sobota, 17 grudnia 2011

Staże podoktorskie NCNu

NCN ogłosił konkurs na krajowe staże podoktorskie. Więcej informacji na ten temat tu:
http://www.ncn.gov.pl/ogloszenia/konkursy/podoktorskie-15-12-2011

na pierwszy rzut oka wygląda to bardzo atrakcyjnie, środki przeznaczone na ten cel są wysokie, a kryteria rozsądne. Taki program był chyba bardzo potrzebny. Mam tylko kłopot ze zrozumieniem nastepującego zapisu:

"Wnioskodawca nie może wystąpić z wnioskiem o finansowanie projektu badawczego w konkursach przeprowadzanych przez Narodowe Centrum Nauki wcześniej niż w okresie ostatnich 9 miesięcy realizacji stażu podoktorskiego"

Czy to określenie "wcześniej" odnosi się także do czasu przed rozpoczęciem stażu? Zakładam, że ten zakaz wnioskowania odnosi się tylko do trwania stażu, ale to nie jest napisane jasno (powinno być: nie będzie mógł). Może ktoś ma pomysł na interpretację tego zdania?

I jeszcze trzy uwagi/wątpliwości:
1. dziwią mnie te dwa listy referencyjne - to ktoś ode mnie z jednostki ma je pisać? Nawiasem mówiąc to jedna z bardziej subiektywnych form oceny...
2. rozmowa kwalifikacyjna? rany, czyli wycieczka do Krakowa i dwa dni w plecy w PKP... Znowu - jeżeli komisja ma wykaz wszystkich publikacji kandydata, to czy rozmowa jest rzeczywiście niezbędna?
3. czy zatrudnienie kandydata będzie możliwe z ominięciem wszystkich procedur konkursowych w jednostce, w której ma się odbywać staż? Z tego co wiem, zatrudnienie kogokolwiek na stanowisku naukowym wymaga procedury konkursowej... I ten problem pojawia się np. przy grantach dla młodych doktorów na tworzenie nowego zespołu - to, że ktoś sobie skompletuje zespół a NCN da na to pieniądze w konkursie nie pozwala ominąć procedur konkursowych i wygrać może ktoś inny niż we wniosku do NCNu...

michał żmihorski

13 komentarzy:

  1. Procedury konkursowe w jednostkach dotycza etatow finasowanych ze srodkow tych jednostek.

    W wypadkku postdokow NCNu delikwent przyjezdza tam z wlasna pensja i srodkami na pokrycie kosztow jego pobytu w tej jednostce.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo aktualny temat. Dla mnie budzi wątpliwość coś innego.. (być może to oczywiste lub banalne, więc proszę o odpowiedź). Czy o taki staż może starać się np. adiunkt zatrudniony w swojej jednostce macierzystej (jednostce obrony doktorskiej)... Jak to wtedy wygląda - zostaje tymczasowo zawieszony "u siebie" i wyjeżdża np. na 2 lata do innego ośrodka? Czy trzeba zrezygnować z zatrudnienia w macierzystej jednostce? Czy może o taki staż może się starać osoba, która nie jest zatrudniona...
    Z góry dziękuję.

    Co do cytowanego zapisu - ja to rozumiem tak, że jeżeli osoba odbywająca staż będzie chciała brać udział w innych konkursach NCNu to może to uczynić najwcześniej dopiero w ostatnich 9 miesiącach tego odbywanego stażu... a najlepiej później ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Parę komentarzy:

    1. Co do listów referencyjnych. To uważam, że jest to bardzo fajna rzecz i często z nich korzystam. Dla kogoś kto szuka pracownika jest to rzecz nie do pogardzenia, jeśli jest choćby nieco inteligentny. Daje się wyczuć czy list jest napisany wg wzorca z internetu, czy jest to klasyczne smarowidło-powidło, żeby kogoś przepchnąć... czy też rzetelna informacja pokazująca zarówno plus i minusy danej osoby. Tak czy siak, świetny punkt wyjścia do tego by zastanowić się czy zaprosić daną osobę na rozmowę. nawet negatywna opinia, np. o za dużych ambicjach bądź samodzielności danej osoby, może być super wskaźnikiem :)

    2. Rozmowa kwalifikacyjna. To także totalnie normalna rzecz. Sam leciałem w środku sezonu lęgowego (że tak powiem... mojego ptaka) 2 tys. km. na rozmowę (za własną kasę) i w efekcie wylądowałem na stażu w Cornell. Jakiś czas temu kolega z Czech poświęcił tydzień żeby dolecieć do Europy z Kamerunu.... od trzech lat tamże, czyli na Harvard Univ. robi postdoca. A więc się opłaciło.

