wtorek, 10 lipca 2012

Wytyczne w sprawie wynagrodzeń w grantach NCN

Witam, Narodowe Centrum Nauki opublikowało wytyczne sprawie wynagrodzeń w grantach. Dobrze, że została ta kwestia usystematyzowana, ale nie sposób oprzeć się krytycznym myślom. Ponownie ujawnił się super hierarchiczny system polskiej nauki, gdzie wartość pracy zależy od tytułu naukowego, zamiast od realnego kosztu uzyskania efektu. Jestem w stanie sobie wyobrazić, że jak się jest profesorem lub docentem to już może nie chce się tak bardzo pracować i potrzeba dodatkowej stymulacji w postaci większego wynagrodzenia. Ale na miłość boską, dlaczego te zróżnicowanie jest tak wielkie? Uważam, że stawka 1000 zł brutto miesięcznie dla studenta to jest jakieś kuriozum. Kto o zdrowych zmysłach będzie chciał pracować za taką kwotę, kiedy np. McDonaldzie można więcej "wyciągnąć" pracując wieczorami? Chyba tylko jakiś głupek. Ale przecież nie chodzi o to, żeby w grantach zatrudniać głupków, tylko ludzi, którzy dobrze wykonają swoją pracę. Studenci najczęściej zatrudniani są do pracy polegającej na zbieraniu danych i ich wpisaniu do bazy (doktoranci również do pisania maszynopisów). Jest to jeden z najważniejszych etapów w pracy naukowej, bo od tego jak starannie będą te dane zebrane, to w dużym stopniu będzie determinowało końcowe wyniki. Dlaczego nie dać zarobić normalnych pieniędzy ludziom za tą często, przepraszam za określenie, „murzyńską” pracę? Zaraz pojawią się głosy, ze przecież jak się ma tytuł profesora, doktora itp. to ma się większe doświadczenie, że zapładnia się umysły itp. Tylko, że jest to zupełnie nielogiczne. Zgadzam się, że posiadanie wysokiego tytułu naukowego powinno wiązać się z większym doświadczeniem, ale to powinno również generować relatywnie mniejsze koszty wytworzenia pracy (naukowej). No chyba, że analiza danych i pisanie jest tą przysłowiową drogą cierniową polskiej nauki. Kolejny argument, który pewnie ktoś będzie przytaczał, to jest powtarzane jak mantra, że „były przypadki, że student nie wywiązywał się z tzw. obowiązków”. Ok, tylko ile jest takich „przypadków” na stanowiskach docentów lub profesorów w polskiej nauce? Nie chcę być źle zrozumiany, bo nie mam nic przeciwko temu, żeby profesor zarobił sobie te 9 „klocków”, tylko o to, żeby student lub doktorant też mógł otrzymać sensowne wynagrodzenie, za nierzadko ciężką pracę. Pozdrawiam Piotrek

37 komentarzy:

  1. Witam,

    dodam tylko, że te 1000 zl brutto to kwota do wpisania we wniosku jako wynagrodzenie. jesli tak, to odejmując narzut, ktory pobierze pracodwaca/uczelnia (bo umowy o prace z grantow, musza przewidywac wszystkie koszty, łacznie z kosztem pracodawcy wynikajacym z zatrudnienia pracownika - tu jest to ok. 150 zl, czyli faktycznie umowa o prace dla takiego studenta to bedzie ok. 850 zl brutto), minus to co odtrąca sie z pensji pracownika to zostaje jakies 650 zl netto. Jesli zatem ma to byc umowa o prace w pelnym wymiarze to juz tu mamy jakis bubel, bo jest to niezgodne z przepisami o pensji minimalnej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ha!
      Ja mam rozwiązanie.
      W grancie, który zresztą aktualnie realizuję, jeden z recenzentów skutecznie wnioskował obniżenie kosztów - konkretnie o wynagrodzenia za pracę w terenie. Argumentacja była taka: 'Wnioskodawca przewiduje wynagrodzenie dla pracownika technicznego, tymczasem przy projekcie planowana jest pomoc studenta.'
      No a przecież powszechnie wiadomo, że student nie musi jeść, śpi pod chmurką i żyje teoriami naukowymi ;-)
      Praca studenta w ogóle nie powinna być wynagradzana. Problem rozwiązany :-P

      marysia

      Usuń
    2. Drogi anonimowy:

      1: Narzuty uczelni liczone są osobno od całości kosztow (bez aparatury), więc nie będą odejmowane od tego 1000 - co powinien zauważyć każdy kto kiedykolwiek wypełniał wniosek o grant.

      2. W przypadku studentów nie ma też (na ogół) obowiązku odprowadzania sklądek ZUS i ubezpieczeń zdrowotnych/chorobowych, więc przy umowie zleceniu na rękę z 1000 zł zostaje ok. 850 zł, a przy umowie o dzieło podlegające prawom autorskim ok. 900 zł. Nie mówię, że to są kokosy, ale tzrymajmy się faktów.

