niedziela, 29 kwietnia 2012

Zostaliście oszukani - mocny tekst!

Ciekawy artykuł w Wyborczej, niestety chyba dobrze diagnozuje sytuację szkolnictwa wyższego. Według moich obserwacji problem w dużej mierze można odnieść do doktorantów, bo ludzi odważnych i z pasją praktycznie prawie nie ma, za to pełno niesamodzielnych, znudzonych młodych ludzi bez pomysłu na przyszłość. Tekst polecam

http://wyborcza.pl/1,86116,11633916,Mlodzi___zostaliscie_oszukani.html

michał żmihorski

6 komentarzy:

  1. Tekst bardzo dobry, bo opisuje rzeczywistość. A nawet powiem więcej, równie dobrze opisuje sytuację doktorantów. Pomyślmy, ilu doktorów jest "produkowanych" każdego roku na uczelniach, a ilu z tej grupy jest w stanie skutecznie walczyć w konkursach o zagraniczne post doki. Założę się, że jest to w granicach 5 %. Jednak, nie ma się czemu dziwić, skoro doktoranci rekrutują z grupy "wykształconych" studentów, a następnie są traktowani jako tania siła robocza i ich rola ogranicza się do bycia sekretarką lub robolem terenowym tudzież laboratoryjnym. A po pięciu latach pracy w tym pseudonaukowym kamieniołomie takich ludzi grzecznie się "wyp....". Problem tylko, że z tytułem.
    Już pomijam doktorantów, za których prace piszą promotorzy, a później owi doktoranci bronią z wyróżnieniem swoje doktoraty.
    Jeszcze jedna rzecz mnie rozśmieszyła do łez w tym tekście, czyli te ramy kwalifikacyjne, ustalane przecież przez wielce wykształconą kadrę naukową. Wystarczy sobie poczytać, co powinien umieć np. student biologii, a następnie odnieść to do wymagań rynku pracy i rzeczywistości. Nie oszukujmy się, pracując na uczelni dokładamy się do wzrostu bezrobocia wśród absolwentów i do wzrostu poziomu narodowej frustracji.
    Pozdrawiam
    Frustrat

    OdpowiedzUsuń
  2. tekst jest bardzo ciekawy, wiele rzeczy faktycznie tak działa jak prof. opisał,
    ale to ile się wynosi ze studiów zależy głównie od studentów... Jeśli ktos nie chce się nauczyć, żadna siła go do tego nie zmusi bo są różne sposoby na ominięcie "wkuwania", a dyplom i tak się dostanie bo jest niż demograf...
    Chciałabym też zauważyć, że zwykle na bardziej praktyczne kursy gdzie trzeba coś zrobic, policzyc, oddac sprawozdanie jest duuzo mniej chętnych. Czy jest sens wszystkich zmuszać?


    W tej chwili wiedzy jest taki ogrom, że i tak nie da sie wszystkiego powiedzieć na kursach. Jeżeli ktoś interesuje sie tylko tym co jest w podręczniku i nie poszerza wiedzy o "lekturę własną" to chyba potem sam jest sobie winny nie?

    czy to czasem nie jest tak, że jeśli ktoś idzie na st doktoranckie, to znaczy że powinien wiedzieć czego chce, chciałby coś tam osiągnąć więc zmuszanie go do podnoszenia kwalifikacji/nie bycia "tanią siłą roboczą" nie ma sensu.
    Każdy ma wybór promotora, tak naprawde może zajmować się czym chce, od niego, od motywacji zależy czy pojdzie tam gdzie łatwiej (=tania sila robocza i pewny dr a potem pomyslimy co dalej) czy spróbuje cos zrobic na wlasną rękę.

