulatu zmiany ustawy? trudno mi uwierzyć, ze zrobi to agencja, dla której takie rozwiązanie jest prawdopodobnie wygodne, a zmiana wymagałaby dużego nakładu pracy. do kogo właściwie powinno się mieć pretensje?

      Usuń
    8. Jako środowisko, od lat powojennych nie potrafimy podejmować odważnych decyzji, również w zakresie legislacji i aktów prawnych, które nas dotyczą. Bezwolnie poddajemy się indoktrynacji i przyjmujemy za oczywiste, coś co tym nie jest. Naukowcy nigdy nie byli solidarni, będą walczyć wyłącznie o swój mały zysk (grant), nie patrząc na całość. Za kilak lat będzie to doskonale widać, co, którzy za pieniądze polskiego podatnika żyją dostatnio z grantów i mnożą punkty bo mają za co je mnożyć i druga część, która nie mając środków na badania, mimo bardzo dobrych pomysłów i ambicji zostanie zepchnięta przez system na pobocza. Uczelnie słabsze dostaną coraz niższa kategorię i koło się zamyka.

      Usuń
    9. Poza tym, jest grupa 'naukowej elity' i decydentów, kórzy będąc uzyskując granty jako wysokiej klasy badacze, nie chce żadnych zmian. Dla nich korzystniej jest pozostać anonimowymi, równiez jako recenzenci NCN.

      Usuń
    10. Tytułem sprostowania: te 20% kierowników wniosków, którzy dostali bana na następny konkurs, to wcale nie są kierownicy najsłabszych wniosków (tzn. tych które dostały najniższą punktację). Z tego co wiem, karencję można dostać za różne rzeczy np. polemikę z recenzentami (to się ładnie nazywa "za uporczywe niestosowanie się do uwag ekspertów"). Swoją drogą, ciekawe co mówi KPA o dowolnym wykluczaniu osób z udziału w konkursach? Ten fragment regulaminu NCN aż się prosi o interwencję Rzecznika Praw Obywatelskich...

      Usuń
  18. Bardzo interesująca wykładnia WPA w Krakowie na stronie:
    http://www.naszawokanda.pl/orzeczenie/ib5wb/wsa,III-SA-Kr-407-14,odrzucenie_skargi/

    W opinii sądu:
    "Skarżąca podpisała wniosek, a w decyzji rozstrzygnięto o jej uprawnieniach, co w ocenie Sądu powoduje, że skarżąca ma w sprawie interes prawny w rozumieniu art. 28 k.p.a."

    Czyli: skarżąca jest stroną postępowania i każdy naukowiec może indywidualnie występować jako strona w postępowaniu i nie musi to być uczelnia jako wnioskodawca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgodnie z tym orzeczeniem, kierownik projektu może występować do sądu administracyjnego.

      Usuń
  19. Warto przeczytać - ważne dla naukowców orzeczenie WSA w Krakowie ze strony:
    http://www.naszawokanda.pl/orzeczenie/x099i/wsa,III-SA-Kr-807-13,dzialalnosc_badawczo_rozwojowa/?search=False&sloc=&slowa=narodowe+centrum+nauki&sad=dowolny&sygnatura=&data_od=&data_do=&x=75&y=5&str=1

    Cytowanie ze strony www:
    "Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie w składzie następującym: Przewodniczący Sędzia WSA Maria Zawadzka Sędziowie WSA Halina Jakubiec (spr.) WSA Barbara Pasternak Protokolant Renata Nowak po rozpoznaniu na rozprawie w dniu 19 lutego 2014 r. sprawy ze skargi A Sp. z o.o. w K na decyzję Komisji Odwoławczej Rady Narodowego Centrum Nauki z dnia 10 kwietnia 2013 r. nr [...] w przedmiocie odmowy przyznania środków finansowych I. uchyla zaskarżoną decyzję oraz poprzedzającą ją decyzję organu pierwszej instancji a także decyzję Komisji Odwoławczej Rady Narodowego Centrum Nauki z dnia [...] 2012r., nr [...], II. zasądza od Komisji Odwoławczej Rady Narodowego Centrum Nauki na rzecz strony skarżącej kwotę 200 zł (słownie: dwieście złotych) tytułem zwrotu kosztów postępowania".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego co piszą, koszty potępowania są niewysokie. 200 złotych dla osoby fizycznej.

