wtorek, 13 marca 2012

"Kto się cieszy, a kto martwi?" - o NCNie pisze jego dyrektor

Warto rzucić okiem na artykuł prof. Jajszczyka

link

michał żmihorski

20 komentarzy:

  1. Sprytnie rozegrane. Ci co są zadowoleni to ,,Ci Dobrze Naukowcy'' a ci co narzekają to to ,,Ci Źli Naukowcy Którzy Muszą Wyginąć''.
    I kto teraz ośmieli się krytykować system NCN?

    OdpowiedzUsuń
  2. Szczerze mówiąc, to jak czytam ogólnie obowiązujące hurra-optymistyczne opinie odnośnie funkcjonowania NCN, Ministerstwa, Uczelni etc., (tu można wpisać każdą inną instytucję: ZUS, KRUS, NFZ) to hand granat mi w szafie z preparatmi odbiezpiecza. Skoro według wszystkich zaangażowanych w rozdysponowywanie środków budżetowych na naukę jest tak super, to dlaczego jest tak źle? Nic nie rozumiem...
    jest super, jest super, więc o co ci chodzi?

    kolega_Michała

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobra, ale bez generalizacji, bo ona do niczego konstruktywnego nie prowadzi - nie mieszajmy NCNu z ZUSem i NFZetem... Jest chyba wyraźna różnica między tymi organizacjami!? Poza tym trudno się spodziewać, że dyrektor NCNu będzie na łamach gazety wymieniał i analizował błędy i niedociągnięcia organizacji, którą kieruje - chcąc nie chcąc musi dbać o dobre postrzeganie jego firmy i wcale mu się nie dziwię...

    No i nie mniej ważne - nie mieszajmy finansowania nauki poprzez system grantowy z finansowaniem statutowym - bo w drugim przypadku jest faktycznie niewesoło, szczególnie jeśli chodzi o PAN...

    OdpowiedzUsuń
  4. W poprzednim komentarzu pozwoliłem sobie na pewne uproszczenie; odnosił się on zarówno do artykułu prof. Jajszczyka, jak i słów Pani Minister (Ministry?) z poprzedniego postu. Faktem jest, że według szefa NCN i Pani Minister/Ministry wszystko jest w porządku, żyjemy jak pączki w maśle i tylko nam złotych nocników brakuje. Jeżeli zaś są uwagi krytyczne odnośnie funkcjonowania systemu, to wynikają one z ciemnoty, ciasnoty inteletutalnej i wstecznictwa środowisk "złych" naukowców. Tylko prof. Koteja miał odwagę przyznać, że nie wszystko wyszło tak, jak powinno... Uważam, że to co w ostatnich latach stało się z systemem finansowania nauki to był krok w jedynym możliwym kierunku, tylko diabeł tkwi w szczegółach.
    A działania tego typu mające na celu "dobre postrzeganie jego firmy" traktuję jako zaklinanie rzeczywistości. Pismo mówi bowiem "po owocach ich poznacie"...

    kolega_Michała

    OdpowiedzUsuń
  5. "Tylko prof. Koteja miał odwagę przyznać, że nie wszystko wyszło tak, jak powinno... "
    a jak miało pójść, idealnie? Jest lepiej niż było kiedykolwiek i są perspektywy na dalszą poprawę (nie od razu Rzym zbudowano), ale widać, że jak to zwykle w Polsce 'złej baletnicy przeszkadza rąbek u spódnicy a golfiście kamerzysta'

    OdpowiedzUsuń
  6. Temat NCNu, reformy finansowania nauki, etc. był wałkowany wielokrotnie na tym blogu i nie ma sensu do tego wracać. Nie rozumiem podejścia Anonimowego z postu powyżej: to, że jest ciut lepiej niż było, ma nas całkowicie zadowolić? Mamy siedzieć w niestrawionych resztach pokarmu po pachy, zachwycać się smakiem i cieszyć się, że nie tkwimy w tym po uszy? Ten blog służy jako punkt wymiany myśli i opinii i uwierz mi, Anonimowy, baaardzo daleki jestem od defetyzmu i użalania się nad sobą. Jeżeli coś mi nie wychodzi, tak jak bym chciał to pretense mam tylko do siebie. Zwracam jedynie uwagę, że prezentowany urzędowy optymizm stoi w niejakiej sprzeczności z faktami np. okrojone finansowanie jednostek PAN czy ewidentne wpadki NCN podczas ostatniego konkursu. Jestem realistą, w oparciu o realne przesłanki ocenia się moją pracę (punkty, IF, etc.) i mam tym samym prawo do realnej oceny pracy innych.