      3. Wytyczna "dla studenta - 1 tys.zł" dotyczy umów cywilnoprawnych (umowy-zlecenia i o dzieła), więc absurdalne jest stwierdzenie, że jest tu jakaś niezgodność z przepisami określającymi pensję minimalną.

      Proponuję by jednak zachować w krytyce chłodny umysł...

      Usuń
    3. Napisał przecież, że chodzi mu o umowę o pracę ....

      Usuń
    4. Ale NCN napisał w wytycznych, że ma na mysli umowy cywilnoprawne (zlecenia, dzieła), a nie umowe o pracę - a przecież dyskutujemy o wytycznych NCN. Nonsensowne jest krytykowanie NCN za to, że jakoby zaleca by na umowe o pracę zatrudniac za 1000 zł/miesiąc - bo takiego zalecenia tam nie ma.

      Usuń
    5. W umowach cywilno-prawnych zleceniodawca nie może rozliczać zleceniobiorcy z czasu pracy a jedynie z efektów pracy. Stąd też rozliczanie tych umów na miesiące mija się z celem, gdyż zleceniodawca może rozpisać fikcyjnie zleconą pracę na jakikolwiek okres.

      Usuń
    6. 1. Jedna sprawa to formalne rozliczenie pracownika z efektow, a inna to oszacowanie kosztow i kalkulacja będąca podstawą kwoty, która na zleceniu się pojawia. Mogę zawrzeć umowę-zlecenie, w której pracownik zobowiązuje się przez określoną ilość czasu wykonywac jakieś czynności przy określonej stawce za jednostkę czasu - i zawrzeć umowę na kwotę z tej kalkulacji wynikającą.

      2. Mogę też oszacować ile czasu potrzeba na wykonanie jakiegoś "dzieła" - i oszacować koszt przyjmując jakąś stawkę za czas pracy. Ta kalkulacja nie pojawia się na umowie, co nie znaczy, że nie ma sensu jej przeprowadzenie.

      3. Od tego są eksperci w panelu i recenzenci żeby ocenili, czy kalkulacja czasochłonnosci pracy jest rozsądna czy wyssana z palca.

      Usuń
  2. W przypadku doktoranta kwota wynagrodzenia netto (odejmujac narzuty i potracenia) wyniesie ok. 1800 zl - co tez niejst powalającą kwotą, w sytuacji kiedy wysokość stypendiów wynosi ok 2 tys, a nawet do 3 tys. na reke. Zgadzam sie z tym, iż wartościowanie wynagrodzenia za prace od tytulów nie wyglada najlepiej, gdyz najcięższą prace zwykle wykonują Ci "na samym dole". Coż się dziwic, takie dysproporcje sa przeciez normalne w codziennej rzeczywistosci .... na plus jest to, że faktycznie cos zostalo usystematyzowane w tej kwestii, i na pewno ulatwi przygotowywanie kosztorysów w projektach, przy najmniej w stosunku do osób zatrudnianych na umowę o pracę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1. Narzuty uczelni nie są od płac odejmowane, a są dodawane do całkowitego budżetu projektu. Widzę, że wsód osób krytykujących wytyczne NCN powszechna jest niewiedza dotycząca konstrukcji kosztorysu we wniosku o grant NCN...

      2. Przy zatrudnieniu na umowę o dzieło z prawami autorskimi (a to na pewno powinno dotyczyć umow dla doktoratów wykonujących prace badawcze), z 3000 zł na rękę netto zostanie ok. 2700 zł. To nie kokosy, ale za taką kwotę utrzmują się w Polsce rodziny z dziećmi, więc nie jest to też stawka głodowa...

      3. O ile mi wiadomo, stypendia doktoranckie na uczelniach są raczej bliższe 1500 zł (na UJ 1200, ale to słuszna "kara" za studiowania na najczcigodniejszej uczelni w Polsce...). Wyższe sa oczywiście w różnych specjalnych programach, ale te nie przecież są powszechne.

      4. Dysproporcja między stawkami proponowanymi dla profesora, doktoranta czy studenta nie jest wcale duża - dokładnie taka sama jest np. w USA. Studenci i doktoranci godzą się zarabiać MNIEJ niż można "wyciągnąć w McDonaldzie" (jak ktoś bardzo słusznie zauważył), bo pracują na swoją przyszłość - na perspektywę wyższych zarobków po uzyskaniu wyższych kwalifikacji/stopni/tytułów.

      5. Odwołanie do argumentacji, że "najcięższą pracę wykonują Ci na samym dole" to przejaw myślenia socjalistycznego w najczystszej postaci. Myśl sama w sobie szalchetna, ale już to przerabialiśmy... Nie mówiąc o tym, że polemizowałbym z tezą dotyczącą tego, kto NAJCIĘŻSZĄ pracę robi: kto wymyśla jak zdobyć pieniądze, kto pisze projekty, sprawozdania, papiery...

