środa, 31 lipca 2019

Wykaz czasopism + punkty!

http://www.bip.nauka.gov.pl/akty-prawne-mnisw/komunikat-ministra-nauki-i-szkolnictwa-wyzszego-z-dnia-31-lipca-2019-r-w-sprawie-wykazu-czasopism-naukowych-i-recenzowanych-materialow-z-konferencji-miedzynarodowych-wraz-z-przypisana-liczba-punktow.html

Po wstępnym rzuceniu okiem wydaje się, że nie jest źle - dobre czasopisma mają dobre punkty, choć jest trochę otlierów (patrz: komentarze).

Michał Żmihorski

114 komentarzy:

  1. Już widzę dwie rzeczy, które podniosły mi ciśnienie:
    1. Landscape and Urban Planning nie ma w naukach biologicznych
    2. Agriculture Ecosystems and Environment tak samo.

    Scope pierwszego (fragment):
    Landscape science brings landscape ecology and urban ecology together with other disciplines and cross-disciplinary fields to identify patterns and understand social-ecological processes influencing landscape change.

    Scope drugiego (fragment):
    The focus is on the following areas:
    • Biological and physical characteristics and dynamics of agroecosystems.
    • Ecology, diversity and sustainability of agricultural systems.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nature Ecology and Evolution (IF=11) za 100 punktów... (tyle co Eur. J. Forest Res)
    Methods Ecol Evol (IF=7) za 140 punktów...
    Ecography 100

    No trochę jest tu dziwnych rzeczy, chociaż ogólnie nie jest źle

    OdpowiedzUsuń
  3. Trochę oniemiałem zapoznawszy się z tym wykazem. Miało być bardziej rzetelnie, a tu widzę takie rzeczy jak: J. Ornithology za 140 pkt, podobnie jak Auk, zaś J. Avian Biology, Ibis i Condor za 100 pkt. To jakiś żart? Nie mówiąc już o tym, że np. taki Oikos, Evolution czy Oecologia są za 100 pkt. Wiadomym jest, że poziom tych ostatnich czasopism (artykułów w nich publikowanych) jest o wiele lepszy niż w J. Ornithology. W sumie jako osoba zajmująca się ptakami, to powinienem się cieszyć z takiego stanu rzeczy, ale jakoś nie bardzo mi to przychodzi.I jak ma się to do tych wspaniałych zapowiedzi o podnoszeniu jakości nauki, to nie wiem.

    OdpowiedzUsuń
  4. No i właśnie tutaj ponownie wychodzi absurd robienia "punktacji" na podstawie "punktacji" czytaj IF + jakichś dodatkowych, niestety często bardzo subiektywnych kryteriów, zależnych od dziedziny oceniającego, regionalizmów itd. Wszystkie wymienione powyżej czasopisma ornitologiczne są znane, uznawane w środowisku i w ostatnich kilkudziesięciu latach zamieniają się miejscami, zwykle w pierwszym kwartylu, choć okresowe spadki się zdarzają. Często loty w dół czy w górę wynikają nie z jakości artykułów ale tego jak w danym momencie działa "obieg materii" w czasopiśmie, czyli jak szybko udaje się akceptować i drukować artykuły. Najlepszym przykładem J. Ornithology, które po prostu od jakiegoś czasu zaczęło się zapychać. Natomiast z perspektywy czytelnika wszystkich powyższych (a i we wszystkim mam opublikowane artykuły) to ciężko byłoby mi powiedzieć, które jest najlepsze. Każde ma wady i zalety. Można powiedzieć, które było najlepsze w ostatnich 2 latach, czy 10-u, ale nikt nie wie jak będzie za rok czy dwa, a wtedy będziemy tam publikować.

    Natomiast dalsze trzy kolejne przynajmniej mają bardziej ogólny charakter, co nie znaczy że od razu ukazuje się tam coś lepszego niż w Auk-u, prawda? Dlatego nie ma się co przejmować punktami Ministerstwa, tylko publikować swoje wyniki najlepiej jak się da, a czytając prace ze swojej dziedziny i robiąc badania, jesteśmy przecież w stanie ocenić czy słać do Nature czy do Świerszczyka.

    Bardziej mnie martwi natomiast rzecz, która została mi niedawno uświadomiona. A mianowicie, że zgodnie ze słynną Konstytucją 2.0 zdaje się w praktyce będą prawie zerowe szanse na zwolnienie pracownika zatrudnionego na etacie. Teoretycznie szanse są, ale musiałby dopuścić się chyba czynów karalnych typu molestowanie czy plagiat. Natomiast jak będzie chodził do pracy i się starał :) to chyba żadna siła nie jest w stanie go zwolnić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimie, teoretycznie "Konstytucja 2.0" miała właśnie dać większe szanse na zwalnianie pracowników - tak przynajmniej wynikało z zapowiedzi przed jej wprowadzeniem. Przyznam, że szczegółowo przepisów nie śledziłam, ale rzeczywiście jest tak, że szanse na zwolnienie "etatowego pracownika" są bliskie zeru? A co np. w sytuacji gdy pracownik co roku nie wyrabia pensum? Choć chyba wszystkich wydziałów biol. dotyka problem braku godzin, więc zaraz okazałoby się, że do zwolnienia jest ponad połowa pracowników na wydziale...

      Usuń
    2. Oczywiście trzeba robić swoje i publikować. Ocenianie prac niszowych, publikowanych w wąskich czasopismach, gorszych, jeśli chodzi o odbiór, lepiej niż szanowanych czasopismu ogolnobiologicznych nie jest przejawem rozsądku. Jest przejawem kompleksów. Dobre czasopisma ogolnobiologiczne (wykluczając świerszczyki) są znacznie cenniejsze niż branżowe periodyki. Docierają dalej i mają większy wpływ na dziedzinę. Powinno się dążyć to publikowania w takich czasopismach. W tej chwili się za to kara. Promując tym samym zamkniecie się w jakimś temacie, a ptasi, jest tu tylko przykładem...

      Usuń
  5. Góra urodziła mysz. Tyle czasu stracono, żeby uzyskać ten sam efekt co na poprzednich listach. Hierarchia dziedzin i specjalności praktycznie taka sama. Tak jak poprzednio dziedziny wysoko impaktowe są przeszacowane, a nisko impaktowe niedoszacowane. Tak jak poprzednio rzemieślnicze tytuły z biologii molekularnej mają tak samo wysokie punkty jak porządne tytuły z ekologii czy biologii ewolucyjnej, gdzie jednak trzeba użyć mózgu żeby uzyskać ten wysoki punktowy efekt. Nieznaczne przesunięcia na liście zdarzały się i na poprzednich listach. Ta nowa lista nic nie zmieni, szkoda było zachodu. Zobaczymy jak na końcowy wynik ewaluacji jednostek będzie miał wpływ jednak inny system tworzenia list publikacji do oceny (te 4 najlepsze każdego badacza), ale w wiodących jednostkach już wiadomo, że nic się nie zmieni i hierarchia zostanie zachowana.

    Co do wypowiedzi kol. z 19.30 i 19.55 - nowa ustawa ułatwia zwolnienia, ale tylko w grupie osób nowo przyjętych, więc stare nieroby mogą spać spokojnie do emerytury. Pensum w ogóle nie ma już na nic wpływu w jednostkach z grupy Science, może w humanistycznych ma jeszcze jakieś znaczenie. Wydziały przyrodnicze już teraz mogą tworzyć etaty czysto naukowe, a rektorzy różnicować pensum na różnych wydziałach (ale czy będą to chętnie robić to inna sprawa). Szkoły doktorskie mogą wymuszać obniżanie pensum dla osób mocno zaangażowanych w ich funkcjonowanie, choć na razie jeszcze nie wiadomo jak to się okaże w praktyce.

    Na pewno nie ma i nie będzie rewolucji. Może i dobrze, bo rewolucje często źle się kończą.

    OdpowiedzUsuń
  6. Punktoza przechodzi na hajer lewel.

    OdpowiedzUsuń
  7. Chyba trochę przesadzacie z krytyką - faktycznie jest nieco dziwnych punktacji (żeby nie było: J Orn jest co najwyżej średnim pismem, 140 pkt dla nich to przegięcie, tu pełna zgoda) ale ogólnie nie jest źle, nie ma co wpadać w tak krytyczne tony.
    Punktoza, owszem, ale lepsza punktoza niż subiektywna ocena grona szacownych profesorów...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zastąpiono jedną punktozę drugą, o bardziej niejasnych kryteriach oceny. Rozumiem że sporo ludzi nad tym pracowało, sporo pieniędzy zostało wydanych i od wczoraj polska nauka może już tylko kwitnąć. Ale prawdę mówiąc, co to zmieni? Ludzie po prostu się dostosują do nowych warunków i zamiast publikacji w żurnalu A będą manuskrypty wysyłać od żurnala B bo jest za więcej punków. Osoby które robią naukę dla nauki i nieźle im w tym idzie pewnie nie będą patrzeć na punkty ministerialne tylko na sam prestiż wydawnictwa.
      Podsumowując, trzeba robić swoje i słać papiery do JOrna zamiast IBISa ; )

      Usuń
  8. Moim zdaniem nie ma co porównywać obecnej punktacji z poprzednią, ponieważ status i wskaźniki wielu pism po prostu uległy zmianie. Widać to chociażby w grupie czasopism z IF = 1,2 - 2,2, które wcześniej miały zaledwie 20-25 punktów, a obecnie zostały docenione na 70. Te, które oscylowały wokół 0,9 - 1,1 dostały zwykle 40 pkt. Jest też grupa pism kiedyś bardzo cenionych (dawne 30-35 pkt.), które też mają teraz tylko 70. Nie chciałbym umniejszać wkładu pracy w listę, ale wydaje mi się, że podobny efekt jak teraz mielibyśmy gdyby poprzednia lista została zwyczajnie zaktualizowana.

    OdpowiedzUsuń
  9. O aktualizacji listy i algorytmie, który do tego posłużył można dyskutować. Przypominam jednak, że skandaliczne jest publikowanie listy przed samym końcem okresu, który będzie podlegał ewaluacji. Nie powinniśmy się na to godzić!