    pozdro

    kolega_Michała

    OdpowiedzUsuń
  7. "Temat NCNu, reformy finansowania nauki, etc. był wałkowany wielokrotnie na tym blogu i nie ma sensu do tego wracać."
    - więc po co kolego bez przerwy go wałkujesz skoro wszyscy na tym forum znają już Twoje poglądy?
    "Nie rozumiem podejścia Anonimowego z postu powyżej: to, że jest ciut lepiej niż było, ma nas całkowicie zadowolić?"
    - nie rozumiem podejścia kolegi_Michała, twierdzącego, że jest ciut lepiej skoro jest dużo lepiej
    "prezentowany urzędowy optymizm stoi w niejakiej sprzeczności z faktami np. okrojone finansowanie jednostek PAN czy ewidentne wpadki NCN podczas ostatniego konkursu"
    - okrojone finansowanie jednostek PAN to jeden z największych sukcesów ostatniej reformy, prawda jest taka, że poza kilkoma wyjątkami większość jednostek PAN powinno się zlikwidować; - wpadki NCN (?) - jeśli te naprawdę niewielkie niedociągnięcia (przy tak ogromnych oczekiwaniach ) to wpadki i że jest tylko ciut lepiej to należy na nowo zdefiniować słowo defetyzm.

    Cóż to za realizm, który realnie nie bierze pod uwagę uwarunkowań i możliwości? To się nazywa idealizm!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Upss..No to pojechałeś. W każdym razie powodzenia.

      Usuń
    2. To tak by inni zaczęli się śmiać, czy coś chciałeś ciekawego napisać?

      Powodzenia, powodzenia

      Usuń
    3. "- okrojone finansowanie jednostek PAN to jeden z największych sukcesów ostatniej reformy, prawda jest taka, że poza kilkoma wyjątkami większość jednostek PAN powinno się zlikwidować;"

      To zależy jakie kryteria przyjąć. PAN jako twór o liczbie zatrudnionych takich jak UJ czy UW (czyli porównywalność jest) plasuje się w rankingach zewnętrznych na równi (lub przed) tych uczelni. To może jednak zlikwidować również wiele wydziałów z tych uczelni, a zostawić tylko kilka skoro jest w sumie podobnie w PAN i dużych uczelniach? Obcinanie PAN-owi odgórnie, bez żadnych merytorycznych, wcześniej ustalonych powodów, czyli zmiana gry w trakcie gry to sukces reformy? Zupełnie bzdurny odgórny zakaz (ustawa okołobudżetowa, ubiegły rok) podnoszenia funduszu wynagrodzeń (dzięki zdobywanym grantom, a nie z budżetu!!!) placówkom PAN-owskim to sukces reformy ??
      Przykro to pisać, ale wygląda ta na zwykłą walkę polityczną, a nie żadne "reformowanie".

      Działalność NCN oceniam bardzo pozytywnie z wyjątkiem niejasnego kształtu konkursów, gdzie jest w jednym konkurs pomysłów i konkurs "piękności" (ocena siły wnioskodawców). Wiem, że wśród samych członków paneli NCN taki pomysł na przeciwników, gdyż jednak uniemożliwia realizację świetnych (w sensie - wysoko ocenionych) pomysłów ludziom o nienajlepszym dorobku. To z kolei nakłania do zatrudniania w roli kierowników ludzi o dużym dorobku, tylko na zasadzie wsparcia nazwiskiem. Moim zdaniem to jest błąd, zupełnie niepotrzebny i nieuzasadniony. Od oceny możliwości wykonania badań jest dobrze napisana metodyka. Jeśli jest przejrzysta i idealna do projektu, to co to ma do rzeczy, czy kierownik ma H=5, czy H=15 ? :-)