      Usuń
    2. No dobrze, tylko w tym orzeczeniu stwierdzono, że popełnione zostały błędy proceduralne,natomiast sąd nie kwestionował oceny merytorycznej ekspertów!

      Usuń
    3. Nie kwestionował, bo to nie było przedmiotem sprawy. Preczytaj jeszcze raz. Fakt niepodważalny - uchylono decyzję Komisji Odwoławczej NCN.

      Usuń
    4. No ale z tego co zauważyłem, to dyskusja w tym wątku dotyczy jakości ekspertów i decyzji przez nich podejmowanych. To, że były błędy proceduralne po stronie NCN nie rozwiązuje problemu (choć nie wystawia dobrej laurki), bo oceny ekspertów nie zostały podważone same w sobie.

      Usuń
  20. Proponuję się tak nie podniecać, bo z mojej wiedzy wynika, że sądy generalnie odnoszą się wyłącznie do warstwy formalnej, ale nie tykają merytorycznej, więc nie należy się łudzić, że uda się podważyć opinie ekspertów - ze swojej strony powiem, że to dobrze, bo gdyby tak było trudno byłoby znaleźć chętnych do wykonywania recenzji - w nauce rzadko coś bywa zupełnie oczywiste i jednoznaczne. Tak w ogóle to zalecałbym trochę więcej pokory i wstrzemięźliwości - moje doświadczenie (wiele odrzuconych projektów ale też trochę "wygranych") uczy, że zwykle coś jest w negatywnych opiniach recenzentów, co warto uwzględnić na przyszłość. Nie bardzo rozumiem dobre samopoczucia niektórych osób uważających, że jak coś napiszą, to już jest najlepsze, a jak nie dostaną grantu, to od razu sitwa. Widziałem kilka takich odrzuconych projektów kierowników z dużym ego i w pełni podzielam sceptycyzm panelu...

    OdpowiedzUsuń
  21. Jeszcze raz ja. Czy składanie odwołania do NCN ma sens ? Czy jak NCN uzna odwołanie to projekt będzie skierowany na nowy konkurs czy jeszcze w starym "pójdzie" do recenzentów ? Wie ktoś ?

    OdpowiedzUsuń
  22. Wracając do głównego tematu: zob.
    http://pauza.krakow.pl/249_2_2014.pdf

    OdpowiedzUsuń
  23. Zastanawiam się, dlaczego tak szanowana instytucja jak Fundacja na Rzecz Nauki Polskiej zaczęła uprawiać demagogię. Postarajmy się zatem zrozumieć krok po korku masło maślane zaserwowane przez Fundację.
    Fundacja postanawia oto, że:
    "Niestosowania parametrów oceniających czasopisma naukowe, (takich jak np. impact factor), jako elementu zastępującego merytoryczną ocenę jakości naukowej publikacji".. i dalej
    „Oceniania badań naukowych prowadzonych przez uczonych przede wszystkim na podstawie oryginalności osiągnięć i ich wpływu na rozwój dziedziny, a nie poprzez impact factor czasopisma, w którym zostały opublikowane”