    OdpowiedzUsuń
  10. subiektywnie na temat niektorych czasopism z nauk o Ziemi:
    Wsrod tytulow za 140 i 200pkt nie ma dla mnie wielu zdziwien.
    Nieco inaczej jest w grupie za 70 i 100 pkt, a jak wiemy tutaj stawka jest podzial punktow pomiedzy wspolautorow. Pewne niedoszacowanie Facies, Palaios, Acta Palaeontologica Polonica, Cretaceous Research i niektorych pism z dziedziny mikropaleontologii - nie ma z tej dzialki nic powyzej 70pkt. Jednoczesnie niezasluzony awans na 70pk otrzymala cala grupa naszych zasciankowych tytulow m.in. Geological Quarterly, Acta Geologica Polonica, "Anal" Annales Societatis Geologorum Poloniae i szereg innych. Acta Montanistica Slovaca za 100pkt...?
    Przez obnizenie granicy, od ktorej nie dzieli sie punktow miedzy wspolautorow z proponowanej wczesniej 140pkt do 100pkt, widze spore szanse rozwoju spoldzielni.
    Moim zdaniem pozostawienie granicy na 140 pkt byloby bardziej sensowne.
    Ale generalnie nie ma dramatu i absurdow, ktorych bylo pelno w poprzedniej propozycji.

    OdpowiedzUsuń
  11. Również mam wątpliwości co do niedzielenia pkt. między autorów w pracach od 100 wzwyż. Tendencja może iść w dwóch kierunkach: 1. faktycznie tworzenie spółdzielni i dopisywanie "kolegów", ale: 2. papier za 100-140 pkt. wymaga dużo pracy i w niektórych sytuacjach korzystnie będzie zaprosić kogoś do wkładu merytorycznego bez oddawania punktów, co będzie sprzyjało pozytywnej współpracy. No i jeżeli ktoś jest w takiej sytuacji, że musi "zaprosić" szefa - nie tylko wilk będzie syty, ale i owca cała ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Proszę Państwa zwycięzcą jest Ecology wydawane przez ESA - 200 punktów ! Porządne pismo, ale bez przesady.

    American Naturalist oraz Nature Ecology and Evolution mają tylko 100 pkt, tyle samo mają: Global Ecology and Conservation, Oecologia, Oikos i PlosOne.

    Dwa pisma o bardzo podobnym poziomie i tematyce, oba z impaktem 2 "z hakiem": Ecology and Evolution - 100 pkt; Frontiers in Ecology and Evolution - 20 pkt.

    Jest dziwnie.

    OdpowiedzUsuń
  13. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że Ministerstwo zabrało się za pracę od końca. Najpierw powinniśmy znać tę listę a dopiero potem przypisywać się do dyscyplin. Ja bym teraz nie wybrała 100 % biologii bo wyleciało parę fajnych czasopism.

    OdpowiedzUsuń
  14. Tak jak przewidywałem w artykule w Forum Akademickim https://prenumeruj.forumakademickie.pl/fa/2019/06/punktacja-czasopism-naukowych/
    punktacja zaproponowana przez nasz zespół została zaburzona przez uśrednianie i zaokrąglanie w górę punktacji różnych dyscyplin - przypadek J Ornithol jest dobrą ilustracją tej anomalii. Niestety, nasze sugestie, aby odejść od tego algorytmu trafiły na razie w próżnię! Przy okazji przypominam, że deklarując się jako biolodzy, wciąż możemy sprawozdawać czasopisma nieprzypisane do tej dziedziny.
    Jacek Radwan

    OdpowiedzUsuń
  15. W mojej dziedzinie nauki coś poszło nie tak. Tytuły za 35-40 punktów trafiły ogólnie do nowej grupy 70-100, ale dokonano też arbitralnej korekty na 140 dla wąskiej grupy amerykańskich czasopism. Czyli "szerokie" kategorie punktowe doprowadziły do bardzo wyraźnego faworyzowania małego zbioru czasopism, które dotychczas nie miały takiego statusu. Nie o prace za 200 pkt. będzie się rozgrywała ocena najliczniejszych naukowców, ale właśnie o te średniaki do publikowania dobrych regularnych prac. Dla kogoś z wiodących naukowo państw nie ma wyraźnej różnicy pomiędzy tytułami za nasze 70-140 pkt., gdzie dopiero czas i cytowania pokazują impakt danej pracy, a naprawdę wyróżnione są jedynie tytuły za nasze 200 pkt. Sztuczne wyciąganie wybranych średniaków na pewno nie doprowadzi do poprawy jakości przeciętnych badań w Polsce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziwia mnie takie wpisy. Wyrazaja wiare, ze nauke mozna poprawic przy pomocy "ksiegowosci". Nie mam nic przeciwko tworzeniu list, "punktozie" w ograniczonym zakresie, gdyz one zmuszaja ludzi do dzialania (dawni profesorowie nie moga juz dzis powiedziec "ja juz nic ie musze" itp.). Ale zaskakuje mnie to, ze wiele osob wierzy, ze prace naukowa mozna ocenic poprzez sam wybor czasopism. I to w czasach, gdy jestesmy szturmowani czasopismami open access, czesto bardzo slabymi, ale szybko nabijajacymi ludziom cytowania. Wiec ja np. rozumiem, ze gdy nie ma komu wierzyc ludzie stawiaja na cos po prostu jako tako solidnego, czyli na czasopisma amerykanskie.

      Usuń
    2. Wszędzie na świecie są systemy finansowania oparte o produktywność naukowców. Właśnie Anonimowy 7 sierpnia 2019 20:32 wskazał, dlaczego kontrolowanie "księgowości" jest ważne. Reguły muszą być przejrzyste. Wszyscy narzekali na starą listę opartą o sam impact factor. Nowa lista to miała poprawić, a skończyło się na tym, że będzie jeszcze gorzej, bo część punktacji ustawiono w niezrozumiały sposób. Może te dane powinny zostać upublicznione z komentarzem, dlaczego akurat tak postąpiono. Obawiam się, że nasza nauka szczyt swoich możliwości ma już za sobą i pozostaną tylko przepychanki naszych lokalnych gwiazd.

      Usuń
  16. Ciekawe pozycje:
    - European Zoological Journal (dawniej Italian Journal of Zoology) 140 pkt.
    Pomyłka? Raczej powinno być 40 pkt.

    - Wildlife research (IF 1,24) 40 pkt.
    - Wildlife Society Bulletin (1,29) 40 pkt.
    - Sylwan 40 pkt.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po wpisach widać, że obecna lista jest podobnej jakości do wcześniejszej (nawet autorzy listy wyrażają wątpliwości do do jej jakości, patrz wyżej). Po co to wszystko było robić?

      Usuń
  17. HYSTRIX-Italian Journal of Mammalogy (IF 1.195) - 100 pkt
    Nature Ecology & Evolution (IF 10.965) - 100 pkt

    Teraz już wiem, gdzie trzeba publikować :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja bym proponował European Zoological Journal (IF = 0.942) = 140 pkt :) .

      Usuń
    2. No przecież to było do przewidzenia. Chodzi o to, publikując do np. European Zoological Journal (IF = 0.942) = 140 pkt, czy innych tu wymienionych (i wielu niewymienionych) żurnali z wielką dysproporcją pomiędzy IF i nową punktacją > 100 pkt, żeby się małym kosztem obłowić punktowo. Przypomnę, że punkty za publikacje w pismach powyżej 100 pkt równo dostają wszyscy współautorzy. Wiemy jak to bywa z dopisywaniem autorów do papieru (a to szef, a to kumpel, a to trzeba ciągnąc za uszy nieudacznika). Przewiduję dalsze postępy w degrengoladzie nauki w Polsce, w świetle wskaźników uznawanych na świecie. Choć oczywiście Nauka Sarmacka z korzeniami u starożytnych Scytów będzie się miała (teraz również punktowo) bardzo dobrze, a nawet coraz lepiej. Ot, kolejny przykład "wstawania z kolan" (pod stołem).

      Usuń
    3. ok, faktycznie Eur Zool Journ (poprzednio jako Italian J Zool) z punktacją wyższą niż Nature Ecol Evol (>10-krotna różnia w IF) jest grubym błędem tej listy.Dlaczego tak się stało, ktoś rozumie?

      Usuń
    4. Obstawiałbym że dobrym wytłumaczeniem jest to co napisano powyżej - punkty za publikacje > 100 pkt się nie dzielą między autorów. Stąd myślę że tego typu przypadki są swoistymi "kołami ratunkowymi" dla niektórych badaczy.

      Usuń
  18. Proponuje małe śledztwo. Jeśli skład komisji opracowującej punktacje jest jawny, to wystarczy spojrzeć kto z szacownego TWA publikował (lub też kto z otoczenia) publikuje w świerszczykach typu European Zoological Journal i kto bez tak widocznych w świecie nauki pozycji, nie miałby szans na awans naukowy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proponuje prostsza rzecz. Kiedys zreszta juz o tym pisalem. Nalezy upublicznic formularze z danymi jednostek z ostatniej oceny. Przeciez rzecz dotyczy instytucji panstwowych, a wszelkie informacje o publikacjach sa jak najbardziej jawne. Dlaczego te dane sa tajne? Dlatego, ze tam sa nieprawdopodobne przekrety (chociaz wszystko formalnie jest zgodne z prawem). Skadinad wiadomo, ze nic tak skutecznie nie odstrasza ludzi przed wyglupami, jak swiadomosc, ze zostanie to pokazane w detalach.

      Usuń
    2. W mojej jednostce takie dane znają tylko dyrektorzy. Słyszałem bajki o danych osobowych itp., ale tak naprawdę nie chcą pokazać, którzy pracownicy nic nie robią, bo są wśród nich "znani i szanowani". Jak teraz pracownicy sami nie znają ankiet swojej jednostki, upublicznienie takich informacji wydaje się nie do zrobienia. Jeszcze by komu przyszło do głowy, żeby potem upublicznić zarobki i dopiero byłaby komedia...

      Usuń
    3. U mnie jest w sumie podobnie i wlasnie dlateo cala ta ocena jednostek to fikcja, gdyz dane o publikacjach nawet teraz nie podchodza pod zadne RODO. A z plotek wiem, ze ostatnia ocena zostala wykrzywiona w wielu przypadkach tzw. patentami (ktore mozna bylo dopisywac bez ograniczen, a ktore zadne wartosci nie mialy) oraz ustawianiem sie pod pisma, ktorym odebrano IF, ale wspanialomyslnie pozostawiono je w ostatecznej punktacji MNiSW. Tylko, ze nie ma danych, wiec sprawdzic tego nie mozna. Ostatnio jest afera, gdyz okazuje sie, ze PL odbiera tylko jedna trzecia pieniedzy ktore wplacamy na granty unijne (ostatnie miejsce w UE). Ale wiadomo o tym tylko dlatego, ze Prezesowi PAN puscily nerwy i to naglosnil. Od lat wielu mowi sie o przejrzystosci wszelkich ocen w srodowisku akademickim, ale jak na razie to przejrzystosc objela tylko postepowania habilitacyjne.