    Kuracją dla niedoskonałej dydaktyki na uczelniach byłby podział pracowników na naukowych i dydaktycznych, wtedy każdy skupiłby się w 100% na tym co umie i lubi.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny tekst prof. Stanka.
    Niestety, każdego roku rynek jest zalewany przez tłum kiepskich magistrów. W chwili, gdy niemalże każdy jest magistrem, sam dyplom znaczy już niewiele. Co gorsze, to samo - moim zdaniem - dzieje się już z doktorantami. Tak jak jakiś czas temu zaczęła się produkcja magistrów, która teraz trwa w najlepsze, tak teraz produkuje się doktorów - często ludzi bez pomysłu na siebie i swój rozwój naukowy, o coraz to mniejszej wiedzy i kreatywności, dla których Ph.D. jest czteroletnią alternatywą przed bezrobociem.
    Jednak, jeśli ktoś rzeczywiście rozpoczynając studia doktoranckie myśli o karierze naukowej, wie jak chce się rozwijać, etc. to myślę, że sobie poradzi. Takie osoby przecierpią pańszczyźniane 4 lata, gdzie często pracują w sposób, w jaki kiedyś pracowało się u panów feudalnych. Problem w tym, że widząc to wszystko, później mogą obrać transekt na Zachód i tyle z nich będzie dla Nauki na Naszym podwórku, co wspomnień po zeszłorocznym śniegu.

    Pozdrawiam,
    JSz

    OdpowiedzUsuń
  4. Tekst dobry ale raczej "poczciwy" niż szokujący, dramatycznie to jest w polskich podstawówkach i to tu się zaczyna problem... Wszelkie dyskusje i apele tego typu jak profesora, należałoby skierować na nieco inny tor - znaleźć przyczynę dzisiejszego podejścia i sposobu bycia ludzi w wieku około 30 lat, których dzieci chodzą do podstawówek. Im bardziej wymagający nauczyciel tym bardziej jest piętnowany przez rodziców, w znanej mi podstawówce (o "dobrej opinii") zwolniono np ostatnio młodą nauczycielkę języka polskiego, ponieważ wymagała od dzieci zbyt wiele. Rodzice wykłócają się dosłownie o każdą ocenę, każdą klasówkę, nie przyjmując do wiadomości, że ich wspaniały synek czy córeczka dostała słusznie 3 lub 2 bo nic kompletnie nie robi. Najlepiej od razu napisać skargę do kuratora, że nauczyciel zły i nie sprawiedliwy. Ich dzieci są jedyne i nie powtarzalne i należą im się same dobre oceny... Takie jest podejście rodziców (nie wszystkich z pewnością, nigdy nie można generalizować). Inna rzecz, nie ma się co dziwić niskiej jakości studentów, skoro w szkolnictwie niższym program jest ogromnie okrojony, tworzone są bloki przedmiotów zamiast uczyć oddzielnie historii, fizyki etc Nawet przy dobrych chęciach nauczyciel, np z wykształcenia biolog nie nauczy dzieci fizyki i geografii tak jak zrobiłby to fizyk czy geograf (w ramach przedmiotu "przyroda").
    Wydaję mi się, że nie można mówić o poprawie szkolnictwa wyższego bez zmian na poziomie podstawówek i gimnazjów
    pozdr

    OdpowiedzUsuń
  5. tutaj az sie prosi taka anegdota -

    dzisiejszy konkurs w radio; dzwoni słuchaczka, tegoroczna maturzystka i chce wygrac cukierki z koki.
    Prowadząca mowi: jest pani tuz przed maturą z języka polskiego, to z jakiej epoki jest pani najlepsza?
    maturzystka - z Młodej Polski
    prowadząca - pytanie moje jest takie: jaki poeta z Młodej Polski pisał wiersze o Tatrach, przyrodzie?
    maturzystka - no.... no nie wiem, jakas podpowiedz?
    prowadząca - mieszkał w Zakopanym...
    maturzystka - Tetmajer?
    prowadząca - nie...
    maturzystka - no to nie wiem...
    prowadzaca - a Kasprowicza pani nie zna?

    OdpowiedzUsuń
  6. A może Ci znudzeni młodzi ludzie są wykończeni, wyzyskiem swoich pracodawców, promotorów,
    Ludzi z pasją jest pełno, z tym że na próżno szukać ich w zaburaczałych instytutach, dawno zmienili kraj, albo robią pieniądze prywatnie,
    Skoro zostali oszukani, to czyja to wina... Chyba po stronie niedouczonych wykładowców "profesorów", jak by chcieli to napewno coś by przekazali swoim podopiecznym, kilku takich jest
    niestety, tylko kilku

    OdpowiedzUsuń