      Co do "wyścigu" indeksów i coraz większej ich roli to mam tylko takie spostrzeżenie: indeks H nakłania do łatwizny biurokratycznej, gdyż daje gotowe narzędzie, będące fajnym (?) alibi dla menadżerów nauki, że są obiektywni itp. Ale przecież jest wiele przykładów, że indeks działa źle, nie pokazuje jakości pracy, a raczej operatywność we wchodzeniu we współprace wydawnicze. To wszystko też wiąże się z tym, że strasznej inflacji podlega pojęcie Autor. Słyszałem o "autorach" z tytułu posiadania odczynnika w szafce :-) Albo że się statystykę trochę zna. Rozumiem ideę poszukiwania obiektywnych wskaźników jako przejrzystych dla ścigających się, ale nie wiem już co lepsze - czy H, czy głosowanie ludzi, czy po prostu liczba i jakość (w sensie - gdzie wydana) publikacji. Na liczbę publikacji ma się wpływ znacznie bardziej - bo zależy ona od swoich starań. Liczba cytowań danego artykułu zależy od badacza znacznie mniej, bo nigdy nie wiadomo, jak (w sensie ilościowym) zostanie dany artykuł przyjęty. Czy jest zatem trafne ocenianie pracowników naukowych po tym, na co oni sami mają wpływ niewielki ?

      AF (Anonimowy Forumowicz)

      Usuń
    4. "To zależy jakie kryteria przyjąć"
      nie chodzi o kryteria, ale o system w którym rozlicza się i przyznaje granty wszystkim na tych samych zasadach, ale od jednej grupy wymaga mniej. PAN nie prowadzi dydaktyki, pytanie zatem jaki jest sens utrzymywania dwóch niezależnych systemów: uczelnianego i PANowskiego, moim zdaniem żaden. Wszyscy wiemy jaka była idea założenia PANu, uczelnie miały uczyć, PAN prowadzić badania - a co z tego wyszło? Jednostki PANowskie powinny zostać wcielone do uczelni, czas najwyższy skończyć z tą fikcją.

      Co do indeksów to podobna dyskusja byłą prowadzona na tym forum w kontekście IF. Myślę, że większość osób zgodziła się wtedy i przyzna mi racje, że pomimo swoich wad indeksy takie jak H są lepsze od tzw. oceniania całościowego, które sprowadza się do arbitralności i kumoterstwa. To jest koszt który wszyscy płacimy, ale płacić musimy; alternatywą jest anarchia.

      Co do NCNu, we wszystkich cywilizowanych krajach dorobek jest ważnym kryterium; nie jest łatwo się przebić, ale NCN wydaje pieniądze jak bank - chce zysku w postaci wyników ryzykując niewiele. Nie dziwię się temu ciągłemu narzekaniu widząc jak niewielu Polaków dostaje kasę na badania z unii, widać jak nędzny poziom reprezentujemy. Przez to to ciągłe narzekanie jest dokładnie tym czego można było się spodziewać w naszym kraju po wprowadzeniu logicznych zasad.

      Trochę mi to przypomina dyskusję ws. ACTA gdy jeden z dziennikarzy powiedział, że Polak protestuje i mówi i prawach obywatelskich dopiero wtedy gdy mu zabronią kraść.

      Usuń
    5. Żeby było śmieszniej, często Profesorowie z PANu 'dorabiają' dydaktyką na uczelniach państwowych, biorąc za to drugą pensję. Gdyby PANy wcieli do uczelni nagle stałoby się to ich obowiązkiem

      Usuń
    6. No i żeby było jeszcze śmieszniej, często profesorowie z uniwersytetów, dorabiają dydaktyką na innych uczelniach, biorąc za to drugą pensję.