      6. Zeby nie było wątpliwosci: nie mówię, że proponowane stawki dla studentów czy doktorantów są super-atrakcyjne i będą stanowiły same z siebie zachętę do podejmowania studiów doktoranckich. Doskonale rozumiem kłopot kogoś, kto nie może znaleźć ludzi do pracy w projektach badawczych, bo potencjalni wykwalifikowani pracownicy gdzie indziej zarobią więcej. Sam tak mam! Ale wiedzę też trudność w jakiej NCN się znajduje.

      Dla utrzymania zdrowego systemu kariery naukowej, przyjęcie stromej zależności dochodów od stopnia jest słuszne. Gdyby doktorantowi zaproponować 5 tysięcy (to by chyba byo już uznane za stawkę godziwą?), profesorowi należałoby zaproponować 15... Ale to by oznaczało, że - przy określonym budzecie - grantów trzeba by przyznać znacznie mniej: dostawaliby je nieliczni, a przypadek miałby jeszcze większy wpływ na sukces...

      Usuń
    2. Co do punktu 1. Pytanie o jakich narzutach tu mówimy. Nie chodzi o koszty posrednie w projekcie bo to jest sprawa oczywista. Chodzi o to, że jak mam przewidziane w kosztorysie 1000 zł brutto na miesiąc, to nie bedzie to 1000 zł brutto dla pracownika tylko ok. 850 zl. Te 150 zl to są koszty ponoszone przez pracodawce z tytulu skladek ZUS. I prosze mi tu nie mowic, ze tak nie jest bo na UJ tak wlasnie jest. Skąd wiem, a z wlasnego doswiadczenia. Jednym slowem, wynagrodzenie z projektu jest obciązone kosztem pracodawcy co do skladek ZUS. Oczywiscie o tym nie ma nic w projekcie, ale uczelnia siebie nie obciąza tymi skladkami, mimo, że otrzymuje z projektu finansowanie w formie kosztów porednich. Dlaczego tak jest, nie wiem, ale tak sie sprawy mają, przy najmniej na UJ. Zaznaczam, że dotyczy to umowy o pracę.

      Co do punktu 2. Tak to prawda, ale wówczas kiedy cala praca doktoranta ma charakter twórczy (np. przygotowywanie artykulu), ale przecież duża część pracy doktoranta to nie tylko praca twórcza, prawda?. Wtedy nie jest to już 2700 na reke, a ok. 2560 zl. Poza tym dlaczego doktorant nie moze byc zatrudniony na umowę o pracę tylko na umowę o dzielo/zlecenie. Przecież warunki umowy o pracę z punktu widzenia pracownika (tutaj ansolwenta studiów mgr) sa znacznie korzystniejsze aniżeli umowy zlecenia/ o dzielo.

      Usuń
    3. Anonimowy pisze:

      "dlaczego doktorant nie moze byc zatrudniony na umowę o pracę ... Przecież warunki umowy o pracę z punktu widzenia pracownika sa znacznie korzystniejsze aniżeli umowy zlecenia/ o dzielo."

      A skąd pomysł, że NCN ma dbać o to, by warunki zatrudnienia były możliwie jak najkorzystniejsze dla pracownika? Przecież NCN ma dbać o to, by możliwie efektywnie wykorzystać środki na naukę - a nie o interesy pracownicze! Oczywiście, dobre samopoczucie pracownika może służyć efektywności pracy, ale nie jest to bynajmniej zależność prosta. Bezpieczeństwo socjalne raczej nie działa stymulująco w kierunku jak najszybszego osiągania celów.

      Zatrudnianie z typowych grantów na zasadzie umowy o pracę to podejmowanie ogromnego ryzyka. Jesli pracownik zachoruje to jego płaca przez długi czas obciąża budżet, zanim koszty te przejmie ZUS. Przedsiębiorstwo może taki koszt udzwignąć - ale projekt ze skromnym budzetem kilkuset tysięcy (typowy grant) i ściśle ograniczonym, dość krótkim czasem trwania - zwykle nie. Nie mówiąc już o sytuacji, gdy pracownik nie pracuje jak należy. Jesli jest zatrudniony na umowę-zlecenie albo o dzieło to można mu nie zapłacić. A jesli na umowę o pracę, to kierownik projektu jest ugotowany - postępowanie przed komisjami dyscyplinarnymi czy sądami pracy itp. trwa dłużej niż przeciętny projekt.

      Wreszcie, jesli pracownik koniecznie chiałby mieć takie lepsze warunki zatrudnienia (płatny urlop, przywileje socjalne itp.), to NCN tego nie zakazuje - ale logiczne jest że płaca netto musi być wtedy niższa: przecież nic nie jest za darmo!