      Usuń
  19. 140 punktów dla czasopisma Journal of Ornithology wydaje się grubo zawyżone. Poczyniłem ciekawą obserwację. W pierwszej połowie 2019 roku nastąpił wyraźny wzrost liczby prac polskich autorów w tym czasopiśmie. Czyli w czasie od kiedy obowiązywała będzie ogłoszona punktacja. Wygląda na to, że niektórzy badacze trafnie rozpoznali nadchodzące zmiany i zdecydowali się na publikacje w tym czasopiśmie.
    Poniżej podaję dane ze Scopusa dotyczące artykułów polskich autorów w Journal of Ornithology w ostatnich czterech latach:
    - w 2016 r. polscy autorzy opublikowali 9 prac,
    - w 2017 r. polscy autorzy opublikowali 8 prac,
    - w 2018 r. polscy autorzy opublikowali 9 prac,
    - w 2019 r. (do lipca) polscy autorzy opublikowali 15 prac.
    Równie ciekawe jest zestawienie afiliacji autorów tych publikacji. Ten wyraźny wzrost spowodowały szczególnie publikacje z jednego ośrodka naukowego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa obserwacja. Niczym polowanie na czarownice. Journal of Ornithology to przede wszystkim porządne wydawnictwo ornitologiczne i nic dziwnego że ludzie chcą tam publikować. Mamy w kraju wiele silnych zespołów zajmujących się różnymi aspektami ornitologii i jest to odzwierciedlone w ich obecności w tym, i wielu innych wydawnictwach.
      Natomiast sam uważam że J Ornithol powinien mieć max 100 punktów a 140 ornitologiczna czołówka jak Auk, Ibis czy JAB.

      Usuń
    2. Do Anonimowych 7 sierpnia 20:32 i 21:15. Ostatnio problemem w nauce stało się wymyślanie teorii spiskowych. Polecam rozeznanie kim są osoby, które mają publikacje w J Ornithol we wspomnianych latach. Nie sądzę, żeby byli to ludzie zdolni do wyrachowanego pisania publikacji i załatwiania sobie z tego profitów, a przynajmniej część z tych ludzi nie wydaje się być układowa. Nie wiem na jakiej podstawie Ibis ma mieć 140 pkt, przecież ma IF ok. 2. Warto dodać, że również na poprzedniej liście pism J Ornithol miał wysokie 40 pkt. przy IF=1.71 czyli tyle co Biological Conservation z IF=4.66

      Usuń
    3. Podałem przykład J Ornithol nie po to, aby komukolwiek zarzucać nieuczciwe działania. Chciałem jedynie zwrócić uwagę na to, że niejasne kryteria stosowane przez zespoły przy dodawaniu/odejmowaniu punktów niektórym czasopismom mogą zastanawiać i rodzić wątpliwości.

      Usuń
  20. Do An. 20:32.
    Liczył Pan chyba autorów, a nie prace. Podaję liczbę publikacji i afiliacje (miasta) pierwszych autorów w latach 2017-2019 (do lipca):
    -2017: Poznań - 3, Gdańsk - 1, Łódź - 1
    -2018: Wrocław - 1, Kraków - 3, Łodź - 1
    -2019: Poznań - 5, Kraków - 2, Gdańsk - 1, Łodź - 1

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To proszę policzyć wszystkie, również współautorskie prace, w których w przynajmiej w jednym adresie jest Poland (nie tylko pierwszego autora), to będą inne liczby. Przypomnę, że 140 pkt nie dzieli i instytucja autora/współautora dostaje je w całości

      Usuń
    2. Od jakiego progu (100 czy 140) nie dzieli się punktów pomiędzy współautorów? Bo różne wypowiedzi sugerują co innego. W projekcie rozporządzenia było zdaje się 140, ale na ilu w konsekwencji stanęło?

      Usuń
    3. Od 100 nie dzieli się punktów

      Usuń
    4. Do an. 21:44.
      Wątpię, żeby zagraniczni autorzy zabawiali się w dziwną punktację made in Poland. Poza tym, od roku dostępna jest nieoficjalna wersja punktacji czasopism i to pod nią od tego czasu można było taktycznie "grać" o punkty. Nieadekwatna punktacja to jedno, a przydzielenie do dyscyplin to druga rzecz. I tu też są niezłe 'kwiatki".

      Usuń
  21. Czy może mi ktoś wyjaśnić na podstawie JAKICH KRYTERIÓW czasopismo European Zoological Journal z 0.942 IF dostało 140 punktów?

    OdpowiedzUsuń
  22. Przestańcie się tym przejmować. Trzeba publikować w b. dobrych czasopismach, a nie patrzeć na te "sfabrykowane" punkty. Czy to, że Nature Sustainability ma 20 punktów, znaczy, że nie będziecie wysyłać tam artykułów? Jeśli o mnie chodzi to ja mam gdzieś ministerialną ocenę punktową. Jak mi będą przyjmować pracę do NS to będę tam wysyłał. Nie zwracać uwagi na tych ..... /każda inwektywa/ z Ministerstwa i "przy-korycia"

    OdpowiedzUsuń
  23. Zdzislaw M. Szulc8 sierpnia 2019 20:40

    "Nie jest zle"..!? Zgoda, w odniesieniu,... do czasopism zagranicznych. Przyklad czasopisma ..za 200pkt i jego "publikacyjene 'osiagniecie" : "What do philosophers believe?"
    D Bourget, DJ Chalmers
    Philosophical Studies 170 (3), 465-500 // < https://scholar.google.pl/citations?hl=pl&vq=hum_philosophy&view_op=list_hcore&venue=B5Rt8d5W5YkJ.2019 >) .

    OdpowiedzUsuń
  24. Chyba jest źle, skoro znowu pastwimy się nad J. Ornithology. W poprzedniej punktacji i na tym blogu, również to czasopismo było sztandarem absurdu punktów "made in Poland" i jak widać dalej zostało. A wystarczyłoby używać impakt faktorów...

    OdpowiedzUsuń
  25. Punktacja J. Ornithology to ciekawy przykład „z naszego podwórka”. Pewne fakty muszą zastanawiać. O wzroście liczby publikacji polskich autorów z jednego ośrodka naukowego w tym czasopiśmie w 2019 r. już wspomniano. Dla jasności sytuacji należy dodać, że dwóch badaczy z tego ośrodka naukowego jest związanych z J. Ornithology (jeden jest redaktorem tematycznym, a drugi członkiem rady redakcyjnej). A ośrodek ten był mocno reprezentowany w zespołach doradczych dla dyscyplin, w których przydzielano punkty temu czasopismu. Oczywiście nie sugeruję, że fakty te miały jakieś znaczenie przy ustalaniu tych 140 punktów, ale mogą rodzić pytania.

    Do takich sytuacji dochodzi, gdy zespoły doradcze stosują niejasne kryteria oceny. I nie dziwi to, że jest mniej zastrzeżeń do punktów dla najlepszych czasopism, bo w nich publikują nieliczni polscy badacze. Natomiast sporo „kwiatków” mamy w przypadku czasopism słabych i przeciętnych, bowiem nie trzeba wytężać umysłu, aby zrozumieć, że podwyższenie punktów takim czasopismom może mieć istotny wpływ na pozycję rankingową słabych instytucji naukowych. Dlatego spodziewam się wzrostu liczby publikacji polskich autorów w słabych czasopismach obdarowanych wysokimi punktami przez zespoły doradcze ekspertów. Tak właśnie wygląda „podnoszenie” poziomu polskiej nauki w wykonaniu Ministerstwa z udziałem reprezentantów polskich naukowców. Ale nie ma sprawy, bo wszystko można skwitować terminem teorii spiskowych i stwierdzić, że powstał najlepszy, obiektywny ranking czasopism na miarę naszych możliwości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Osiejuk jest z UAMu, a Tryjanowski z UP. Zarówno jeden jak i drugi nie potrzebują prac w J Ornitho aby podnieść albo zachować swój poziom naukowy. Popatrzcie gdzie ostatnio publikowali i pomyślcie czy J Ornitho jest dla ich dorobku "game changerem".
      Osiejuk został redaktorem tematycznym od bioakustyki w J Ornitho w lipcu 2019 roku. Wcześniej był m.in. edytorem w Animal Behaviour. A Tryjanowski jest związany również z innymi czasopismami. Jego European Journal of Ecology ma aż 20 punktów.

      Sorry, ale ciągle utrzymuję swoje zdanie, że szukacie czarownic.

      Usuń
  26. Muszę przyznać, że kiedy zaczęła się ta dyskusja z wymienianiem J Ornithol w tle, to przemknęło mi przez głowę że może dojść do takiej dyskusji. Głównie z tego powodu, że nie raz już dochodziło do podobnych spiskowych teorii na tym blogu... choć zawsze anonimowo.

    W skrócie to tak. Tak Piotrek jest wielu lat członkiem rady redakcyjnej, ja faktycznie w czerwcu dostałem propozycję zastąpienia Silke Kipper na "pozycji" redaktora tematycznego od bioakustyki. Mam na to świadków, bo wkurzyłem kilka osób usilnie próbując zr dwie godziny odpowiedzieć na emaila z telefonu redaktorowi, co się zresztą nie udało. Rzecz działa się w Ugandzie :) Udało się dopiero z Polski. Jak na razie dostałem do obróbki parę prac, co do której żadna ostateczna decyzja jeszcze nie zapadła. Żadna z Polski.

    Natomiast teza tego, że Poznań jako ośrodek w sposób tajny i przemyślany zawyżył ocenę J Ornithol na 140 pkt. jest faktycznie fajnym przykładem na lekkie opętanie.

    Po pierwsze, żadna z dwóch osób z UAM, która była w tym ciele oceniającym czasopisma biologiczne, nie ma z J Ornithol nic wspólnego, żadnej pracy tamże (sprawdzałem przed chwilą). Nie chcę się za nich wypowiadać ale myślę, że mamy zbieżne poglądy, jeśli maksimum skali to 200 pkt. to J Ornithol powinno mieć maksymalnie 100 i moim zdaniem żadne ornitologiczne mnie powinno mieć więcej. Na 140 zasługują te nieco szersze, jak górne kwartyle czasopism ekologicznych czy behawioralnych.
    Nie mam niestety pojęcia czy w ogóle i jeśli już to kto konkretnie z UP był w gronie osób oceniających czasopisma dla Ministerstwa. I w sumie nie wiem czemu J Ornithol ma 140 pkt., choć akurat - jak się można domyślić - w całym tym kontekście punktowym w ogóle mnie to nie martwi.

    Po drugie, ornitologów w Poznaniu jest jak psów, to tak naprawdę kilka jednostek na UAM i UP i czasami dużych osobowo. Ta spora liczba prac jest po prostu odzwierciedleniem tego, że w ogóle publikujemy dość dużo. Trudno być ornitologiem w Europie i nie posłać do jednego z kilku ogólno-ornitologicznych czasopism… od czasu do czasu.