      Swoją drogą, takie zrzucanie winy za jakość nauki w Polsce na PAN, to kompletne nieporozumienie. Myślę, że gdyby wcielić PAN do jednostek uczelnianych, to większość z nich bardzo by zyskała, bo wielu ludzi pracujących w PAN potrafi przekuwać tam swoją wiedzę na praktykę (dorabianie w zleceniach do głodowej pensji itp). Idea PANu była bardzo dobra, tylko jeśli przez lata jednostki PANowskie były niedofinansowywane, to cięzko żeby za marne pensje chcieli pracować tam najlepsi, ktorzy uciekają na uniwersytety. Wymaganie od PAN uprawianie wysokiej nauki w jednostkach PAN tak jakby bić kijem wygłodniałego konia, żeby pociągnął cztery wozy buraków.
      Prawdziwy problem polskiej nauki leży/leżał w polityce kadrowej uczelni i istnieniu wielu dziwacznych tzw „wyższych uczelni”, w kórych nie prowadzi się badań, a jakość kształcenia jest często żenująca.
      Pozdrawiam
      P

      Usuń
    7. A zatem to o czym piszesz jest argumentem za istnieniem PANów, czy za połączeniem ich z uczelniami? Wybacz, ale się pogubiłem.

      Usuń
    8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    9. Powiem tak - zawsze irytuje mnie, kiedy mówi się że jednostki PANowskie są złe, że nie prowadzi się tam badań, kiedy na wielu uczelniach sytuacja jest jeszcze gorsza. Zapomina się natomiast, że nie tworzy się narzędzi, które umożliwiłyby dyrektorom jednostek PAN zmieniać sytuacje na lepszą, bo od patologii PAN oczywiscie nie jest wolny. Argumenty, ze skoro jednostki PAN nie prowadza dzialalnosci dydaktycznej to powinno dawać sie im mniej pieniedzy jest bezsensowna, tym bardziej że de facto prowadzenie badań jest znacznie łatwiejsze na uczelniach. Jest mi w zasadzie obojętne czy PAN będzie istniał, czy nie. Tylko mówienie, że sukcesem reformy jest okrojenie finansowania PAN - jest moim zdaniem bardzo nie na miejscu.
      Pozdrawiam
      P

      Usuń
    10. Anonimowy trochę przegina. Faktem jest, że jednostki PAN są zazwyczaj zdecydowanie bardziej wydolne naukowo niż uczelnie. Po części tylko wynika to z faktu, że nie są obciążone dydaktyką. Większą rolę odgywają tutaj raczej inne realia oceny i funkcjonowania pracowników. W PAN, jeżeli nie masz grantu, niewiele możesz zrobić, jeżeli nie masz publikacji, to ocena jest negatywna i wtedy zaliczasz wylot. W PAN nie trzyma się niewydolnych naukowo, co jest regułą na niektórych uczelniach, gdzie osoby takie zajmują "dmuchane" stanowiska. Pracowałem trochę na uczelni, teraz w PAN, i uwierzcie mi, jestem zdecydowanie bardziej zadowolony. Nie ciągnie się za mną cała masa darmozjadów, którzy tylko za to, że są moimi przełożonymi, liczą na dopisanie do publikacji. W PAN pracuję na dorobek swój i jednostki która mnie zatrudnia. Z drugiej strony, na uczelniach też zacznie się dziać ciekawie - już niedługo. Bedzie coraz mniej studentów - studiowanie nauk przyrodniczych jest coraz mniej opłacalne.I co wtedy, kiedy na roku zamiast 200 studentów będzie 40? Co się stanie z tą całą machiną, pielęgnującą swoją urojoną wielkośc na 20 m kw. gabinetu? Trzeba będzie próbować żyć z nauki i ubiegać się o granty, bo DS będzie cienutki. A jaki jest rezultat starcia w NCN między uczelniami a jednostkami PAN? Wystarczy zerknąć na wyniki ostatnich konkursów. Uczelnie będzie czekał podobny szok, jak jednostki PAN 20 lat temu. Zostaną tylko ci najlepsi, i chyba o to chodzi...