    W naszym fachu czasem trzeba postawić wszystko na jedną kartę i niestety nastawić się na czarne serie, które czy to dotyczy publikacji, czy aplikacji o pieniądze, zawsze się pojawiają, nawet u najlepszych.

    Pozdrawiam,
    Tomek Osiejuk

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeszcze, żeby nie było niejasności. Harvard jest w USA, ale ponieważ było sporo kandydatów z Europy, to część rozmów prowadzono na naszym kontynencie... niemniej z Kamerunu i tak w cholerę daleko :)

    T.Osiejuk

    OdpowiedzUsuń
  5. Michale - a mnie dziwi, że WYDZIWIASZ w sprawie listów referencyjnych i rozmowy kwalifkacyjnej, bo to są elementy przy przyjmowaniu na post-doców stosowane powszechnie.

    Wbrew temu co piszesz, sama "lista publikacji" wcale nie wystarczy. Dobrny dorobek świadczy o tym, że ktoś jako doktorant pracował w świetnym zespole (i to na pewno jest dobry znak!), ale jeszcze nie dowodzi, że był w tym zespole osobą kreatywną, że sam stawia hipotezy, że sam potrafi zaprojektować badania itd. Dlatego opinia opiekuna i innych osób, które miały okazję "sprawdzić" kandydata są ważne.

    Twierdzisz, że "listy referencyjne to najbardziej subiektywna forma oceny". Nie wiem skąd ta pewność. Zapewniam Cie, że tak nie jest w miejscach, w ktorych naukę uprawia sie na serio. Poważny uczony, który wystawia entuzjastyczną opinię kiepskiemu studentowi, ryzykuje że straci WŁASĄ dobrą opinię. I w drugą stronę - OPŁACA mu się dać dobrą opinię swojemu dobremu wychowankowi, bo sukces wychowanka podnosi jego własny prestiż. Gdy się pierwszy raz zmierzysz z czyjąś prośbą o napisanie listu referencyjnego, to sam dobrze poczujesz o co chodzi.

    Oczywiście, biorąc pod uwagę listy referencyjne jako kryteria oceny, bierze się pod uwagę nie tylko treść listu, ale przede wszystkim to, KTO JE NAPISAŁ.

    Z podobnych względów rozmowa klasyfikacyjna jest kapitalnym narzędziem kwalifikacji. Pozwala zobaczyć, jak ktoś sobie radzi ze stresową sytuacją, czy wie o świecie cokolwiek oprócz tego co jest w jego publikacjach, jak silnie jest motywowany itd.

    Wybacz że tak doslownie do Twojego tekstu nawiążę - ale wezwanie na rozmowę kwalifikacyjną to także i okazja żeby właśnie ODRZUCIC kandydatów, u ktorych brak gotowości do "zainwestowania" czasu, do podjęcia RYZYKA, że będzie się miało "dwa dni w plecy".

    Ostatnio przyjęliśmy doktorantkę, która na rozmowę kwalifikacyjną pofatygowała się do Krakowa z Indii. Zapewniam Cię, że sam fakt jej DETERMINACJI by to stypendium dostać, był da nas sygnałem, że to świetna kandydatka (i chyba się to potwierdza).

    Z pozdrowieniami,
    Paweł Koteja

    OdpowiedzUsuń
  6. ok, nie mam doświadczenia w tych sprawach i bardzo możliwe, że moje wątpliwości wynikają z niewiedzy. To były bardziej pytania niż zarzuty! Zgoda też co do tego, że lista publikacji nie jest wystarczająca. Ale z drugiej strony podam kilka argumentów:

    1. byłem świadkiem jak pewien profesor skomentował oficjalnie dorobek ocenianego przez siebie naukowca jako "wybitny", podczas gdy ja, mając dostęp choćby do Scopusa, oceniłbym ten dorobek jako tragiczny. Chyba, że index H=2 jest do habilitacji wystarczający... Więc nie przywiązywałbym zbyt dużej wagi do tego co ludzie mówią (i piszą) - liczy się to co robią... U nas jest i tak tyle uznaniowości na każdym kroku...