    Po trzecie, kilka słów o samym J Ornithol. To zdaje się jest najstarsze na świecie czasopismo ornitologiczne, recenzowane, z międzynarodową radą itd. Miało lepsze i gorsze okresy ale chyba nie spadało nigdy poniżej pewnego, sensownego poziomu. Obecnie cierpi głównie, w mojej ocenie, nie z powodu tego że publikuje słabe prace, ale z z tego powodu że proces recenzowania i publikowania prac trwa za długo. Z moją ostatnią pracą, która ukazała się w styczniu - jeśli dobrze pamiętam - „walczyłem” w tym czasopiśmie rok, z czego większość czasu czekałem na decyzje redaktora a nie na recenzje. Trudno oczekiwać wzrostu IF kiedy w sposób niejako mechaniczny opóźnia się możliwość cytowania prac wchodzących do IF o… lekko licząc pół roku albo więcej.
    Plusem tego czasopisma jest natomiast to, że daje możliwość publikacji nie tylko super nośnych rzeczy, na to połaszczy się każde czasopismo, ale też wartościowych prac, które ze względu na dużą specjalizację czy sporadyczność opisywanej obserwacji lub zjawiska, nie spełniają rygorystycznych wymogów czasopism z wyższej półki. Na przykład wielkości próby, doskonałości zaplanowanego eksperymentu… a przede wszystkim zainteresowania szerokiego grona odbiorców. A wbrew pozorom takie prace są ważne i nie rzadko okazywało się, że dawały asumpt do odkryć naukowych, które bez nich pewnie by się zadziały ale byłoby to znacznie opóźnione w czasie. Dlatego dogadując szczegóły moje pracy w czasopiśmie, między innymi zobowiązałem się, że będę działał szybko. Natomiast felerem jest to, że ze względów prawnych - mimo nie wtrącania się w decyzję redaktorów tematycznych - akceptacji pracy w J Ornithol „przyklepuje” ostatecznie redaktor naczelny, który jak wiadomo często jest niedostępny (praca).

    Pozdrawiam,
    Tomek Osiejuk

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tomek, dzięki za wyjaśnienie i informacje.
      Musimy rozumieć to pojawianie się teorii spiskowych - przypomnijmy, że żyjemy w kraju, gdzie "lub czasopisma" faktycznie się zdarzają. Chyba najlepszą praktyką powinna być totalna jawność wszystkich procesów oceny, punktacji, składu komisji, itp. - chętnie zobaczyłbym tabelę z punktami wynikającymi z przyjętego algorytmu, plus uzasadnienie do każdej zmiany tej punktacji (dodanie lub odjęcie punktów).

      Usuń
    2. Z góry założono, ze proces oceny będzie niejawny. Urzędnik Ministerstwa zakazał członkom zespołów ekspertów informowania i ujawniania dokumentacji roboczej. Szczegóły w artykule OKO.press. Link w poniższym wpisie.

      Usuń
    3. Tu
      http://www.bip.nauka.gov.pl/g2/oryginal/2019_01/9cdf7e8af9521cdbfbce9d96504a5c3a.pdf
      jest ZARZĄDZENIE MINISTRA NAUKI I SZKOLNICTWA WYŻSZEGO z dnia 25 stycznia 2019 r.
      w sprawie powołania zespołów doradczych do spraw wykazów czasopism naukowych i recenzowanych materiałów z konferencji międzynarodowych.
      Lista zawiera imiona i nazwiska ekspertów, ale ich przyporządkowanie do instytucji nie powinno być trudne.

      Usuń
    4. ok, dziękuję! Chciałbym jeszcze zobaczyć listę czasopism, w których ręcznie zmieniono (i jak zmieniono) punkty - jest taka?

      Usuń
    5. Pamietam dyskusje pod poprzednia (nieoficjalna) punktacja czasopism - autor bloga i kilka innych osob przestrzegalo przed "ocena ekspercka" przy ewaluacja czasopism zamiast czystego algorytmu ze wskaznikow bibliometrycznych. Oczywiscie ministerstwo zrobilo po swojemu i teraz zbiera na tym blogu sluszne baty za brak przejrzystosci. Ale uwazam, ze w naukach przyrodniczych, mimo pewnych niedociagniec listy, mozna bedzie robic uczciwie dobra nauke. Czy dane pismo dostalo 100, czy 140pkt, nie zrobi wiekszej roznicy.

      Usuń
    6. też tak myślę - mimo kilku poważnych niedociągnięć, ta lista nie jest jakoś bardzo zła, większość dobrych czasopism ma dobre punkty

      Usuń
    7. Ta lista ma wszystkie błędy listy poprzedniej. Wcale nie większość dobrych czasopism ma dobre punkty. Wszystko zależy od subdyscypliny. W jednych przeciętne tytuły mają za dużo punktów, w innych dobre za mało. W ekologii szeroko rozumianej jest to może i bardziej wyrównane, ale to za mało aby tak uogólniać. I te komentarze ministerstwa i portali internetowych: "koniec z punktozą" - ta lista to dalszy i głębszy wyraz punktozy niż nawet lista poprzednia. A wystarczyłoby tylko jak w USA - czasopisma indeksowane w jednym worku, nieindeksowane w drugim i tytuły wiodące (nie więcej niż 10%) w trzecim. I zamiast ganiać za punktami badacze by się zajęli pracą naukową, a czas by weryfikował co się w nauce ostanie jako dobro trwałe, a co by poszło w niepamięć.

      Usuń
    8. moim zdaniem 3 kategorie zamiast 7 obecnych to znacznie gorszy pomysł. Wtedy każdy tekst w Sylwanie byłby równocenny z tekstem w J.Anim.Ecol - sorry, ale to byłby znacznie większy absurd.
      Ok, nie wiem jak jest poza ekologią, patrzyłem głównie na "swoje" czasopisma, i tu jest raczej ok, chociaż - jak na początku pisałem - jest kilka nieoczekiwanych, moim zdaniem błędnych, klasyfikacji czasopism do kategorii punktowych.

      Usuń
    9. Tak ci się Michale wydaje, bo myślisz już jak osoba zarażona punktozą. Te proste systemy (podobny jest w Danii) mają właśnie tę zaletę, że badacz skupia się na meritum, a nie za gonieniu za punktami. W dobrych jednostkach i tak każdy by wiedział, że publikacja w J. Anim. Ecol. jest cenniejsza niż w Sylwanie i ta presja merytoryczna by skłaniała do publikowania w tych lepszych tytułach. Dzisiaj strategia skłania do szukania tytułu o wyższej punktacji, a nie o wyższym prestiżu (te nasze tabele wyraźnie pokazują, że to nie jest skorelowane). W wielu subdyscyplinach tytuły publikujące absolutnie te same typy publikacji mogą mieć rozrzut od 20 do 100 pkt, dopiero powyżej 100 zaczyna się bardziej wyrównany prestiżowo poziom. Na dodatek w biologii np. molekularnej ta średnia jest bliżej 100 pkt, a w biologii środowiskowej bliżej 40 pkt, co nie ma żadnego uzasadnienia merytorycznego. W USA, gdzie w tej chwili pracuję, właśnie na te dysproporcje między subdyscyplinami bardzo zwracają uwagę, gdyż taka polityka jak teraz uprawiana w Polsce spowodowała zamieranie niektórych z nich (chociaż ja chyba na tym skorzystałem, bo teraz na gwałt ściągają ludzi spoza USA na wypełnienie tej luki).

      Usuń
    10. Brednie wypisujesz czlowieku, za duzo Chuckbox'ow najadles się w przydroznej spelunie. Zbijasz baki i wypisujesz te dyrdymaly, kiedy to wszystko nieprawda. Ci najlepsi w USA zwracają uwagę na IF jeszcze bardziej niz w Polsce. A znam takich kolezkow, ktorzy tracili stanowiska, bo nie dali rady opublikowac w czaspismnie z IF za minimal 10.

      Usuń
    11. @Anonimowy16 sierpnia 2019 13:57, nie masz racji pisząc, że punktacja i prestiż nie są skorelowane - są bardzo mocno skorelowane, choć faktycznie jest trochę outlierów. Rozumiem, że można mieć zastrzeżenia do obecnej listy, ale pisanie, że ona jest całkowicie bez sensu też do niczego nie prowadzi.
      Masz rację co to podejścia zachodniego, w Szwecji też nie było żadnych punktów, listy, itp., a mimo to wszyscy chcieli wysyłać jak najwyżej. Pamiętam, że z jedną pracą odbijali się aż 9 razy, zanim jakieś czasopismo to wzięło, co pokazuje wyraźnie, że próbowali uparcie wbić się z tym maksymalnie wysoko. Ale czy u nas też tak by to wyglądało, gdyby nie punkty? Mam ogromne wątpliwości, my prezentujemy drastycznie inną kulturę pracy i sporo u nas jednostek naprawdę miernych na wysokich stanowiskach.

      Usuń
    12. Anonim z 13:57 do an. z 23:51
      Naucz się najpierw czytać ze zrozumieniem, a dopiero potem się wypowiadaj. Jestem pewien, że nigdy nie byłeś w USA i nie znasz specyfiki pracy tutaj. Kiedy wygrałem konkurs na etat profesorski na stanowym uniwersytecie miałem tylko 2 prace opublikowane w czasopismach, które na polskiej poprzedniej liście miały ponad 25 pkt. Liczył się cały dorobek i wizja stworzenia nowego ośrodka badań i dla potrzeb mojego obecnego uniwersytetu ten mój nisko IF-owy dorobek więcej znaczył niż kilka prac o wyższym IF. Ja w swoim poście zresztą nigdzie nie napisałem, że w USA nie liczy się IF tylko o tym, że w określonej subdyscyplinie bardzo dobre czasopisma mogą mieć niski IF i wysoki prestiż, bo tu się porównuje prestiż wewnątrz subdyscyplin, a nie bezwzględny IF. Celuje się więc nie w bezwzględną wartość IF tylko w prestiż tytułu. Działam w dwóch kompatybilnych subdyscyplinach, w pierwszej topowe tytuły mają IF ok. 1.0, w drugiej powyżej 3 i to rzutuje na wybory tytułu do publikacji. To prawda, co pisze Michał, że staramy się pchać prace jak najwyżej w danej subdyscyplinie. Każdy tu ma doświadczenie z jakaś pracą, która zaczyna start od redakcji z najwyższej półki, a w toku kolejnych recenzji spada w końcu trochę lub bardziej na niższą półkę, ale nie jest to powód do rozpaczy, bo w końcowym efekcie liczy się całość dorobku. Poza tym, mamy to jasno określone granice, w których się poruszamy. W umowie z unuiwersytetem podpisuje się zobowiązanie, że rocznie opublikuje się x prac z danej subdyscypliny ale bez określania IF-a tych prac (samo przez siebie się rozumie, że chodzi o prace w tytułach indeksowanych, ale dodatkowe publikacje niżej prestiżowe nikomu nie przeszkadzają, a czytałem już na tym blogu, że w Polsce mogą one świadczyć przeciwko badaczowi, co jest kuriozalne).
      Poza tym, Michale, wskaż miejsce w moim poprzednim wpisie, że obecna lista jest "całkowicie bez sensu". Obrońcy polskiej punktozy tradycyjnie stosują manipulacje z wypowiedziami krytyków tego systemu.

