poniedziałek, 19 stycznia 2015

Zbieramy propozycje tematyki zajęć dla doktorantów

Witajcie, 

Niebawem mam przeprowadzić dwa seminaria dla doktorantów, chciałabym przygotować wartościowe zajęcia. Tematyka musi być w miarę uniwersalna, ponieważ mamy doktorantów różnych specjalności. 

Z tego co się zorientowałam były już zajęcia z przygotowania wniosków grantowych, szkolenie z WoS, recenzje prac dyplomowych i publikacji. 

Zastanawiałam się nad zajęciami prezentującymi możliwości przechowywania i pracy nad dokumentami w chmurze ale nie wiem czy jestem w stanie wnieść w tym temacie coś odkrywczego 

Macie może jakieś propozycje?  

Z pozdrowieniami,
 
Joanna Zalewska-Gałosz

17 komentarzy:

  1. chmura fajny temat!
    a może coś o planowaniu badań/eksperymentów?? Walczę non stop z błędami na etapie planowania badań właśnie, to jest jakaś plaga, również wśród doktorantów - recenzowałem granty doktorantów jakiś czas temu i było dość strasznie pod tym względem...

    OdpowiedzUsuń
  2. "życie doktoranta - czyli jak być indoktrynowanym niewolnikiem"

    OdpowiedzUsuń
  3. (1) elementy planowania eksperymentów jak najbardziej - popieram
    (2) poza tym ja bym dał kwestie publikowania prac, jak wyglądają obecnie systemy elektronicznego składania maszynopisów, jak odpowiadać na recenzje (a może taż jak samemu recenzować? = co powinna zawierać dobra recenzja) itp.; wiedza o pisaniu artykułów wśród doktorantów jest b. różna, a o procesie składania, recenzowani itd. - zwykle znikoma;
    (3) warto by też powiedzieć o "listach filadelfijskich", "ministerialnych", JCR - to wśród naukowców gorący temat, a studenci (i później doktoranci) są często nieświadomi, co to tak naprawdę jest i po co, jakie ma wady/zalety itd.

    OdpowiedzUsuń
  4. proponuję temat o postdokach - żeby uświadomić młodym ludziom, że w innych krajach ich ciężka praca i zapał zostaną bardzo docenione, i żeby mieli odwagę uciekać z miejsca gdzie jest źle, w którym tracą tylko czas

    OdpowiedzUsuń
  5. Kilka kolejnych pomysłów:
    1. Menedżery bibliografii w pracy naukowca (EndNote, Mandeley etc.)
    2. Wyszukiwanie publikacji (serwisy typy Wiley, Springer, Elsvier oraz pozostałe z danej dziedziny). Może warto opowiedzieć o procesie recenzowania i specyfice każdego z większych wydawców?
    3. Prawa autorskie a publikacje naukowe.
    4. Doktorat i co dalej? - czyli granty, postdoki etc.
    5. Podstawowe informacje z zakresu parametryzacji/ewaluacji nauki i naukowców
    6. Jak pisać prace naukowe i z sukcesem publikować w ważnych światowych czasopismach?
    7. Poster konferencyjny - podstawy kompozycji oraz wyboru treści

    itd itp

    Można by mnożyć w nieskończoność. Podsumowując, wszystko, co może przydać się młodym adeptom nauki. BTW: pozazdrościć Pani studentom zajęć. Wielu dochodziło do tej wiedzy samemu, a niekiedy towarzyszyło temu zadziwienie kolegów, że się takimi bzdetami interesują...
    Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  6. Może też warto poruszyć temat - zasady współpracy naukowej - jak prowadzić rozmowy/korespondencje, jak określać warunki współpracy, itp

    OdpowiedzUsuń
  7. Temat dotyczący zasad współpracy jest bardzo ciekawy. Można go poszerzyć: o etykę pracy naukowca, zasady bycia współautorem publikacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja do tego dodałbym omówienie strategii obrony/unikania przed dopisywaniem się promotora do publikacji, tylko z racji bycia promotorem

      Usuń
    2. Dokładnie, przy czym nie traktowałbym tego tak jednostronnie, bo bywa również odwrotnie, że doktorant ma jakieś nieuzasadnione oczekiwania w stosunku do promotora (tzw postawa roszczeniowa). W każdym razie warto by młodym adeptom pomóc w zrozumieniu zasad zdrowej współpracy i roli partnerów w takie współpracy (obojętnie w jakiej relacji)

      Usuń
    3. Proponuję przekonać doktorantów by nie współpracowali, bo w przypadku współpracy "życzliwy" (takich nie brakuje) zawsze zarzuci, że zostali dopisani.