    2. kwestia PKP - na chęć inwestowania można spojrzeć na dwa sposoby: z jednej strony jest wskaźnikiem determinacji kandydata, z drugiej wskaźnikiem jego zasobów czasowych. Jeżeli ktoś łatwo wygospodaruje w sezonie (zakładam, że skoro deadline jest w marcu, to rozmowy mogą być już np. w czerwcu) kilka dni na wycieczkę do Krakowa, to znaczy, że chyba kandydat jednak nie jest tak świetny... Czasami się uda wyrwać tych kilka dni - jak pisał Tomek Osiejuk, ale warto spojrzeć na sprawę z innej strony. Odrzucając tych, których nie stać na "dwa dni w plecy" NCN może odrzucić też tych, co ciągną po kilka grantów równocześnie, a deadline'y resubmisji ładnie kolorują im kalendarz na czerwono...

    Nie wiem też, czy radzenie sobie ze stresową sytuacją jest cechą dobrego naukowca...


    pozdrowienia!
    michał żmihorski

    OdpowiedzUsuń
  7. Michale,

    1. Jak napisalem, liczy se KTO opinie wystawia.

    2. Te stypendia post-doktorskie NIE są dla tych, którzy " ciągną po kilka grantów równocześnie", a dla tych,ktorzy rozglądają się za nowym miejscem pracy. Poza tym widze, ze coraz bardziej dramatyzyjesz z tą podrożą - zacząłeś od "dwóch dni", a teraz jest już "kilka". Tymczasem dla połowy obywateli Polski podróż do Krakowa i interview zamyka się w jednym dniu, a dla pozostałych to jeden dzień i dwie noce. Nie dramatyzujmy.
    Pawel

    OdpowiedzUsuń
  8. ok, przyznaję rację i już nie mieszam dalej :o)

    pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja tylko tak anegdotycznie dodam odnośnie podróży PKP że jest to czas, który można znakomicie spożytkować na prace, pisanie, czytanie itp. W zasadzie nikt nie przeszkadza, a pkp nie oferuje nic poza siedzeniem, więc nic tylko brać laptopa i jechać na interview ;)
    Pozdrawiam
    Piotrek

    OdpowiedzUsuń
  10. Witam,
    Nie jestem łowczynią grantów ... ba nawet nie udalo mi sie zlowic pracy po powocie z doktoratem do kraju .. nie mam znajomosci. Ciekawie zainteresowała sie mna jedna z wiodocych uczelni w Polsce .... mniejsze mnie zignorowaly.

    Co do stazy. Staże są zachętą dla doktorantów studujacych za granica. Niepowiązanych układami uczelnianymi w kraju i nie majacych zapewnionej posadki adiunkta na uczelniach w polsce. Niejako dobrym efektem stazow moze byc rozruszanie towarzystwa akademickieg i podniesienie konkurencji. A panowie ktorzy zasiedzieli sie na stanowiskach potrzasaja portkami. Po roku w kraju nadal ciezko mi jest zrozumiec kariere naukowa w stylu Polskim .... mgr, dr, adiunkt .... ta sama uczelnia ... pod kloszem profesora ze znajomosciami i bez profesora ani rusz nic sie nie da.

    Listy referencyjne! sa to listy rekomendujace kandydata - podstawowa forma oceny np w USA. Logika jest bardzo prosta: jezeli kandydat ma dobre listy/jezeli jest w stanie zdobyc listy od profesorow z ktorymi wspolpracowa lub czlonkow komisji to oznacza ze jest ceniony - podpisuja sie pod listami profesorowie wlasnym nazwiskiem to jest swego rodzaju gwarancja jaka daja: kandydat sie nadaje na staz i ze nie zawiedzie.

    Niestety jedyny mankament stazy jest taki: wyniki oglaszane sa zbyt pozno ... ja na przyklad dostalam konkurencyjna oferte z zagranicy na ktora niestety nalezy sie natychmiast zdecydowac ... nie doczekam ogloszenia wyniku konkursu ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wracaj za granice dziewczyno - chyba jesteś zbyt sentymentalna, skoro zdecydowałaś się na powrót do tego paździochu. A tak na marginesie, co zrobiłabyś z listem referencyjnym od polskiego profesora? .... No właśnie.... Na szczęście papieru toaletowego w Polsce już nie brakuje.

      Usuń
  11. Co do tych listów referencyjnych to pełna zgoda, już wiele osób uzasadniało dlaczego są potrzebne i że wszędzie się je stosuje, więc ok, już nie protestuję. Mi po prostu marzył się taki system oceny, w którym nie muszę nikogo prosić o opinię, poparcie, rekomendację, gdzie nie muszę mieć "pleców" i znać mądrego profesora żeby robić naukę, bo o tym decyduje moja praca i jej efekty. No ale ok, rozumiem, że tak się nie da...

    OdpowiedzUsuń