      Usuń
    13. Napisałeś, że prestiż nie jest skorelowany z IF, czego logiczną konsekwencją powinno być uznanie IF (oraz punktów na nim bazujących) za całkowicie bezwartościowe. Jest to oczywiście nieprawda, bo prestiż jest skorelowany z IF, a pisanie, że nie jest, to właśnie manipulacja.

      Usuń
    14. Nie odpowiedziałeś na moje pytanie, tylko dalej nadinterpretujesz moje wypowiedzi, ale u ciebie i niektórych innych "znawców" tematu to norma na tym blogu w dyskusjach z krytykami punktozy. Na końcu zawsze i tak pada argument, że Polska to specyficzny kraj z innymi warunkami, więc porównywanie jej z takimi krajami jak USA, Szwecja czy Dania itd. nie ma sensu. Nie, Polska to kraj jak inny (choć więcej chyba w niej cwaniaków), można ją zmieniać przez tworzenie efektywnych systemów oceny, a nie systemu promującego te cwaniactwo. Nie widzę z mojej perspektywy żeby pozycja Polski w rankingach naukowych i uniwersyteckich wyraźnie poprawiała swoją pozycję mimo już ładnych paru lat istnienia tych systemów parametrycznych. Natomiast spotykam w USA coraz więcej osób z Polski na postdocach marzących o załapaniu się na kontrakt profesorski chociaż w stanowych uniwersytetach (w których gwarancja uzyskania tenure jest dużo wyższa niż w prywatnych uczelniach z ligi bluszczowej), bo każdy z nich jest w rankingach wyżej niż jakikolwiek uniwersytet z Polski.

      Usuń
    15. Nie jestem an. z 11:17 ale go znam, lecz wpis gościa z 11:43 to kwintesencja polskiej mentalności. Zawistnego gnojka, który nie może dopuścić myśli, że ktoś może tylko sobie zawdzięczać karierę w nauce. Odzywka typowego "Świra".

      Usuń
    16. Bardzo proszę, nie idźmy w tę stronę. Usuwam komentarz z atakiem personalnym

      Usuń
    17. @Anonimowy17 sierpnia 2019 11:17
      1. Cytuję Twoją wypowiedź: "tytułu o wyższej punktacji, a nie o wyższym prestiżu (te nasze tabele wyraźnie pokazują, że to nie jest skorelowane" - to jest ewidentną bzdurą, chyba nie bardzo rozumiesz czym jest korelacja, skoro piszesz to na poważnie i mimo zwrócenia uwagi nadal bronisz tego stanowiska. Prestiż i punkty są mocno pozytywnie skorelowane, choć (niestety) nie idealnie.

      2. Sam sobie zaprzeczasz, pisząc "na końcu zawsze i tak pada argument, że Polska to specyficzny kraj. Nie, Polska to kraj jak inny" a potem zaraz dodajesz "choć więcej chyba w niej cwaniaków".

      3. Znów błąd logiczny - piszesz: "Nie widzę żeby pozycja Polski wyraźnie poprawiała swoją pozycję mimo już ładnych paru lat istnienia tych systemów parametrycznych". Czy naprawdę nie rozumiesz, że zmiana before-after nie może być dowodem na efekt (bądź jego brak) rozpatrywanego czynnika?

      A personalne uszczypliwości, przy braku odwagi by ujawnić swoje nazwisko, uznaję za dowód słabości Twojej opinii. Powiedziałbym nawet, że (niestety) to staje się normą, że osoby najgłośniej krytykujące, są często najbardziej strachliwe.
      Pozdrowienia,

      Usuń
    18. Michale, jeżeli w tabeli kilka czasopism ma taką samą zawartość merytoryczną, a ich IF wynosi 0.9, 1.05, 1.1 (w naszej punktacji daje to odpowiednio 20, 40, 70 pkt) to czy to znaczy, że ten z 70 pkt. ma większy prestiż? Otóż daję ci gwarancję jako autor prac w każdym z tych tytułów, że w naszej subdyscyplinie wszystkie te tytuły mają ten sam prestiż. W subdyscyplinie taksonomia i systematyka, która nie ma osobnej tabeli w ISI ten rozrzut między punktami a prestiżem jest jeszcze mocniej widoczny niż w ekolgii. Nie pisz więc o ewidentnej bzdurze, bo ta korelacja łamie się w wielu miejscach.

      Co do pozycji Polski: w założeniach reformy, ubocznym skutkiem parametryzacji (obok głównego celu jakim miało być łatwiejsze dzielenie kasy przez urzędników ministerstwa, bynajmniej nie ocena pracowników, tylko parametryzacja jednostek) miał być wzrost pozycji Polski w rankingach światowej nauki i uniwersytetów. Więc jednak oczekiwano, że ten czynnik ma dawać jakiś efekt "after". Można dyskutować, czy czas istnienia tego systemu jest już wystarczający aby ten efekt zauważyć (ja uważam tak jak kolega z USA, że już powinien być zauważalny, a nie jest).

      Zgadzam się z kol. z USA, że Polska nie jest tak inna jak reszta krajów (trochę jeździłem po świecie) jak to podkreślacie. Nawet ta chyba słuszna uwaga o cwaniakach - u nas się mówi zaradnych - nie uprawnia do zarzutu zaprzeczenia, pewne różnice charakterologiczne w narodach istnieją. Ale jeżeli tak już jest, to też podzielam opinię naszego rodaka, że tworzenie systemu sprzyjającego tym "zaradnym" jest błędem. Prof. Radwan w poprzednim wątku pisał, że w zespole biologicznym biolodzy molekularni stanowili większość. Skoro decyzje zapadały głosami większości, to czy mam podstawy sądzić, że końcowy efekt w postaci tabeli jest obarczony grzechem zaradności pewnych grup decyzyjnych? Sami dostrzegaliście też pewne zależności między składem zespołu a wyższą punktacja niektórych tytułów z ekologii (ornitologii). Gdyby istniał system amerykański, duński itd. bez tej bizantyjskiej piramidy punktowej to zniknęła by podstawa do zarzutów o "zaradność". Ale, niestety, nasz hierarchiczny system został stworzony przez zaradnych dla zaradnych dla grabienia kasy, a nie dla podnoszenia jakości nauki.

      Usuń
    19. Wg mnie, osoba z USA pisze bardzo sensowne rzeczy, ale fakt, ze robi to anonimowo powoduje, ze jej uwagi sa tylko szumem informacyjnym, nie rozniacym sie od uwag innych osob (w tym moich). Na pewno, ktos osadzony w systemie USA moglby pelnic tutaj role pewnego autorytetu, jesli chcialby. Podejrzewam, ze przyczyna nieujawniania sie, sa pewne powiazania rodzinne z PL. Trzeba wziac to na klate. Jesli np. ktos ma tatusia "prof.", to bez watpienia takiej osobie bylo latwiej dzialac w srodowisku akademickim w PL i tego nie da sie zanegowac. Ale jesli ktos dziala w tej chwili w USA, to jednak musi liczyc glownie na siebie, wiec nie mozna za bardzo czepiac sie tych powiazan rodzinnych. Poza tym, w koncu kazdy ma rodzine, ktora w sumie od tego jest zeby pomagac. Czy Polska jest takim krajem jak USA? Oczywiscie, ze nie. My w nauce jestesmy glownie "kopistami", nasladujemy ludzi z krajow wyzej notowanych,, nie wyznaczamy zadnych nowych trendow. U nas rachunek zyskow i strat nie musi sie zgadzac, gdyz w razie czego pada argument "tak robia najlepsi" i to powoduje, ze cwaniactwo u nas ma sie swietnie. W sumie, to my tutaj w PL, po prostu malpujemy innych, czasem udanie, a czasem mniej udanie.

      Usuń
    20. O reformie nauki w Polsce, systemie punktacji i czym to się skończy:
      "Niósł ślepy kulawego, dobrze im się działo;
      Ale że to ślepemu nieznośne się zdało,
      Iż musiał zawżdy słuchać, co kulawy prawi,
      Wziął kij w rękę: "Ten - rzecze - z szwanku nos wybawi".
      Idą; a wtem kulawy krzyknie: "Umknij w lewo!"
      Ślepy wprost i, choć z kijem, uderzył łbem w drzewo.
      Idą dalej; kulawy przestrzega od wody -
      Ślepy w bród: sakwy zmaczał, nie wyszli bez szkody*
      Na koniec, przestrzeżony, gdy nie mijał dołu,
      I ślepy, i kulawy zginęli pospołu.
      I ten winien, co kijem bezpieczeństwo mierzył,
      I ten, co bezpieczeństwa głupiemu powierzył."
      Ignacy Krasicki

      Usuń
    21. Anonimie z 15:36
      Jako kolega ze studiów naszego rodaka z USA, daję ci 100% gwarancji, że insynuowane powiązania rodzinne nie miały najmniejszego wpływu na jego karierę naukową. Amerykanom wpadł w oko jeszcze jako uczeń szkoły średniej, będąc wolontariuszem w stacji naukowej w Arizonie. Na studiach intelektualnie był poza naszym zasięgiem, a znalazł się w USA na życzenie strony amerykańskiej. Zrobił wspaniały doktorat, na pierwszym postdocu (na początku w uniwerku z młodej ligi bluszczowej, potem całe jego laboratorium przeniosło się do bardzo dobrego ośrodka na południu) bez problemu wygrał konkurs na stanowisko profesora stanowego, w którym ma organizować laboratorium łączące klasyczną systematykę i filogenetyke molekularną (w tym drugim uchodzi w USA za jednego z najlepszych speców).
      Jeżeli to On pisze te wpisy (a mam pewne wątpliwości), to rozumiem dlaczego robi to jako anonim. Parę lat temu jego ojciec, a później on na tym blogu byli chamsko hejtowani (parę wpisów wyżej też był taki chamski wpis, który Michał, na szczęście, szybko usunął). Dopóki ten blog będzie anonimowy, to ja rozumiem takie zachowanie. Jak mamy brać na klatę, to niech to robią wszyscy. Zaczniemy wtedy walczyć na argumenty, a nie na hejty.