      Usuń
  8. A moze cos naukowego, zeby rozbudzic pasje doktorrantow, Cos takiego, jak "maly Inter-Mix". I cos szalonego np. modelowanie procesow spolecznych przy pomocy statystyki kwantowej, albo systemy prawne zwierzat i ludzi.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ciekawe, większość podanych propozycji powinna być realizowana już na seminariach magisterskich. Młodym pracownikom nauki, którzy powinni z kopyta brać się za realizację projektu naukowego proponowane jest głównie abecadło. Straszne, jeżeli rzeczywiście tak to wygląda, że trzeba zaczynać od zera. Ech, kiedyś to doktoranci zmuszali promotorów do szczególnego wysiłku, dzisiaj wystarczy szkółka. Wiem, że taka jest rzeczywistość, ale nie mogłem sobie odmówić tych kilku sarkastycznych uwag.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jacy magistranci - tacy doktoranci; jacy doktoranci - tacy doktorzy; jacy doktorzy - tacy promotorzy...

      Usuń
  10. Wszystkim serdecznie dziękuję za pozytywny odzew i bardzo ciekawe propozycje.
    Zaproponowane tutaj "podstawy" (planowanie eksperymentów!) są często znane tylko w teorii, a dla wielu - nie tylko doktorantów - stanowią Piętę Achillesową (jak pisali Poprzednicy i co mogę również potwierdzić chociażby z doświadczenia zdobytego podczas recenzowania prac). W większości warsztat ma się taki jakiego nauczył opiekun pracy/ promotor, a z poziomem tutaj bywa bardzo różnie. Jeżeli doktorant będzie metodologicznie świetny, a jego wiedza w tym zakresie kompletna, może się nią podzielić. Wymiana myśli to jeden z celów dobrego seminarium (może i prowadzący się czegoś nauczy ;-)

    Bardzo podoba mi się temat o zasadach współpracy naukowej. Abstrahując od udziału promotora w gronie autorów ważny wydaje się temat dopisywania osób, które np. zebrały część prób, udostępniły sprzęt do badań itp. W dobie różnego typu ciśnień publikacyjnych ten problem staje się coraz poważniejszy.

    No właśnie, może ktoś miałby ochotę podzielić się swoim zdaniem na ten temat? Czy np. pracownik techniczny, pobierający pensję za pracę laboratoryjną, może sobie życzyć współautorstwa w pracy, do której - w godzinach pracy - wyizolował DNA itp.?
    Albo przykład z mojego podwórka - czy taksonom, który grzecznościowo oznacza setki przesłanych okazów może wykorzystać pozyskane w ten sposób dane do swojej publikacji, np. chorologicznej (rozmieszczeniowej)?

    Z pozdrowieniami, Joanna Zalewska-Gałosz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No proszę, techniczny wykonuje swoją pracę za pieniądze, a taksonom grzecznościowo. W pierwszym przypadku to praca bazująca na algorytmie metodycznym, w drugim wymagająca już wiedzy. A mimo to są wątpliwości, czy powinien mieć jakieś prawa do części własności intelektualnej swojej pracy. Osobiście uważam, że taki taksonom powinien być współautorem pracy, bez żadnych dodatkowo zastrzeżeń. Bardziej na to zasługuje niż ten techniczny, czy jakiś doktorant, który wykona część fizycznej pracy w projekcie.
      No, ale przecież taksonom to hobbysta.

      Usuń
  11. Łukasz Kajtoch25 stycznia 2015 19:40

    Bardzo ciekawy i praktyczny wątek na blogu. Sam stanąłem przed podobnym problemem gdy zostałem poproszony/wyznaczony do przeprowadzenia wykładów w studium doktoranckim. Byłbym pewnie zdziwiony że tematy na wykłady z doktorantami są tak dowolne tj . „proszę coś zaprezentować”, gdyby nie to ze sam jakiś czas temu byłem doktorantem tegoż studium i pamiętałem jak te wykłady wyglądały. Spora cześć takich wykładów ograniczała się do prezentacji tego co wykładowca badał/opublikował, była przez to zbyt specjalistyczna, a brakowało tematów praktycznych (metodologicznych, problemowych, nt organizacji badań, przygotowania grantów, publikacji itp.). Jeżeli podobna dowolność jest w innych jednostkach to zaczynam się zastanawiać czy nie powinna być wprowadzona jakaś sztywna grupa tematów prezentowanych doktorantom (narzucona przez MNSW?) bo inaczej cześć takich wykładów jest przygotowywana i prezentowana jedynie dlatego, że muszą „jakieś” wykłady się odbyć. Z takich wykładów doktoranci wynoszą niewiele wiedzy i pomysłów. Być może dobrym rozwiązaniem byłoby zaadaptowanie schematu ze studiów w których część tematów wykładów jest „sztywna” (minimum tego co powinien poznać doktorant) + dowolne tematy bardziej specjalistyczne (w zależności od profilu studium i tematyki prac doktorskich). Z pewnością są znaczne różnice między jednostkami/studiami doktoranckimi w jakości i formie prezentowanych wykładów i taki schemat obowiązuje w niektórych z nich.