      Usuń
    4. Odnośnie punktu piątego... Jeśli dla kogoś myślenie jest ciężką pracą, to chyba powinien zmienić zawód na mniej obciążający ?
      Być może jestem trochę zbyt drobiazgowy i czepiam się ideologii, ale wyobraźmy sobie normalny świat. W świecie tym, koszt wytworzenia produktu jest mniejszy w przypadku doświadczonego pracownika. Natomiast, w przypadku niedoświadczonych tj. młodych pracowników koszt ten powinien być większy, gdyż trzeba zainwestować w ich rozwój. Rozsądna zatem wydaje się taka strategia, w której rozwój młodych będzie bardzo szybki. Oczywiście, wymaga to finansowego wsparcia. Pewne sztuczne bariery płacowe tego nie przyspieszą i dają po prostu do myślenia, czy na pewno jesteśmy na właściwej ścieżce. Wątpliwości takie powinny pojawić się w zasadzie u każdego osobnika, któremu mózg funkcjonuje relatywnie prawidłowo. Wszakże, oczekiwania są takie, że efekty końcowe w grantach wykonywanych przez młodych i doświadczonych będą na takim samym, wysokim naukowym poziomie.

      Usuń
    5. Dyskusja jest ważna, a jako osoba zainteresowana bezpośrednio sprawą chciałbym zwrócić uwagę na kilka drobiazgów :

      a) Stawki ustalone przez NCN dotyczące studentów, doktorantów i osób po doktoracie są odwzorowaniem działających już od kilku lat stałych stawek stosowanych przez Fundację Nauki Polskiej do grantów z Funduszu Spójności - stawki się raczej sprawdzają, zainteresowaniem naborem do grantów FNP jest, choć ze względu na większą ilość grup posiadających granty z Fundacji trudniej jest znaleźć zainteresowanych niż przed 2-3 laty. Tylko w przypadku FNP mówimy o kwotach netto (wypłacanych jako nieopodatkowane stypendium), a w przypadku NCN to kwoty brutto więc zawsze będzie mniej (dodatkowo w przypadku FNP młody doktor musi dostać minimalne zatrudnienie spoza grantu).

      b) Forma zatrudnienia - wszystko ma swoje plusy i minusy, a różnica jest. Przykładowo, jeżeli doktorant dostaje z grantu 3000 zł, to na umowę o dzieło (50% koszty uzyskania przychodu, brak składek ZUS, zdrowotne opłacane przez uczelnię doktoranta) to oznacza ponad 2700 zł do ręki. Jeżeli doktoranta zatrudnić na umowę o pracę, to należy z grantu opłacić ZUS (cześć opłacaną formalnie przez pracownika i przez pracodawcę), NFZ, zakładowy fundusz świadczeń socjalnych, itp. = 1800 zł na konto studenta. To jest różnica 900 zł miesięcznie, ale z umową o pracę łatwiej o kredyt na mieszkanie, no i bezpieczeństwo w razie dłuższej choroby. Ja osobiście wolałbym jednak dostać te 900 zł do kieszeni.

      c. Czas pracy : w szczególności jeżeli chodzi o studentów to ten 1000 zł nie oznacza przecież pracy 8h * 5 dni/tygodniu. Przecież skoro ktoś jest studentem to może chcieć chodzić na wykłady, ćwiczenia, laboratoria, zdawać , wyjechać na wakacje itp. . Dodatkowo materiał stworzony w ramach tej pracy może być przedstawiony jako praca magisterska/doktorska - coś co dana osoba i tak musiałaby zrobić, gdyby nie była zatrudniona w grancie.

      d) Moim zdaniem jest duża wartość w jednolitych wynagrodzeniach - rozumiem, że są odstępstwa (np. naukowiec z zagranicy), ale generalnie mnie się system FNP na przykład bardzo podoba, że poziom wynagrodzeń jest stały i powszechnie znany, a więc nie za bardzo można przy nim kombinować.

      Moim zdaniem NCN powinien nieznacznie podnieść kwoty studentów i doktorantów, żeby przy najkorzystniejszym opodatkowaniu wychodziło 1000 i 3000 zł netto, ale od frontalnej krytyki całego systemu to jednak byłbym daleki.

      Usuń
    6. Piszesz: wyobraźmy sobie "normalny świat" - ale przecież świat w ktorym niedoświadczony zarabia dużo mniej niż doświadczony jest właśnie dokładnie zgodny z argumentacją, która podałeś.

      Skoro koszt wytwarzania produktu jest WYŻSZY w przypadku pracownika niedoświadczonego, to jego płaca musi być NIŻSZA. Bo przecież chyba nie chciałeś dowodzić, że MNIEJ EFEKTYWNY pracownik powinien ZARABIAC WIECEJ???

      Dalej - jeśli mamy stymulować szybki rozwój pracowników na wczesnych etapach kariery, to przecież NIE poprzez dawanie im płacy porównywalnie wysokiej do płacy profesorów (bo wtedy po co mieliby się spieszyć?), a przez pokazanie im PERSPEKTYWY wyższych zarobków na NIEODLEGŁYM w czasie wyższym etapie kariery.