      Usuń
    22. Nie ma takiej mozliwosci, aby majac powiazania rodzinne, chocby czesciowo z tego nie skorzystac. Po prostu taka osoba ma wiedze o systemie, ktorej nie maja inni bez powiazan. W praktyce to oszczedza czas na unikaniu falszywych ruchow, ktore ci inni musza robic. I w sumie to udowadnianie, ze "on wszystko sam osiagnal" sciaga lawine nieprzychylnych komentarzy. A sama osoba moze byc naprade bardzo pozytywna.

      Usuń
    23. Nie, koledzy rozbawiacie mnie. W dzisiejszych czasach, gdy dostęp do wszelkiej informacji jest tak powszechny gadanie o jakiś powiązaniach rodzinnych to wyraz strasznych kompleksów. Gdyby to szło o karierę w Polsce to tak, można sugerować takie rzeczy. Oczywiście, jak się ma dwóch rodziców profesorów (a tak chyba jest w tym przypadku) to można sugerować jakieś wpływy genetyczne (ale z tego co wiem, to inteligencję dziedziczy się po mamie). Ale dość żartów, może to jakość własna plus pochodzenie z bardzo dobrego ośrodka w tej subdyscyplinie daje te fory (choć wszystkie dane wskazują, że nasz system parametryczny zabije ten ośrodek jak i całą subdyscyplinę).
      Jestem trzecim anonimem, który komentuje ten wątek, żeby nie było nieporozumień. Wszedłem na stronę internetowa tego ośrodka i widzę, że już druga osoba z tej jednostki jest na postdocu w USA, tym razem w Kalifornijskiej Akademii Nauk (promotor rzeczony rodzic), a wśród wychowanków z ostatnich lat jest także doktorant z Korei Południowej (promotorem ten sam rodzic), aktywnie obecnie pracujący w swoim kraju. Więc te fory ma nie tylko syn, ale i inni wychowankowie tego samego profesora (więc teza rodzinna słabnie). Ja żałuję, że nie mogłem być już doktorantem tej osoby, która odsunęła się z powodów zdrowotnych od aktywności dydaktycznej, bo każdy kto miał z nim do czynienia dostawał te fory (widzę, że dwóch innych byłych doktorantów to też już profesorowie tytularni). Ale pewnie zaraz ktoś tu zahejtuje, że to układy mafijne.
      Naprawdę ten blog robi się straszny. Tyle kompleksów się tu wylewa. Też mam wniosek do Michała, żeby wprowadzić identyfikująca rejestrację na blogu, ale pewnie to nie przejdzie, bo gdzie by wtedy te kompleksy leczono.

      Usuń
    24. Ludzie nie rozumieja, ze jesli nie sa obiektywni w ocenie wlasnych dokonan, to pod znakiem zapytania stawiaja inne teorie, ktore propaguja. I tyle. Czasem pewne rzeczy lepiej jest wziac na klate. Chociazby takie, ze dzieciom profesorskim, adwokatow, lekarzy jest troche latwiej na starcie. To zadna ich zasluga, raczej kwestia indywidualnego szczescia w momenie pojawiania sie na swiecie. Ale twierdzenia, ze to nieprawa brzmia doscsmiesznie, bez wzgledu na to z jakia zawzietoscia sa propagowane.

      Usuń
    25. Kiedyś na tym blogu jeden profesor dowalił drugiemu profesorowi (obaj pisali pod nazwiskami) kiedy brakło mu już argumentów rzeczowych: "przecież nikt nie twierdzi, że musi być sprawiedliwie". Szło o system parametryczny i jego konsekwencje. Tak to jest z tym szczęściem. Łatwiej jest być dzieckiem profesora, adwokata czy lekarza. Ale też łatwiej jest jak zostaniesz biologiem molekularnym, a wyjdziesz na idiotę jak się zajmiesz systematyką (to już lepiej być ekologiem).

      Usuń
    26. ja tylko uściślę: pisząc o cwaniakach mam na myśli nie ludzi z panelu oceniających czasopisma, lecz przeciętnych polskich naukowców, którzy - moim zdaniem - pozostawieni bez konkretnych punktów, a z nieokreślonym prestiżem pisaliby po prostu do słabych czasopism. A mając większość przegłosowaliby wysoki prestiż swoich wydziałowych pisemek - to nazywam cwaniactwem, dlatego system antycwaniacki to taki, który nie zostawia im za bardzo pola manewru (czyli twarde punkty, impakt, cokolwiek tego typu).

      Usuń
    27. Do anonima z 11:12
      "Sami dostrzegaliście też pewne zależności między składem zespołu a wyższą punktacja niektórych tytułów z ekologii (ornitologii)."
      O ile mi wiadomo, to w składzie zespołu nie było żadnego ornitologa. Jeśli tak jest, to proszę wyjaśnij o co Tobie chodziło.

      Usuń
    28. Ja jednej rzeczy nie rozumiem. Wszyscy napierdzielają na ten Journal of Ornithology, że tyle punktów, że słabe, że ornitologiczne. Ale jak już przychodzi do oceny taksonomów to nagle sami geniusze z USA, jacy to oni wielcy, że impakt faktory nie ważne, że ich czasopisma z małym IF, ale prestiżowe. Cóż to za swoista paranoja. Otóż, taksonom może być intelektualnym gnomem i publikować w czasopismach typu Taxon i zostanie to uznane ze wybitne osiągnięcie, zaś ornitolog to zapewne hochsztapler, który publikuje mało ważne prace w czasopiśmie o naciąganych punktach, mimo że impakt ornitologicznych czasopism jest z reguły wyższy, niż taksonomicznych. Te wypowiedzi amherykańskich taksonomów, to trochę jak wypowiedzi polskich humanistów - są kompletnie nieprzemyślane, bez sensu.

      Usuń
    29. Anonimie z 23:52
      Kolejny wpis z kompleksami. Wyluzuj kolego. Czytam ten blog od dość dawna, nie jestem taksonomem, ale nie pamiętam, żeby jakiś taksonom nawalał na ornitologów. Raczej głównie pastwiono się tutaj nad taksonomami. O tej naciąganej kwestii z J. Orn. raczej piszą też nie taksonomowie, lecz koledzy po fachu ornitologów (ja sam uważam, że doszukiwanie się tych podejrzanych korelacji to teoria spiskowa i trafiają do mnie argumenty kol. Osiejuka).
      A co do intelektualnych gnomów, to nie brakuje ich w każdej subdyscyplinie. Nawet skłonny jestem zauważyć, że ich przybywa, bo łatwo jest na systemie punktowym robić szybką karierę akademicką niekoniecznie nadążając z rozwojem intelektu. Już ktoś na tym blogu wspominał, że młoda kadra profesorska czasami wydaje się jeszcze mniej rozgarnięta niż przysłowiowe "leśne dziadki". Jako osoba zajmująca się biologią ewolucyjną na styku biologii zwierząt i biologii człowieka mam strasznego kaca, gdy próbuję wciągnąć w dyskusję naszych wspaniałych, młodych tytularnych z działów laboratoryjnych. Kiedy oni się pytają kto to jest Dawkins, Wilson, Hamilton, Chomsky, Dennett, Pinker itd. to człowiek się zastanawia czym jest teraz uniwersytet.

      Usuń
    30. to jest ciekawe zagadnienie - owszem, klasykę trzeba znać, ale z drugiej strony jest cała masa nowej wiedzy, którą też trzeba znać... Czyli profesor dziś powinien wiedzieć, umieć i znać więcej niż profesor 30-50 lat temu? To trochę jak z książkami - warto czytać klasyków ale i współczesnych, ale część tych współczesnych z czasem przechodzi do klasyki, więc liczba książek/autorów, które należy znać się stale powiększa

      Usuń
    31. Michale, to jest problem, który zawsze istniał. Mi nie chodzi o dzieła specjalistyczne, tylko o klasykę, która stanowi kanon współczesnego intelektualizmu w biologii. Mnie nauczał biologii ewolucyjnej, socjobiologii i psychologii ewolucyjnej ten profesor "rodzic", o którym piszecie wyżej. Niby taksonom na co dzień, ale wykłady jak widać miał z dziedzin wykraczających poza codzienne działania (miał też wykłady z taksonomii ewolucyjnej, seminaria z praktycznej taksonomii i seminaria doktoranckie). Na dodatek ze studiów pamiętam jako doskonałe tylko nieliczne wykłady i te jego mieszczą się w tej grupie. Kiedy moje koleżanki behawiorystki ze studiów doktoranckich miały jakieś problemy ze swoja pracą, to często biegały na konsultacje do niego, bo młodzi profesorowie promotorzy nie zawsze umieli im pomóc (albo goniąc za punktami wykręcali się brakiem czasu). Ja teraz przygotowuję wykłady z historii idei w naukach biologicznych i będę się starał też umieścić tam wkład biologów polskich w tej historii (w szerszym kontekście). I tak a propos tego wpisu o taksonomach gnomach powyżej, to muszę dodać, że akurat taksonomowie polscy całkiem ładnie w tej historii się plasują, również w ornitologii, bo tacy badacze jak Taczanowski (ornitolog taksonom, choć bardzo mało osób wie, że był tez wybitnym arachnologiem) mieli wtedy światową sławę, podobnie Kulczyński, Dybowski i wielu innych. Byli też prawdziwe omnibusy, jak Stach, który łączył taksonomię owadów bezskrzydłych z paleontologią kręgowców. A protokoły z egzaminu doktorskiego Nussbauma-Hilarowicza zmroziły by każdego dzisiejszego doktoranta (nota bene bardzo podobnie wygląda dzisiaj taki egzamin doktorski w USA). Dlatego koledzy szanujmy się i spierajmy na argumenty, a nie wyciągajmy kompleksy, nie używajmy IF-a jak miecza laserowego, bo to czasem jest śmieszne i żałosne. I nie zazdrośćmy naszym rodakom robiącym kariery gdzie indziej.

      Usuń
    32. a czy do kanonu współczesnego intelektualizmu w biologii nie zaliczymy czasem metodyki projektowania eksperymentów? BACI-design nie jest kanonem? Albo podstawowe metody analizy tych danych, tak skrupulatnie zbieranych przez taksonomów - jak bez takiej wiedzy poczynić jakąkolwiek obserwację, jak zaprojektować badanie czy eksperyment? Nie da się. Czy współczesny biolog może myśleć o biologii bez rozumienia nieliniowości albo czynników losowych?
      Bez nawiązywania do konkretnych nazwisk, ale zobaczcie proszę, że ci profesorowie sprzed lat nie mają tej wiedzy i dziś też można (nie należy, ale teoretycznie) się z nich śmiać, że nawet takich podstaw nie znają, a są profesorami... Trudny temat, zalecałbym tu ostrożność, bo wiedza nam się rozrasta w bardzo szybkim tempie, i postęp dokonuje się głównie na wąskich i wyspecjalizowanych frontach.