      kolega_Michała

      Usuń
  8. Anonimowy, chyba trochę przesadzasz, ale w drugą stronę niż Kolega_Michała. Jestem bliższy postawie kolegi_Michala, bo jest ona typowa dla każdego człowieka zajmującego się nauką. Liczy się empiria, a nie zapewnienia urzędasków z tytułami, że nagle oto stało się wspaniale. Uwaga, że okrojenie środków na jednostki PANowskie jest sukcesem reformy to moim zdaniem jakiś absurd. Jeśli wielkie umysły wpadły na ideę okrojenia finansowania jednostek PAN jako panaceum na ich sytuacje, to gratuluję im "pomysłowości". Zamiast myśleć o stworzeniu narzędzi systemowych aby jednostki PANowskie mogły lepiej funkcjonować i restrukturyzować się, to sięga się po metody łopatologiczne, znane zresztą z innych tzw reform. Popracowałbyś chwilę w jednostce PANowkiej, to zrozumiałbyś dlaczego nie uprawia się tam nauki tak, jak to jest zapisane w statusie PAN. Skoro okrojenie finansowania PAN jest takie wspaniałe, to dlaczego nie iść tym śladem i nie obciąć finansowania wszystkim uniwersytetom. Istnienie wielu kierunków (nie wykluczając biologii) jest dla mnie zupełnym nieporozumieniem, bo przecież jest zupełnie niedostosowana do wyzwań współczesnego świata. Co roku przyjmuje się z łapanek każdego młodego absolwenta szkoły średniej, a po kilku latach wypuszcza się tysiące, nie bójmy się tego określenia - matołów.
    Realnie nie biorąc pod uwagę uwarunkowań i możliwości - nie dostanie się dofinansowania!
    Pozdrawiam
    Piotrek (były pracowanik jednostki PAN)

    OdpowiedzUsuń
  9. Do narzekajacych na PAN :)
    Nie wiem jak w innych instytutach ale tu gdzie pracuje od zeszlego roku ludzie zaczeli produkowac (dobre) prace hurtowo, zarowno mlodzi-nowi jak i "starzy" pracownicy (przynajmniej niektorzy). Wydaje mi sie ze do naukowych zaczyna docierac ze bez publikacji ich praca (etat) nie ma racji bytu. Ale nie ma to (chyba jeszcze) bezposredniego zwiazku z innym (lepszy?) mechanizmem rozdysponowania srodkow na badania przez NCN, a raczej ze "strachem" przed cieciami finansow. W kazdym razie ludzie wzieli sie do roboty!
    Pzdr
    Lukasz

    OdpowiedzUsuń
  10. > "Tylko prof. Koteja miał odwagę przyznać, że nie wszystko wyszło tak, jak powinno"

    Ta opinia o "odwadze" w wytykaniu błędow jest dla mnie całkowitym zaskoczeniem!

    Nie trzeba żadnej odwagi (ani przenikliwości) by powiedzieć, że nie wszystko było jak powinno - przecież to jest rzecz trywialna i z góry było wiadomo, że tak będzie. Gdy już (mimo wszystkich przeciwności losu i systemów) dostaję pieniądze na mój własny projekt, to okazuje się, że potrafię zrealizować - przy odrobinie szczęścia - 3/4 ambitnych planów. Sądzę, że to dość powszechna sytuacja. A 100% sukces kazałby raczej podejrzewać, że cel był niezbyt ambitny.

    NCN dostało od społeczeństa "grant" na zorganizowanie systemu finansowania badań i zaproponowało ambitny plan - ktory MUSIAŁ się nie do końca udać. Jestem przekonany, że ludzie zarządzający NCNem też to doskonale wiedzą i akceptują - o czym świadczy choćby to, że zmieniają regulaminy (gdyby byli samozadowoleni to przecież by tego nie robili!). Więc nie wymaga żadnej odwagi cywilnej by usterki wytykać (a już zwłąszcza anonimowo, jak czyni to sporo dyskutantów).

    Jeśli już ktoś imputuje mi "odwagę", to polega ona raczej na tym, że jawnie głoszę iż NCNowi udało się znacznie lepiej niż można się było spodziewać - a głoszenie czegokolwiek optymistycznego w środowisku przesiąkniętym od dzisiecioleci kultem narzekactwa rzeczywiście wymaga pewnej odwagi.

    Z pozdrowieniami,
    Paweł Koteja

    OdpowiedzUsuń