      Ale może się mylę, bo należę do tych dla których myślenie to już ciężka praca (do czego się bez bicia przyznaję)?

      Paweł Koteja
      PS. Na tym forum do tej pory na ogól udawało się - mimo nieraz zaciętych sporów - unikać jako namiastki argumentow imputowania, że komuś może mózg nie pracuje prawidłowo. Sądzę, że lepiej byłoby trzymać się tego dobrego obyczaju.

      Usuń
    7. Anonimowy pisze: "A skąd pomysł, że NCN ma dbać o to, by warunki zatrudnienia były możliwie jak najkorzystniejsze dla pracownika? Przecież NCN ma dbać o to, by możliwie efektywnie wykorzystać środki na naukę - a nie o interesy pracownicze!"

      Wytyczne z NCN mówią: "Równocześnie Rada NCN podkreśliła, że jednym z jej priorytetów jest wspieranie nowych zatrudnień, finansowanych z grantów NCN na podstawie umów o pracę zawieranych na okres ich realizacji."

      No to o co w takim razie chodzi? Rozumiem, że doktoranci to jakaś kategoria "podludzi" w nauce. Dlaczego doktorant, nie moze miec stabilnej sytuacji, bedąc zatrudnionym na umowę o pracę za godziwe pieniądze z projektu, a juz doktor wzwyż tak? Jak pisze Piotrek rozsądnie byłoby inwestować w ta grupę, oczywiście oczekując nalezytej pracy i odpowiednich jej efektów. Myslę, że takie działania mogłyby stanowić dodatkową motywację dla doktorantow. Inna sprawa, że jednej osobie może bardziej pasować umowa o pracę, a innej umowa o dzieło, ale wybór mozna zostawić zawsze osobie zainteresowanej.

      Usuń
    8. Przedmówca na forum napisał tak: "jeśli mamy stymulować szybki rozwój pracowników na wczesnych etapach kariery, to przecież NIE poprzez dawanie im płacy porównywalnie wysokiej do płacy profesorów (bo wtedy po co mieliby się spieszyć?), a przez pokazanie im PERSPEKTYWY wyższych zarobków na NIEODLEGŁYM w czasie wyższym etapie kariery."

      Taka argumentacja nie jest przekonujaca, bo jakby na to nie patrzeć, coś co ma byc za jakiś czas w przyszłości wcale takie pewne nie jest, jak dla mnie najważniejsze jest tu i teraz. Motywowanie kogoś wyzszymi zarobkami w przyszłości jest sensowne wtedy, gdy obecne zatrudnienie (warunki finansowe) za wykonywaną pracę są wystrczajace na samodzielne utrzymanie. Jesli nie, taka wizja nie jest moim skromnym zdaniem wcale motywująca, a jedyna motywacja to taka, skąd tu wziąć dodatkowe środki finansowe na życie. Nie chodzi tu o to, aby młody pracownik nauki (doktorant, młody doktor) zarabiał tyle co profesor, ale żeby jego warunki materialne pozwalały mu na normalne funcjonowanie i zajęcie się w 100% praca naukową.

      Usuń
    9. Czy na prawdę warto tak histeryzować ? Te 3000 zł to na prawdę nie jest pensja dla podczłowieka (piszę jako doktorant :)). Dodatkowo ta kwota jest raczej dodatkiem do standardowego stypendium z Wydziału + jest trochę innych opcji uzyskania ekstra wynagrodzenia (np. program Start FNP, inne środki unijne). Optyka się zmienia przy formie zatrudnienia - ale dowiadywałem się w NCN - forma pracy nie jest narzucona, tylko kwota brutto ma się zgadzać, a jak ktoś woli mieć 900 zł w portfelu mniej (ale za to wyższą emeryturę i szanse na kredyt), to nikt nie broni, żeby go kierownik projektu zatrudnił na umowę o pracę. A stałość umowy - przecież można podpisać umowę o dzieło na od razu cały okres projekt.

      Mnie ciekawi inny aspekt - dla doktoranta jest sugerowana kwota 3000 zł/brutto, ale przy obecnych zasadach konkursu Preludium, projekt może dostać na rok 50 000 zł max., czyli po odliczeniu kosztów pośrednich to wychodzi odrobinkę ponad 3000 zł. Czyli jakby chcieć z takiego grantu płacić sobie wynagrodzenie, to już żadnych merytorycznych wydatków się nie da.

      Usuń
    10. Paweł, Twoja argumentacja dotycząca motywowania jest ewolucyjnie niestabilna ;-) co zresztą zauważył któryś z poprzednich Anonimowych. Wydaje mi się, że dyskusja podążyła troszkę w złym kierunku. Nauki nie uprawiamy dla pieniędzy. Kiedy pomyślimy o etosie pracy naukowej, to jasne się staje, że celem całego procesu rozwiązywania problemu naukowego jest zrozumienie i poznanie interesującego nas zjawiska. Jest ono niezależne od tytułów naukowych, wieku i wielu innych rzeczy. Po prostu świat jest ciekawy i dlatego go badamy. To właśnie z tego powodu czuje taki trochę niesmak,że proces twórczego poznania jest dosyć brutalnie zhierarchizowany finansowo na podstawie tytułów naukowych. Ale taki jest przywilej tego forum, że można czasem podyskutować o wyidealizowanym wizerunku nauki.