    Każdy, kto choć raz publikował w wysoko impaktowym czasopiśmie, wie że walor merytoryczny pracy jest jednym z podstawowych podczas oceny maszynopisu. Podobnie, kolejnym kryterium jest oryginalność i nowatorstwo osiągnięcia. W czasopismach o dużym IF w danej dziedzinie selekcja jest niezwykle silna. Praca musi być rzeczywiście bardzo dobra w każdym detalu, żeby została zaakceptowana. Recenzentami prac w takich czasopismach nie są jakieś chłopki ze ulicy, tylko z reguły znakomici badacze, często o rzędy wielkości przebijający dorobkiem i osiągnięciami recenzentów FNP (nie wspominając o ich członkach)! Publikacja w takim czasopiśmie oznacza zatem, że została ona oceniona merytorycznie, prawdopodobnie lepiej, niż oferuje nam to FNP.
    No ale dobrze. Powszechne na tym blogu są opinie, że istnieją cwaniacy, którzy jakimś cudem publikują w tych czasopismach z wysokim IF w danej dziedzinie . Zatem Fundacja optymistycznie oferuje nam „ocenę na podstawie oryginalnosci osiągnięc i „ICH WPŁYWU NA ROZWÓJ DZIEDZINY”. Jak zatem wpływ osiągnięć na rozwój dziedziny zostanie ustalony przez recenzentów FNP, skoro nie przez IF czasopism? Zostają cytowania, .... które wynikają z dużej mierze z IF czasopism!
    Alternatywnie, zbierze się gromada mędrców, którzy ocenią, czy czyjeś osiągnięcie wpłynęło na rozwój dziedziny bądź nie. Tym samym pojawią się niedługo różnej maści stypendyści FNP z wielkimi osiągnięciami i wpływem na rozwój dziedziny, ale z publikacjami w zeszycikach uniwersyteckich, albo z monografiami publikowanymi w jakiś tanich wydawnictwach.
    Naprawdę gratuluję.... Swoją drogą, czyżby efekt zamkniętej, izolowanej populacji zaczął w końcu ujawniać swój degenerujący wpływ na Fundację?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty też w tej chwili uprawiasz demagogię. W ostatnich latach ukazało się kilka publikacji, i to w najwyżej impaktowanych czasopismach, które wyraźnie pokazują iż na IF czasopism z najwyższej półki wpływa niewielki procent autorów w nich publikujących. Regularnie recenzuję prace z topowych czasopism w mojej dziedzinie i zgadzam się, że w takich czasopismach jest ostra selekcja, ale nie zawsze merytoryczna (zdarzało się, że nawet te prace które bardzo negatywnie oceniłem przechodziły do druku). Uważasz, że osoby tworzące deklarację z San Francisco to idioci. Chciałbym żebyśmy w Polsce dochowali się tak wielu idiotów z nagrodami nobla. U podstaw tej deklaracji leżą poważnie badania bibliometryczne i chodzi o zasadę. Oczywiście, rodzi to wiele problemów o których piszesz ale podpisujący deklarację mają tego pełną świadomość i chcą też, aby nie iść na łatwiznę zastępując oceny merytoryczne parametrycznymi. Nie wiem jak FNP będzie realizował te oceny, na pewno to trudny problem, ale może zmusi to też środowiska naukowe do większego wysiłku umysłowego przy pisaniu recenzji.

      Usuń
    2. Nie uważam, że osoby tworzące Deklarację to idioci. Wręcz przeciwnie, właśnie dlatego, gdyby znaleźli się w polskich naukowych realiach, to taką deklarację szybko podarliby i wyrzucili do kosza.
      Szczerze mówiąc, po prostu nie mogę patrzeć spokojnie na tą przytłaczającą miernotę dookoła. Prawdziwy problem to ma jednak FNP, która popada w skrajności. Choć z drugiej strony, chciałoby się zobaczyć efekt tych zmian w FNP przykładowo w większej liczbie stypendiow dla osób z niszowych dziedzin, takich jak systematyka, entomologia czy ornitologia.
      p.s. Tak na marginesie - to bardzo dobrze, że edytor nie zawsze kieruje się tylko ocenami recenzentów, bo to oznacza, że czyta maszynopis i podejmuje samodzielne decyzje, do podejmowania których został w sumie powołany.

      Usuń
  24. To ciągłe narzekanie na nędzę polskiego środowiska naukowego uważam też za demagogię. Nie należymy do czołówki światowej, ale też nie wleczemy się w ogonie (w International Science Ranking Biologia i Nauki Rolnicze są na 33. miejscu, nauki o Środowisku na 30., Biologia Molekularna i Genetyka na 26 - liczone wg H-index). Oczywiście wolałbym, aby to było bliżej pierwszej dziesiątki, ale ta pozycja odpowiada z grubsza potencjałowi ekonomicznemu naszego kraju. Przed nami są głównie kraje o dłuższym stażu bycia w demokracji i wielkie potęgi gospodarcze. Ja też bym chciał aby FNP się otworzył na niektóre niszowe dziedziny, ale tego samego bym oczekiwał i od NCN i bardziej przejrzystych systemów odwoławczych (o czym jest w zasadzie cała dyskusja powyżej). Chętnie bym widział też takie badania, które podjęły by problem jaka część odrzuconych w konkursach prac zasługiwała na to, a jaka padła ofiarą słabości systemu. Oceniałem w życiu ponad 300 projektów grantów i mam swoje uwagi na ten temat. Na finansowanie zasługiwało ok. 60, otrzymało 30 (na tyle starczyło kołderki), co najmniej 200 było poniżej jakiejkolwiek krytyki.