      Usuń
    33. A czy dzisiaj na biologii jest w programach metodologia nauki? Bo ja się z nią zetknąłem dopiero na seminariach doktoranckich i nie w ramach programu ale dlatego, że nasz prowadzący sam tego chciał. Na szczęście o nieliniowości i wpływie czynników losowych dowiedziałem się na wykładzie z mechanizmów ewolucji (ale niektóre kierunki ograniczyły biologię ewolucyjną do minimum).
      Moim zdaniem anonim z 11:26 nie o tym chciał napisać. Programy nie są z gumy i każdy ciągnie w swoją stronę. Istotą studiowania kiedyś nie były programy studiów, tylko samodzielne dokształcanie się, poszukiwanie wiedzy poza programem, aktywne życie intelektualne w ramach seminariów, spotkań, towarzystw naukowych itd. Sens jego wypowiedzi widzę w tym, że pogoń za punktami młodych uczonych przesłania im obowiązek dokształcania się i poszerzania intelektualnych horyzontów. Jako osoba w wieku zawieszonym pomiędzy tą starszą profesurą, znaną głównie z okresu studiów, a tą młodszą, czyli kolegów z pracy (celowo nie piszę z uczelni) widzę to samo co anonim z 11:26. Ci starsi niekoniecznie mieli bardzo duży dorobek naukowy, ale mieli szersze horyzonty intelektualne, ci nowi maja nabite IF-y, indeksy Hirscha itd., ale zupełnie nie ma o czym z nimi pogadać w kuluarach. Poza swoja działką nie mają nic do przekazania. Tego mi w tych nowych elitach brakuje. Może to znak czasu, ale będąc na stażach w paru ośrodkach zagranicznych nie dostrzegałem aż takich ograniczeń w tym, jak to piszecie, kanonie intelektualizmu. Widziałem natomiast i brałem udział w cotygodniowych burzach mózgów (niby nieobowiązkowych, ale wszyscy się na nie stawiali, a szefowie zręcznie prowadzili te spotkania). W moim instytucie nie pamiętam kiedy ostatnio było spotkanie dotyczące przekazu intelektualnego, są tylko zebrania omawiające strategię publikowania i szukania punktów.

      Usuń
    34. tak naprawdę przyznaję Wam sporo racji i trochę prowokuję (chociaż ten temat przyrastającej wiedzy też jest realny). Z drugiej strony niekoniecznie widzę sprzeczność między punktami a intelektualną dyskusją, przeciwnie: żeby opublikować dobrze pracę trzeba mieć dobry temat, a to wymaga dyskusji, oryginalności, krytycznej oceny przez kolegów, itp.

      Usuń
    35. "W moim instytucie nie pamiętam kiedy ostatnio było spotkanie dotyczące przekazu intelektualnego"

      Otóż to. Odpowiedzialnie zarządzane instytuty i zespoły badawcze promują i prowokują takie działania.

      Natomiast jeśli chodzi o punkty, to jestem 3 lata po doktoracie i jestem zmuszony ganiać za punktami. To nie jest mój wybór. Problem w tym, że oceniając mnie przy okazji wniosków grantowych, starań o pracę itp. nikogo nie interesuje co mam do powiedzenia. Oceniany jestem na podstawie punktów. Ogarnijcie się, bo sami prowokujecie pogoń za punktami. W waszych rękach, eksperci, recenzenci, władze instytutów i wydziałów, jest zmiana tego systemu.

      Usuń
    36. Od ostrej walki o punkty nie ma ucieczki. Przynjmniej w najblizszym czasie. Ale to chyba nie jest calkiem zle. Pare lat temu, jak ktos zostawal "prof." to bylo "panie kolego, ja juz nic nie musze". I to powodowalo bezgwzgledna walke o stopnie i tytuly. Dzisiaj to juz historia. Zasuwaja wszyscy. oczywiscie kombinujac ile sie da, ale "nic niemuszenia juz nie ma".

      Jest inny problem. To spoldzielnie (czesto miedzynarodowe) na wysoko impaktowych pismach. To one teraz rzadza w Pl. Rzadza bardziej bezwzglednie niz te "stare lesne dziadki". Schemat jest zawsze podobny. "Organizujemy" dojscie laczac sie z wplywowymi towarzyszami, a potem kosimy cala konkurencje krajowa. Nie idziemy po granty UE bo tam wszyscy wiedza, ze my w Pl jestesmy tylko nieskomplikowanymi kopistami. Tylko dzialamy lokalnie. Niestety, to taki pseudoefekt utworzenia NCN. To mial byc taki produkt eksportowy, a wyszlo nawet gorzej niz zawsze. Ale te "nowe lesne dziadki" same na pewno nie odpuszcza. Kasa ma zbyt duzy urok, zeby tak honorowo ja sobie odpuszczac.

      Usuń
    37. Anonimie z 12:39 czy sugerujesz, że projekty finansowane w ramach NCN są w związku z tym, co napisałeś merytorycznie słabe i nie powinny być finansowane? Jeśli tak, to sprawa jest poważna i nadaje się do prokuratury. Mam więc ważne pytanie do wszystkich Państwa: jak to jest z tym NCNem? Czy finansowanie projektów zależy od ich merytorycznej jakości + dobrego zaplanowania zespołu i budżetu czy też szanse na finansowanie grantów są skorelowane z pozycją kierownika w środowisku, "plecami" itd., a więc polega to na "odwzajemnianym robieniu sobie dobrze"... ?

      Pytam poważnie i mam nadzieję na szczere i merytoryczne odpowiedzi.

      Usuń
    38. Odpowiem powaznie.

      W papierach wszystko sie zgadza. Ale skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest tak zle? Dlaczego mamy ostatnie miejsce w UE w odzyskiwaniu skladki w dziedzinie badan (bylo o tym w raporcie Prezesa PAN-u). Nie wiem czy sprawa kwalifikuje sie na dzialania prokuratorskie. Ale probuje sie teraz wrobic humanistow, ze to ponoc przez nich. Wiec pare osob chyba boi sie jednak o swoje stolki.

      Moim zdaniem, jesli projekty polskich grup bylyby merytorycznie naprawde "cool", to granty z UE plynelyby do nas bez problemu. A, ze sa tylko wtorne, przecietne (chociaz na bazie duzych impaktow) w stosunku do zachodnich, to pozostaje finansowanie w Pl i koszenie prowincji.

      Podsumowujac, projekty w NCN sa srednie. Prokurator raczej nie bedzie mial sie czego czepic, ale do swietnosci to im daleko. Taki PRLowski bar mleczny.

      Usuń
    39. Czy w takim razie źródłem problemu są kierownicy składający wnioski (nawet najlepsze wnioski są słabe), czy eksperci, którzy je oceniają (najwyżej oceniane są badania pewne, bezpieczne, mało odkrywcze)?

      Usuń
    40. Nie. Zrodlem problemow sa ludzie zarzadzajacy calym pomyslem na NCN. Eksperci, ale nie w NCNie, tylko eksperci u boku Pana Ministra, ktorzy taki, a nie inny model (spoldzielczy) uprawiania nauki promuja. A teraz maja problem, co zrobic z ta wspolpraca z UE (a wlasciwie z jej brakiem). Po prostu, jak ktos sugeruje, ze jest dobry, to albo on sam albo ktos z jego gupy powinien w zebach przyniesc grant z UE. A nie uwlaszczac sie na NCNie. A ostatnio jako produkt zastepczy wymyslono wielkie granty z NCNu na wspolprace z Chinami. Az mi sie nie chce tego krytykowac, takie to wszystko nijakie.

      Usuń
    41. Zaraz, zaraz. Czy motywacja do zdobywania grantów z UE nie powinna raczej znaleźć się w nowych statutach uczelni / przepisach regulujących funkcjonowanie jednostek panowskich, niż bezpośrednio wypływać od Ministerstwa? Czy to eksperci u boku Ministra promują spółdzielnie, czy my sami tak kurczowo się ich trzymamy?

      Usuń
    42. Eksperci Ministra promuja spoldzielnie, gdyz to oni odpowiadaja za ksztalt NCNu (NCBRu., zreszta tez). I wszystkie ich wypowiedzi na ten temat sa glupkowato-laurkowate. A jakie to jest okropne badziewie, to widac golym okiem. Obecna wizja nauki polskiej to robic cos podobnego (znaczy sie juz sprawdzonego), jak na Zachodzie i publikowac to w bardzo dobrych pismach w towarzystwie kolegow z Zachodu. W skrocie: mamy nauke dzwiekonasladowcza, wtorna i cieszymy sie, gdy ktos nas poglascze po glowie. Fuj. I tyle.

      Usuń
    43. Warto zerknąć na link poniżej, kilka nazwisk z Polski pojawia się tam, niestety:
      https://www.nature.com/articles/d41586-019-02479-7

      Usuń
    44. dzięki, wrzuciłem jako osobny post. Ale samo pojawianie się nazwisk nie jest decydujące, ważna jest wartość % autocytowań :-)

      Usuń
    45. Nie ma w swiecie igrzysk olimpijskich, podnoszenia ciezarow bez koksu. Koks dzieli sie tylko na czysty (jeszcze niezarejestrowany) i brudny (juz zarejestrowany). Tylko, ze w swiecie sportu jest o tym glosno, a w nauce daje sie 200 pkt. i mowi, ze to sukces.

      Usuń
  27. Kurcze, wychodzi na to, że ornitolodzy są siłą napędową polskiej nauki, skoro kilkanaście prac "made in Poland" w jakimś tam Journal of Ornithology, wywołuje takie wstrząsy wewnętrzne pośród anonimów.

    OdpowiedzUsuń
  28. W odniesieniu do tej dyskusji warto przeczytać tekst opublikowany przez OKO.press On wiele wyjaśnia ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, warto przeczytac ten artykul, zeby zobaczyc jak nauki humanistyczne w Polsce upadly i jak usiluja sie okopac na zajetej najnizszej pozycji... Wiekszego belkotu niz w oko.press nie znajdziecie. Krzyki i placze roznosza sie w srodowisku socjologow i prawnikow, ktorzy aspiruja do bycia naukowcami, choc do nauki na poziomie swiatowym nawet sie nie zblizyli na kilometr (co pokazuja pozycje tych dziedzin na naszych i swiatowych uczelniach). "Polish Sociological Review", gdzie publikuja niemal sami polscy autorzy, ma 40pkt = afera. "Renomowane polskie czasopismo socjologiczne (...) Kultura i Społeczeństwo (ostatni numer 2016 rok) = afera. Nie ma na liscie: „Finanse Komunalne”, „Przegląd Prawa Publicznego”, „Orzecznictwo Sądów Polskich” etc = afera. Ktos tym prawnikom powinien w koncu uswiadomic, ze zyja w rownoleglej rzeczywistosci, i te ich pisemka "zasłużone (...), rozpoznawalne w środowisku prawniczym" nie naleza do nauki swiatowej. Najlepsza jest spiskowa teoria, ze „Zagłada Żydów” ma tylko 20pkt, bo wladza tak nakazala. A ile ma miec punktow pisemko z polska redakcja, rada naukowa i wiekszoscia autorow, piszace po polsku? Reforme nauki trzebaby chyba zaczac od oddzielenia humanistow od nauk scislych, przyrodniczych/medycznych, bo wspolna ewaluacja i zrozumienie jest niemozliwe.