      Usuń
    11. Ciekawa konsekwencja zaproponowanych stawek dla nowozatrudnionych moze byc wykorzystanie ich rowniez dla osob juz zatrudnionych. Na przyklad profesor deklarujacy 20% czasu w grancie, moglby starac sie o 1800 zl brutto miesiecznego wynagrodzenia, jako dodatku do pensji.

      Usuń
    12. Anonimowy 11 lipca napisał:
      "...jak mam przewidziane w kosztorysie 1000 zł brutto na miesiąc, to nie bedzie to 1000 zł brutto dla pracownika tylko ok. 850 zl. Te 150 zl to są koszty ponoszone przez pracodawce z tytulu skladek ZUS."

      Ale przeciez w ogloszeniu NCN jest wyraznie napisane (na dole), że podane limity dotyczą płac brutto BEZ skladek ZUS ponoszoych przez parcodawcę! Więc jesli chcesz dać 1000 (zgodnie z zalecanym limitem), to po prostu w budzecie grantu musisz podać wartosć powiekszoną o te składki, czyli cos okolo 1170.

      Warto czytać CAŁE teksty ogłoszeń, zwłaszcza jeśli się o nich chcemy krytycznie wypowiedziec.

      Usuń
  3. Oczywiście to co pisze anonimowy dotyczy sytuacji, kiedy chcielibysmy zatrudniać na umowę o pracę, w sytuacji gdy zatrudniamy na umowe zlecenie/umowę o dzielo wysokość wynagrodzenia netto ulega zwiększniu. NCN sugeruje zatrudnianie studentów i doktorantów właśnie na tego typu umowy. W przypadku studentów wydaje się to zrozumiałe, ale nie rozumiem dlaczego sugeruje się to w przypadku doktorantów. Dlaczego niby taki doktorant nie może byc zatrudniony na umowę o pracę?

    OdpowiedzUsuń
  4. Wszędzie - w nauce i w biznesie - Ci z większym doświadczeniem i stanowiskiem zarabiają więcej. Moim zdaniem nie ma się czego czepiać. Sytuacja, w której student, wykonujący być może ciężką, ale nie wymagającą wielkich kwalifikacji robotę, zarabiać miałby tyle, co profesor kierujący pracami, byłaby kuriozalna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałbym zauważyć, że między "tyle co profesor" a "dziewięć razy mniej" jest jeszcze pewna wąska przestrzeń...

      Usuń
    2. Fakt. Tym niemniej wytyczne wydają mi się dość sensowne. Założenie jest takie, że od dr w górę to stawki za pełny etat na umowę o pracę, a dla studentów i doktorantów nie ma mowy o pełnym etacie. Jest tylko ograniczenie kwot i sugestia typu umów. Czyli te 9 jest za pełny etat pracy w projekcie (jeśli byłby niepełny to zapewne powinien być odpowiedni procent tej kwoty), a 1 tys. za jakąś pracę w projekcie. Zakłada się, że student jeszcze studiuje, więc nie będzie to pełny etat. Nie jest to więc w pełni porównywalne.

      Usuń
  5. powiem Wam koleżanki/koledzy jak to wygląda w praktyce - jak limit wynosi 1000zł a chcemy zatrudnić studenta na 1 miesiąc, to wpisujemy w grancie 3 miesiące i załatwione. Kto się zorientuje, wyliczy i udowodni autorom grantu, że określone zadanie typu zbieranie materiałów w ternie, wpisywanie danych itp. powinno być wykonane w miesiąc a nie trzy? Dla spokoju można jeszcze studentowi dopisać jakieś zadanie, którego nie będzie robił i pozamiatane.

    Niestety, tym bardzo niskim limitem (jak ktoś wyliczył 650zł na rękę na miesiąc) NCN wspomaga tzw. kreatywny dialog z urzędnikami, co jest polską specjalnością od ok 70 lat ;-))

    Ochódzki Ryszard
    prezes klubu "tęcza"

    OdpowiedzUsuń
  6. Jako kierownik grantu i tak zatrudnię o dzieło kogo będę chciał i za ile będę chciał, nie kumam dlaczego miałbym się nimby sugerować tymi wytycznymi? To ja (lub rynek) wyceniam wartość 'dzieła' a nie jakieś wytyczne. Co jeśli potrzebuję osoby do zaprojektowania i wykonania skomplikowanej bazy danych i wykonawcą będzie zdolny student, któremu postanowię zapłacić za to dzieło 30 tys. zł, pomimo że wykonanie tejże bazy zajmie mu 3 miesiące pracy?

