środa, 6 lutego 2013

Prof. Radwan o Zamówieniach Publicznych

List profesora Jacka Radwana z UAM w sprawie Zamówień Publicznych:

http://wyborcza.pl/1,75476,13357506,LIST___Rozwiazcie_rece_nauce.html

Ten wątek wpisuje się w szerszy temat, a konkretnie rozliczania z efektów, a nie harmonogramów! Po pierwsze, jeśli kierownik grantu wyda za dużo pieniędzy na odczynniki (bo celowo kupi je drogo) to nie kupi innych rzeczy i nie zrealizuje projektu. Kierownik byłby samobójcą, gdyby tak zrobił i powinien oddawać kasę! Po drugie, obecna ustawa jest prosta do ominięcia i kierownik-samobójca jest nie do zatrzymania - jeśli już będzie chciał zdefraudować kasę i zawalić grant, to spokojnie to zrobi. Przykład: kupując lornetkę muszę zrobić "rozeznanie rynku", czyli znaleźć 3 oferty i wybrać najtańszą. Więc wystarczy że znajdę dwie oferty za 12000zł każda i już mogę kupić lornetkę za 11000zł! Taki zakup jest bez sensu ale w świetle Ustawy jest ok! Po trzecie, jeśli kupi odczynniki za drogo, albo kupi bardzo drogą lornetkę, ale mimo to zrealizuje grant i opublikuje wyniki, to jaki mamy problem? Więc rozliczajmy ludzi z efektów, a nie poprawności wydawania środków, bo w kraju gdzie sportem narodowym jest omijanie prawa, taki model zarządzania się nie sprawdza! Używając przenośni - finansowanie nauki powinno działać jak dobór naturalny, podbijając fitness skutecznym, a nie planując jakie dostosowanie powinno być najlepsze. 

Nie sposób się nie zgodzić z tym co pisze autor, ja jednak przy okazji dorzucę swoje trzy grosze w nawiązaniu do NCNu. Prof.Radwan pisze :

Należałoby więc przemyśleć formułowanie umów o realizację projektów naukowych, tak aby zachęcać uczonych do podążania za światowymi trendami, a nie do trzymania się raz przyjętych, choć często zdezaktualizowanych planów.

Pełna zgoda, jednak to samo można odnieść do innych kosztów w grancie. Obecnie NCN idzie w stronę szczegółowego planowania kosztów (np. osobowych). Wszyscy wiemy, że te kosztorysy są prawdziwe tylko wtedy jeśli dopuścimy możliwość błędu na poziomie np. 70%. Nikt (lub niewielu) jest w stanie zaplanować koszty projektu na kilka lat do przodu, szczególnie jeśli ma to być projekt nowatorski, eksplorujący nowe zagadnienia.


michał żmihorski


11 komentarzy:

  1. Począwszy od konkursów, które ogłosimy w marcu, NCN będzie wymagał jedynie listy zadań badawczych, które mają być wykonane, bez konieczności podawania okresu realizacji poszczególnych zadań i ich kosztów.

    Polecam także moje komentarze do pewnej ankiety:
    http://www.ncn.gov.pl/sites/default/files/pliki/centrum-prasowe/2013.01.24-poprawmy-ncn-wyniki-ankiety_24_01_2013_komentarze_a_jajszczyka.pdf

    Andrzej Jajszczyk

    OdpowiedzUsuń
  2. Panie Profesorze, świetna informacja, to jest krok w dobrym kierunku. Kosztorys poszczególnych zadań był chyba w dużej mierze fikcją i bardzo dobrze, że się z nim rozstajemy.

    michał żmihorski

    OdpowiedzUsuń
  3. capo.di.tutti_capi8 lutego 2013 00:36

    Możliwe, że to obok tematu, ale chciałbym napisać coś o aktualnej edycji Iuvenstus Plus.
    Wniosek byl składany przez osf, więc miałem nadzieje, że cały proces będzie bardziej profesjonalny niż poprzedni. Nic z tego. Dzwoniłem niedawno dowiadywać, i wyniki będą dopiero w marcu, bo:
    * "musimy sprawdzić paręset wniosków ręcznie czy wersja papierowa jest identyczna z elektroniczną", to jest skandal, czy nie lepiej zeskanować wersje papierowe + OCR i po sprawie?
    * "musimy ręcznie wpisywać informację o paręset wnioskach, więc to trwa i musi trać", to po jakiego xy... są wnioski elektroniczne, jeśli ktoś coś musi ręcznie wpisywać? Recenzenci też mogą opinie wpisywać elektronicznie.
    * Najciekawsze jest to "sprawa się przeciąga, bo musieliśmy ręcznie sprawdzać, czy zgłoszona tematyka nie jest już finansowana z NCN". Paranoją w tym jest to, że tematyka zgłoszona do Iuventusa tez w pewien sposób jest zablokowana, formalnie nie można teraz tego wpisać do innego grantu, tylko trzeba grzecznie czekać na rozstrzygnięcie.
    * Dowiedziałem się też, że zebranie zespołu oceniającego odbyło się dopiero w styczniu ("bo nie dało się wcześniej spotkać"), choć termin składania wniosków to chyba listopad.
    Więc jeśli ktoś zaplanował wydatki w lutym to niestety nic z tego nie będzie. Trzeba zakupy w przetargach znowu odkładać.
    To nie jest profesjonalne działanie, to jest prowizorka.

    OdpowiedzUsuń
  4. Obywatele, co ręcznie to ręcznie - nie można mieć zbytniego zaufania do komputerów:

    "Inkasent: Dotychczas tak było, ale teraz mamy komputer. Może Pan pisać co tylko Pan chce to nie ma żadnego znaczenia.
    Stanisław Paluch: Komputer ?
    Inkasent: Eeee, on się i tak zawsze pomyli przy dodawaniu, proszę Pana. Nie było miesiąca, żeby się nie pomylił."

    Miś, 1980

    OdpowiedzUsuń
  5. Fantastycznie, że w końcu następuje jakaś integracja środowiska naukowego. Ta ustawa to koszmar - z mojego najnowszego doświadczenia w kupowaniu nieco bardziej wyrafinowanego monitora do pracy z mikroskopem i nieco bardziej wyrafinowanego laptopa niż standardowe "maszyny do pisania" - udało mi się już po .... 14 miesiącach!

    OdpowiedzUsuń
  6. Kupno terenowego spektrofotometru na UJ - "skromne" 9 miesięcy udowadniania, że firma X jest JEDYNĄ na świecie która taki sprzęt dostarcza i przetarg ma mały sens. Ale jak mus to mus. Dodatkowo - ponieważ moja uczelnia ma swoje wydawnictwo - każde wydanie ksiązki (przerobione w autopsji na druku doktoratu) to tak naprawdę taka gra platformowa, skakanie przez muchomorki, lawirowanie w labiryncie - a wszystko po ty by dowieść, że się tego uświęconego wydawnictwa nie chce w swojej małostkowości i perfidności okraść...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas nie ma tego problemu bo jak się porówna ceny uczelnianego wydawnictwa z rynkowymi to już jest jasne kto kogo okrada :-)

      Usuń
  7. Zakupy grubszego sprzętu to moim zdaniem mniejszy problem - przynajmniej wiadomo ile komputerów, sprzętu do labu itp. jest do kupienia w danym roku, chociaż trwa to na ogół zdecydowanie za długo (co wpływa przecież na terminowość realizacji projektów - jak można wykonywać terminowano zaplanowane etapy badań skoro sprzęt do tego konieczny kupuje się np. z półrocznym czy rocznym poślizgiem?).
    Natomiast określanie ilości koniecznych do zakupu w danym roku (i to w całej jednostce naukowej) odczynników / kitów, a tym bardziej usług (np. sekwencjonowania) jest już sztuką graniczącą z wróżbiarstwem. W styczniu nie można dokładnie przewidzieć ile odczynnika X, usługi Y, będzie potrzeba w ciągu całego roku bo to zależy od toku trwania prac w różnych projektach, niektórych rodzajów odczynników/usług będzie potrzeba więcej a innych mniej, i to wcale nie dlatego, że kierownik jakiegoś projektu zaplanował źle badania tylko z powodu konieczności powtarzania, dorabiania (albo i nie – wtedy mniejsze zużycie), z uwagi na zmiany w technologii i metodach (po co trzymać się zaplanowanych zakupów ze stycznia skoro później pojawiły się inne, wydajniejsze odczynniki, bardziej odpowiednie metody itp.?), a często z powodu ilości dostępnego materiału do badań (a taką ilość poznaje się np. po sezonie a nie na początku roku kiedy są ogłaszane przetargi).
    Dodając do tego czasami źle funkcjonujące procedury przygotowywania przetargów (brak odpowiedniej obsługi, długie terminy realizacji itp.) i zamiast wykonywać badania człowiek tonie w tej całej papierologii…
    Łukasz Kajtoch

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to ciekawe, że podejście do ustawy może być jednak elastyczniejsze! U mnie (UW), przetargi robi się na "gruby" sprzęt (niestety także komputery) - oczywiście czasem najzupełniej fikcyjne, bo producent jest tylko jeden. Odczynniki jednak kupuję sobie od ręki i nigdy nie było z tym kłopotów.

      Usuń
  8. Uważaj, bo ktoś z NIKu przeczyta;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam wrażenie, że jest to raczej kwestia interpretacji istniejących przepisów. Generalnie jakoś tak to bywa, że w jednostkach naukowych bywają one interpretowane bardzo ostrożnie. Jak mawia moja znajoma, dyrektorka finansowa w dużej firmie, księgowi dzielą się na finansistów i agentów urzędu podatkowego. Urzędnicy uczelniani (a z pewnością u mnie), bez wątpienia należą do tej drugie kategorii. Nie zrobią nic, co zaowocowałoby choć minimalną szansą kontroli (w sumie, co się dziwić, przy tym poziomie płac, nie ma co ryzykować). Sam już wielokrotnie wykłócałem się o najróżniejsze kwestie i nawet w wielu sprawach udało mi się wygrać, choć kosztem gróźb odwołania do Rektora itp. Smutne jest to, że robić to muszę kosztem czasu przeznaczonego na uprawianie nauki...

      Usuń