      Usuń
    2. "Obywatelu, nie pieprz bez sensu", ze zacytuje klasyka. Jestem przedstawicielem nauk scialych i wiem jaka to sciema z tym trzymaniem poziomu. Afery z laserem, grafenem itp. ida jedna za druga. Humanisci nie sa w tej swojej zasciankowosci wyjatkiem. Z tym, ze u nich ta zasciankowosc mniej razi, gdyz kultura jako taka, zwiazana jest konkretnymi obszarami geograficznymi. Indianie z puszczy nie powinni sie odcinac od swoich korzeni. Natmiast polscy inzynierowie mogliby w koncu zrobic cos co dziala, a nie cieszyc sie durnowato, ze umieja obslugiwac sprowadzany sprzet. Podobnie polscy biolodzy molekularni. Pozeraja miliony, i tu ich rola sie konczy.

      Usuń
    3. Nauka a wdrozenia to insza inszosc. Naukowiec (nie-inzynier) nie ma zajmowac sie wymyslaniem zastosowan dla swoich, czesto teoretycznych, pomyslow. Nauki podstawowe/teoretyuczne bronia sie przez dobre pomysly i publikacje. Ze przemysl ani biznes, ani panstwo nie sa w stanie wykorzystac pomyslow naukowcow, to zupelnie inna sprawa. Argument o zwiazaniu socjologow z obszarem geograficznym jest zupelnie chybiony. Prawnicy sa zwiazani z systemem prawa, ale jest tez wiele swiatowych pism prawniczych i prosze zobaczyc ilu Polakow tam sie pojawia. Jak sie ich nie wezmie za leb to bede wierzgac i do konca swiata pisac do swierszczykow glosa, robiac na tym kariery profesorskie.

      Usuń
    4. "Obywatelu, nie pieprz bez sensu". I tyle. Nie bede wchodzil w dyskusje z absurdalnymi argumentami, gdyz moglbym je co najwyzej, poprzez sam fakt polemiki, dowartosciowac.

      Usuń
    5. Tak wlasnie konczy dyskusje osoba, ktora sama argumentowac nie potrafi. A opinie, ze zasciankowosc humanistow mniej razi, bo jest zwiazana z obszarem, porazka wdrozenia grafenu i niebieskiego lasera to wina naukowcow - to jest wlasnie pie...nie bez sensu.

      Usuń
    6. Dziekuje za wymiane opinii.

      Usuń
  29. https://oko.press/lista-czasopism-naukowych-polityczne-wpisy-kurioza-pomylki-i-bledy/

    OdpowiedzUsuń
  30. Masakrycznie wygląda ten opis działalności urzędników w MNiSW, toż to powinno zmienić nazwę na np. Ministerstwo Nieuctwa i Szukania Winnych

    OdpowiedzUsuń
  31. Nie tylko w przypadku nauk przyrodniczych lista czasopism wywołała ostrą krytykę.
    https://www.prawo.pl/student/lista-czasopism-naukowych-2019-opinie,454131.html

    OdpowiedzUsuń
  32. Co to za siedzenie na blogu? Do pracy darmozjady, ulice zamiatać, rowy kopać, świnie paść. Społeczne pasożyty produkujące makulaturę i siejące zamęt. U nas na zaścianku intelektualistów nie potrzeba, tylko rąk do pracy! Pensję ukraińską bym dał i bicz na odrobinę motywacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chlopie wyluzuj, swieto dzisiaj, do pacieza i na defilade, a nie przed klawiatura zlorzeczyc.

      Usuń
  33. A ja Wam powiem prawdę, Panowie i Panie.

    1. Zostawiamy jakieś 5-10 Uniwersytetów i kilka politechnik. Reszta albo konsolidacja albo zwolnienie. Chciałbym zobaczyć jak te tuzy intelektu, wybitni specjaliści od narzekania - radzą sobie na rynku pracy, gdzie trzeba coś więcej aniżeli picie kawy i snucie planów o uzdrowieniu świata.

    2. Dzięki temu, że uczelni jest mało, kierunki stają się elitarne. O studiach wyższych myśli poważnie 10% a nie 90% maturzystów. Co przedkłada się na realne zaangażowanie studentów w badania i na wysoką jakość doktorantów.

    3. Jesteśmy biednym krajem i nikt tego nagle nie zmieni. Ale otrzymując z budżetu kilkanaście dobrych uczelni, finansowanie pionierskich zespołów badawczych wzrasta kilkuset razy.

    4. Opracowujemy wreszcie wyraźną politykę naukową oraz obszary w których mamy realne szanse wybić się na arenie międzynarodowej np. astronomia i odpowiednie je finansujemy.

    5. Duże pieniądze w grantach przyznawane mogą być tylko na projekty mogące przełożyć się na odkrycie naukowe, a nie płacimy miliony na przyczynkowość szczęśliwych kierowników, którzy chcą tylko opublikować 2-3 przyzwoite prace żeby na luzie rozliczyć gancik. I cyk następny wnoseczek. Makulatura.

    6. Wprowadzamy bon edukacyjny dla studentów. Jeśli chcesz "za darmo" skończyć medycynę, żeby potem wyjechać do Szwecji, to albo skończą ją sobie w Szwecji, albo odpracuj tyle, ile państwo na ciebie wyłożyło z podatków.


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, zgadzam się z poglądem. Proponuję zacząć od siebie samego, dać dobry przykład samokrytycyzmu i zwolnić się z pracy.

      Usuń
    2. I co ci zaangażowani studenci zrobią z beznadziejnymi nauczycielami? Zmuszą ich do podniesienia kwalifikacji? Skąd się nagle weźmie wysoka jakość doktorantów, skoro studia magisterskie w żaden sposób nie przygotowują ich do bycia doktorantem?

      Usuń
    3. Koledzy są złośliwi a tych 6 punktów wyżej to przecież nie jest zła strategia, uważam że powinniśmy iść w zbliżonym kierunku - pożegnać się z pracowitymi inaczej i walczyć z inflacją stopni i tytułów.

      Usuń
    4. Michał - właśnie - "pożegnać się z pracowitymi inaczej i walczyć z inflacją stopni i tytułów". Powinniśmy pożegnać się z pracowitymi inaczej na KAŻDEJ uczelni/politechnice itd. A potem powinniśmy dostosować programy nauczania do dzisiejszych standardów. Powinniśmy również stworzyć warunki do rozwoju dla kadry nauczycielskiej i wymagać tego rozwoju. W tej chwili wygląda to tak, że studia są prowadzone bez celu i bez sensu, i nie wiadomo czego właściwie wymaga się od studentów. Od doktorantów natomiast wymaga się posiadania wiedzy i umiejętności, których na studiach magisterskich zdobyć się nie da. Dom wariatów.

      Usuń
    5. Marzyciele.

      Studia we wspolczesnym swiecie sa w ogolnosci nie po to, aby ludzi czegos nauczyc, tylko, zeby ich czyms zajac przez kilka lat. W sumie to lepsze zajecie niz picie piwa przed sklepem. A na ten pomysl, zeby mlodziez studiowala "zamiast" wpadli juz dawno temu madrzy ludzie na Zachodzie, gdyz u nich nadmiar sily roboczej pojawil sie wczesniej.

      Ale bedzie jeszcze gorzej, jak do prac biurowych wejdzie szuczna inteligencja. Wowczas moze okazac sie, ze 40 procent ludzie bedzie musialo robic doktoraty.

      W kazdym razie, zgadzam sie z teza, ze ludzie czasami powinni oderwac sie od swoich zajec specjalistycznych, gdyz jak siedza w nich za dlugo to traca zupelnie kontakt z rzeczywistoscia i marzy im sie powrot do xix wieku i do koncepcji pieciu uczelni. Inna sprawa, ze to musialy byc wspaniale czasy. W dodatku z szybkimi konmi i bez feministek.

      Usuń
  34. Skoro Twój pomysł jest taki super, drogi Anonimie z 22 sierpnia 2019 14:20, dlaczego nie ujawnisz się aby te tuzy intelektu, wybitni specjaliści od narzekania mogli się dowiedzieć, co muszą zrobić aby wbić się na sam szczyt.
    Oczywiście z przynajmniej częścią tych wypunktowanych rzeczy się zgadzam. Po prostu fascynuje mnie że osoby wybitne które znają lekarstwo na każdą chorobę piszą jako anonimy.

    OdpowiedzUsuń
  35. „Nie miałem żadnych wątpliwości, że rozwój polskiej nauki i polskiej gospodarki wymaga inwestowania w takie uczelnie, jak Akademia Techniczno-Humanistyczna w Bielsku-Białej dlatego, że te uczelnie, położone z dala od wielkich metropolii akademickich, odgrywają kolosalną rolę, jeżeli chodzi o rozwój poszczególnych regionów” - powiedział Gowin.

    Szczegóły tutaj:
    http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C78566%2Cgowin-uczelnie-z-dala-od-metropolii-odgrywaja-kolosalna-role-w-regionach

    No i to tyle w temacie dobrej zmiany w polskiej nauce...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W polskiej nauce nie ma mowy o dobrej zmianie z kilku powodów. Brak polityki naukowej państwa po 1989 r., czyli nie wiemy o jakie dziedziny życia mamy oprzeć nasz rozwój i co właściwie powinniśmy finansować. Brak zdefiniowanej gospodarki i krajowego innowacyjnego przemysłu, który mógłby niejako od zaraz wdrażać do seryjnej produkcji polskie patenty, wynalazki, a potem w postaci gotowych produktów wypuszczać je na rynki globu. Ponadto systematyczne obniżanie nakładów na rozwój polskiej nauki po 1989 r. doprowadziło do tego, iż dziś pod kątem finansowania tego sektora zajmujemy dopiero 35 miejsce w Europie wedle danych OECD. Bez odpowiednich nakładów na naukę daleko nie zajdziemy. Natomiast naszą specjalnością są wieczne reformy/deformy szkolnictwa wyższego i nauki. Niektóre jak ustawa 2.0 zakończyły się niedawno totalną kompromitacją. Niemniej za 10 lat nie będzie lepiej, a raczej zdecydowanie gorzej. Wówczas kolejny minister/fantasta wyczaruje z kapelusza kolejne reformy dla reform, bez pieniędzy rzecz jasna.

      Usuń