    Tak długo jak te wytyczne nie będą stanowiły części umowy grantowej, tak długo nie będą one miały żadnej mocy sprawczej.

    PR

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tzw. umowa o dzieło nie może mieć sprecyzowanego wynagrodzenia miesięcznego, to jest umowa 'na zlecenie' - tak więc te wytyczne mają się nijak do umów o dzieło.

      Usuń
    2. Z tego co rozumiem to będą miały moc sprawczą - na etapie oceny wniosku przez NCN. Więc zgoda - zatrudnisz kogo będziesz chciał i za ile będziesz chciał, o ile dostaniesz grant... A może być tak, że na wnioski niezgodne z tymi wytycznymi NCN (=panel, recenzenci itp.) będzie patrzył mniej przychylnie.

      Usuń
    3. To są jak rozumiem wytyczne dotyczące stałych pracowników w projekcie (wykonawców), np. doktoranta który pisze doktorat w ramach projektu. Natomiast umowy o dzieło na wykonanie konkretnej rzeczy np. bazy danych, programu komputerowego etc. można pewnie będzie wpisać jako koszty dodatkowych prac zewnętrznych (nie precyzując czy zrobi to student czy doktor).

      Usuń
  7. "Z tego co rozumiem to będą miały moc sprawczą - na etapie oceny wniosku przez NCN"
    można zatem wpisać, że nie wiesz kogo zatrudnisz - 'do rozstrzygnięcia w drodze konkursu' - ale skoro może to być profesor to podajesz ile, maksimum?
    Swoją drogą jak te wytyczne mają się do obcokrajowców.

    PR

    OdpowiedzUsuń
  8. hahaha no tak juz widze zatrudnienie zręcznego niemieckiego studenta za 650 zł na rękę:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Myślę, że główną rolą tych wytycznych będzie "ustandaryzowanie" procesu przyznawania pieniędzy na badania. I to jest dobry kierunek. Niestety, wykonanie jest "jak zwykle", czyli słabe. Jako informatyk, który usiłuje płacić studentom i pracownikom pieniądze z grantów muszę powiedzieć, że ustawianie wytycznych które działają tylko "w dół" to ogromny problem. Studenci informatyki robiąc średnio wykwalifikowane prace "na rynku" wieczorami są w stanie zarobić powyżej średniej krajowej. Przy tych stawkach maksymalnych to ja mogę zapomnieć o zatrudnieniu kogokolwiek na umowę o pracę.

    OdpowiedzUsuń
  10. To zalecenie Rady NCN częściowo postrzegam jako duży krok wstecz, ponieważ przyznaje ono znaczną rolę habilitacji.

    Do tej pory w konkursach NCN fakt posiadania lub nieposiadania habilitacji nie grał roli -- liczył się dorobek naukowy oraz posiadanie/ilość lat od doktoratu, i tak właśnie powinno być! Teraz osoba nieposiadająca habilitacji, np. Polak, który pracował przez ostatnie kilka/kilkanaście lat za granicą, planująca powrót do kraju i starająca się o grant NCN, nie może wnioskować o wynagrodzenie odpowiadające jego doświadczeniu (nawet wg polskich stawek).

    Dodatkowo takie umocowanie habilitacji jako czynnika mającego kluczową rolę przy kształtowaniu wynagrodzeń bardzo utrudni przyszłą likwidację habilitacji.

    Dlatego też apeluję do Rady NCN o przeformułowanie tych zaleceń tak, by nie odwoływały się do posiadania habilitacji. Kilka przykładowych możliwości:
    1. "dla doktora ze znacznym dorobkiem naukowym – 7 tys. zł"
    2. "dla doktora z dorobkiem naukowym, który może być podstawą rozprawy habilitacyjnej – 7 tys. zł"
    3. "dla doktora, który odbył staż podoktorski (zatrudnienie w jednostce innej niż ta gdzie obronił doktorat oraz innej niż ta gdzie był na studiach doktoranckich, łącznie co najmniej dwuletnie, w kraju lub za granicą) – 7 tys. zł".

    OdpowiedzUsuń
  11. To słuszna uwaga - ale podane rozwiazanie oznaczałoby natychmaistowe pytania, co znaczy "znaczny dorobek", nie mówiąc o tym, że w punkcie 2 też odwołujesz się do habilitacji, więc kuchennymi drzwiami wprowadzasz do tych zalecen krytykowaną przez siebie logikę odwolania do habilitacji.

    Ale ważniejsze:

    Uchwała NCN przedstawia ZALECENIA, a nie sztywne, bezwzględnie obowiązujące stawki (takie jak np. limity hotelowe czy diety). Decyzję o ocenie projektu i przyznaniu finansowania podejmuje panel, który (w założeniu przynajmniej) tworzą ludzie inteligentni będących czynnymi uczonymi - a nie tępi biurokrataci! Ludzie ci wiedzą równie dobrze jak dyskutanci na tym forum, że habilitacja jest osobliwością środkowoeuropejskiej tradycji akademickiej i na pewno zadziałają racjonalnie w sytuacjach, o których anonimowy powyżej pisze.