    Odnosząc się do ostatnich pytań Pani Zalewskiej-Gałosz to zgadzam się z przedmówcą z 25 stycznia 2015 00:17, chociaż nie uważam by praca laboratoryjna nie zasługiwała na współautorstwo o ile jest ona znacznym wkładem w badania (czyli nie samo np. mechaniczne izolowanie DNA ale także wykonanie całości prac prowadzących do uzyskania części danych, czasami połączone ze współudziałem w analizie i dalszymi etapami prac badawczych). Najlepiej kwestie partycypacji w publikacji ustalić przed wykonaniem prac w projekcie, wtedy każdy wie na czym stoi i można uniknąć konfliktów. Zgadzam się, że taksonom za oznaczenie okazów zasługuje na propozycje współautorstwa (pozostawiając decyzje o autorstwie/podziękowaniach tej osobie) bo bez takiego wkładu badania albo nie mogłyby być wykonane albo byłyby wykonane błędnie, ale chyba Pani Zalewskiej-Gałosz nie o to chodziło? Wykorzystanie zebranego materiału do innych celów niż założone w projekcie przez oznaczającego taksonoma też powinno być ustalone przed nawiązaniem współpracy, a widzę tu co najmniej 2 scenariusze: i) wymiana – oznaczenie (bez współautorstwa prac z projektu przez taksonoma) za udostępnienie materiału do innych celów (interesujących taksonoma), ii) współautorstwo krzyżowe tj taksonom bierze udział w publikacji wyników z projektu a uwzględnia właściciela materiałów we własnych pracach które powstaną na oznaczonym materiale (chyba że właściciel danych uzna inaczej lub oboje ustalą inaczej). Dodam, że współpracując stale z taksonomami nie wyobrażam sobie realizacji niektórych projektów bez udziału tych „hobbystów” ;) przy czym ich udział nigdy nie ogranicza się wyłącznie do oznaczania ponieważ, mając szeroką wiedzę nt biologii i ekologii badanych gatunków (często praktyczną), biorą zawsze czynny udział w dyskusji wyników i ich interpretacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do ewentualnej wartości pracy taksonomów podam przykład ze swojego podwórka. Swojego czasu akademie medyczne realizowały duży grant dotyczący włośnia Trichinella spiralis. Materiał był pobierany z gryzoni. Były to badania pod kątem fizjologii, biochemii, morfologii itd. Po zakończeniu badań poprosiliśmy zaprzyjaźnioną osobę o preparaty z pasożytów do wykorzystania na naszych, uniwersyteckich zajęciach z systematyki i parazytologii. Akurat w naszym zespole był specjalista od nicieni pasożytujących w małych ssakach. I okazało się, że na żadnym z podarowanych preparatów nie było gatunku Trichinella spiralis tylko dwa lub trzy inne gatunki z rodzaju (jeden zresztą do tej pory uważany za bardzo rzadki w Polsce).
      Jaką więc wartość miały opublikowane w ramach tego drogiego grantu wyniki? Po paru latach, gdy te same jednostki realizowały kolejny grant na przywrach potencjalnie zagrażających człowiekowi, na wszelki wypadek odmówiono nam preparatów do wykorzystania w dydaktyce. Ale pomimo tamtej wpadki nie konsultowano oznaczeń z naszymi parazytologami, chociaż specjalistę od przywr też mieliśmy. Może właśnie nie chciano się dzielić kasą z grantu lub współautorstwem.
      Nasz szef obecnie stawia sprawę jasno. Żadnego oznaczania grzecznościowego. Albo współautorstwo, albo honorarium za oznaczanie (stawka godzinowa wg. stawek uniwersyteckich + stały dodatek za fachowość). Przy okazji przytoczył anegdotę: gościowi nie chciał zapalić samochód. Zawołał mechanika, ten podniósł maskę, dotknął gdzieś palcem i kazał przekręcić kluczyk. Samochód zapalił. I mówi do kolesia - 100 zł za usługę. Ten się piekli - przecież prawie nic pan nie robił, tylko dotknął gdzieś palcem. A mechanik do niego: ale ja wiedziałem czego tym palcem dotknąć i za to jest to honorarium.

      Usuń