    OdpowiedzUsuń
  25. Ciekawe na którym jesteśmy miejscu, jeżeli chodzi o wydajność? Myślę o jakości uprawianej nauki (np. liczbę "impaktowych" prac) vs. nakłady na naukę - sądzę, że moglibyśmy uplasować się całkiem wysoko...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, gdyby uwzględnić nakład finansowy w Polsce na naukę w przeliczeniu na publikacje impaktowe to pewnie wyglądało by to znacznie lepiej niż w rankingu ISR. Ja też uważam, że to biadolenie nad poziomem nauki w Polsce jest trochę przesadzone. Jest to raczej jakaś wypadkowa katastrofalnie niskiego finansowania i pewnych zaszłości z przeszłości, ale w niektórych dziedzinach biologii (o innych działach niewiele wiem) nie wyglądamy najgorzej. Wbrew temu co niektórzy wcześniej pisali to np. systematyka uchodzi za światową (byłem na stażu w USA i tam bardzo dobrze znają niektórych naszych taksonomów np. Ślipiński jest tam gwiazdą pierwszej wielkości, szkoła Szlachetki w systematyce storczyków bardzo znana, Borowiec uważany za bardzo wpływowego w koleopterologii, a na jego stronach internetowych uczą studentów; bardzo też cenią polską akarologię); znane są też prace naszych ornitologów np. Wesołowski ma tam bardzo dobrą opinię itd. Chyba trzeba trochę czasu, żeby środowisko trochę okrzepło, wykruszą się pozostałości starego pokolenia, a walczyć trzeba o jak najlepszy system dla już młodych pokoleń. Dyskusja na tym blogu odsłania wiele słabości organizacyjno-prawnych sytemu i warto o nich mówić. W jednostkach w USA, które odwiedzałem nie ma ocen parametrycznych w projektach w takim sensie jak u nas i jestem zwolennikiem tej opcji, ale dostrzegam oczywiście różnice w jakości środowiska. Głosy powyżej wskazują jednak, że jakieś elementy patologii w nasz system się zakradły i nie daje on równych szans wszystkim personalnie i poszczególnym ośrodkom, a to moim zdaniem jest poważna wada.

      Usuń
    2. No ciekawe, bo jeszcze zaraz się okaże,że mamy samych wspaniałych dookoła. Tylko kto w to dobre samopoczucie uwierzy? Prawda jest taka, że nie ma tzw. szkoły Szlachetki, o Borowcu mało kto na świecie słyszał, a o Wesołowskim już zapomnieli. Przecież poziom naukowy tych osób, to poziom doktorantów z dobrego uniwersytetu w Anglii lub USA.

      Usuń
    3. No to pojechałeś po bandzie :-P
      Ze skrajności w skrajność... nasza specjalność :-)

      Usuń
    4. No to się kol. z 14:41 dowartościował. Pewnie w życiu z naszego zadupia nie wyjeżdżał, kompleksy zżerają go tak, że mu mózg wyłączają.

      Usuń
  26. No to jest klasyczny przykład Anonimowca o niesłychanej odwadze. A ostatnie zdanie, to już po prostu przejaw głupoty w czystej postaci, może kolega czy koleżanka zainstaluje się jako wzorzec w Sevres pod Paryżem, zamiast wzorca metra? Żaden z wymienionych Panów, których znam albo osobiście, albo z (dobrego) słyszenia, nie wymaga obrony, wystarczy zobaczyć co zrobili, i mimo że na pewno mam z nimi częściowo sprzeczne poglądy naukowo, to w życiu by mi nie przyszło do głowy, żeby w ten sposób z nimi dyskutować, zwłaszcza anonimowo. Przy okazji, znakomita większość doktorantów z zachodniej Europy czy Ameryki, nie przeczytała pracy starszej niż 10-o letnia, często są to bardziej "samodzielne jednostki operacyjne działające na zlecenie", niż twórczy badacze. I podobnie często jest też u nas, zasada Pareto się kłania.

    Pozdrawiam,
    Tomek Osiejuk

    OdpowiedzUsuń