    W każdym razie ja zapewniam, że jeśli trafi do mojej oceny projekt w ktorym ma byc zatrudniony noblista bez habilitacji, to nie obniżę oceny za kosztorys choćby przewidziano dla niego 20 tysięcy miesięcznie.

    Podobnie, nie obniżę oceny za budżet jesli w jakimś projekcie ktoś zaplanuje 3 czy więcej tys./miesiąc studentowi albo i osobie, ktora nawet nie ukonczyla podstawówki, jesli wnioskodawca przedstawi PRZEKONYWAJĄCE UZASADNIENIE, że zatrudnienie takiej osoby za takie pieniądze jest potrzebne dla pomyślnej realizacji DOBREGO projektu.

    Myślę, że z takim stanowiskiem Rada NCN też się zgodzi.

    OdpowiedzUsuń
  12. Jak pisał Adam Smith zdrowy stosunek wynagrodzeń pomiędzy najwyższym, a najniższym szczeblem w hierarchii w danej firmie powinien wynosić maksymalnie jak 4:1. Zwróćmy uwagę, że Smith mówiąc o tej firmie zakładał równocześnie, że wszyscy pracują przez taki sam okres czasu. A więc poświęcają cały swój czas konkretnemu zajęciu.
    Co więc z profesorami, którzy nierzadko pracują w 2-3 grantach jednocześnie, a w tym samym czasie prowadzą zajęcia dydaktyczne na uczelni? Czy w tym przypadku jest jakaś różnica w stosunku do uczącego się studenta, który pracuje w projekcie grantowym?
    Doktorant w tym samym czasie nie ma zazwyczaj zbyt wielu zajęć na uczelni i większość czasu może poświęcić na pracę w grancie, a nie na myślenie "jak zdobyć pieniądze" - jak to napisano w jednym z powyższych wpisów.
    Idealnym byłoby rozwiązanie gdyby wynagrodzenia z grantów wynosiły po prostu... zero - rozwiązałoby to wiele problemów, przy założeniu odpowiednio wysokiego podstawowego wynagrodzenia pracowników naukowych. Rozumiem cel ustalenia tego typu progów. Niemniej jednak za kluczowe powinno uznawać się to ile kto wnosi swoją pracą do projektu, a nie to jaki ma tytuł. Pieniądze motywują tylko w przypadku bardzo prostych prac, które nie wymagają myślenia. Praca naukowa powinna być pracą kreatywną i w tym przypadku badania socjologiczne wskazują na negatywny wpływ większych zarobków w stosunku do efektów pracy. Człowiek pracujący w projekcie grantowym powinien otrzymać takie wynagrodzenie za pracę w pełnym wymiarze godzin, aby nie musiał martwić się o pieniądze na normalną egzystencję. Niektórzy twierdzą, że przedstawione wynagrodzenia wcale nie są niskie. Prawda, ale czym innym jest dane wynagrodzenie kiedy student/doktorant mieszka w Warszawie/Gdańsku, a czym innym gdy mieszka w Olsztynie/Rzeszowie/Białymstoku.
    Sama wysokość pensji profesorskich powinna być dla profesorów motywująca dla pracy badawczej, zwłaszcza jeśli ich wysokość odnieść do stypendiów studenckich lub doktoranckich.
    Polecam zapoznać się z filmem z wystąpienia na Royal Society of Arts: http://www.youtube.com/watch?v=u6XAPnuFjJc na temat tego jak jesteśmy motywowani przez pieniądze.

    OdpowiedzUsuń
  13. Anonimowy napisał "Pieniądze motywują tylko w przypadku bardzo prostych prac, które nie wymagają myślenia. Praca naukowa powinna być pracą kreatywną i w tym przypadku badania socjologiczne wskazują na negatywny wpływ większych zarobków w stosunku do efektów pracy. "

    Ciekawe. Jestem jednak zdania, że zarobki na uczelniach w Polsce zdecydowanie demotywują a sensowne wynagrodzenia z grantów są naprawdę dobrą motywacją. Przykład z własnego doświadczenia: pensja dr hab. z kilkunastoletnim stażem to niewiele ponad 3tys. netto (włączając w to wszystkie dodatki) na jednym z wydziałów jednej z największych uczelni w kraju. Jest to zdecydowanie demotywujące. Dodam, że tyle samo zarabiają osoby ze znaczącym dorobkiem, jak i te, które niewiele robią jeśli chodzi o pracę naukową. Oczywiście nie mam nic przeciwko temu, żeby na uczelni zarabiać 3 razy więcej i z grantów mieć tylko pieniądze na dodatkowe wydatki, ale tak w Polsce nie jest i na pewno długo nie będzie.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń