wtorek, 16 maja 2017

Nowy szef Centralnej Komisji...

Nowym szefem Centralnej Komisji, po dłuższym oczekiwaniu na decyzję rządu, został mianowany prof. Kazimierz Furtak:

http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,414212,prof-furtak-nowym-szefem-centralnej-komisji-ds-stopni-i-tytulow.html

Wrzucam też prinskrin ze Scopusa. Prof Furtak jest autorem 19 publikacji zamieszczonych w tej bazie, zajmuje się budownictwem - kilka tytułów najnowszych jego prac na obrazku poniżej. Ale zupełnie nie wiem na ile Scopus jest reprezentatywny dla tej dziedziny.  


Michał Żmihorski


57 komentarzy:

  1. W oczekiwaniu na ciekawą dyskusję bardzo proszę o zrozumienie i utrzymywanie wypowiedzi na odpowiednim poziomie - wszelkie personalne i niegrzeczne wpisy będę usuwał, więc szkoda czasu nas wszystkich. Z góry dzięki

    OdpowiedzUsuń
  2. Na Web of Science (Core Collection) widnieje 8 publikacji, cytowanych 10 razy (7 razy bez autocytacji). Index H = 2.
    Ta sytuacja z CK nie wygląda najlepiej. Dobrze odzwierciedla ją nazwa periodyku, w którym przeważnie ukazują się prace nowego szefa CK: "Cement, Wapno, Beton".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cement, wapno, beton :D

      Usuń
  3. Trzeba pogratulować światłego wyboru prezesowi rady ministrów.

    Nie wiem gdzie znaleźliście informacje o liczbie publikacji. Bazy scopus.com i webofknowledge.com pewnie padły z przeciążenia.

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Kazimierz_Furtak
    "...Jest autorem lub współautorem ponad 200 publikacji naukowych, w tym autorem książki Mosty zespolone (1999) oraz autorem trzech podręczników uczelnianych..."

    http://www.mostypolskie.pl/kazimierz-furtak,246,2.html
    "...Jest autorem lub współautorem ponad 240 publikacji (w tym 60 obcojęzycznych), auto..."

    http://www.nbi.com.pl/kazimierz-furtak/
    "Jest autorem lub współautorem ponad 300 publikacji (w tym ponad 70 obcojęzycznych)"

    https://www.wprost.pl/313910/Politechnika-Krakowska-wybrala-rektora-Ponownie-bedzie-to-Kazimierz-Furtak
    "...Owocem działalności naukowo-badawczej prof. Furtaka jest około 280 publikacji (około 150 autorskich i około 130 współautorskich)...."

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ze Scopus wychwytuje jedynie 19, to nie nowosc. Scholar.google podaje 181/180 (w zaleznosci czy pelne imie czy 1sza litera). SG to jednak zgarnia wszystko, w tym patenty i - umowmy sie - "Cement, Wapno, Beton".

      Usuń
  4. Niektórzy krytycy Centralnej Komisji ds. Stopni i Tytułów Naukowych wieszczyli koniec CK niebawem, ale niestety byli w błędzie, bo już mamy przewodniczącego CK do 2020 r. włącznie.CK istniała, istnieje i będzie istnieć przez najbliższe lata.Mniemam, iż nie brakuje rozczarowanych, zawiedzionych liberalnych reformatorów polskiej nauki.Samo życie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Bez wątpienia ma poprawne poglądy polityczne. Zaczynam się domyślać, dlaczego jeden z moich kolegów, który aktualnie jest na stażu zagranicznym powiedział, że będzie starał trzymać się z daleka od PRL-u....

    OdpowiedzUsuń
  6. nie sądzę by miało być jakoś gorzej - będzie tak jak było, czyli miernoty będą łatwo otrzymywać kolejne stopnie i tytuły.
    Nie słyszałem natomiast o modelu bez CK - czy ktoś mógłby przybliżyć na czym taki model mógłby polegać? Uczelnie miałyby przejąć tę rolę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeden z zespołów przygotowujących założenia do Ustawy 2.0 proponował likwidację instytucji tytułu naukowego, likwidację habilitacji i pozostawienie wyłącznie stopnia doktora (o jakość miałyby dbać uczelnie). W takim modelu CK miałaby zostać zlikwidowana bo nie byłoby sensu jest istnienia.

      Usuń
    2. Anonim z 18 maja, g.13:06.,

      Tytuł naukowy profesora i stopień naukowy doktora habilitowanego zostaną zachowane przez najbliższe 7-8 lat, gdyż uchodzą dziś za potrzebne w modelu akademickiej kariery w Polsce.Dlatego CK ma zapewnioną przyszłość.Jeżeli za 7 czy 8 lat stopień naukowy doktora uzyska odpowiedni poziom, prestiż, to wówczas rozważony zostanie nowy, alternatywny model ścieżki kariery akademickiej, a oparty jedynie o doktorat.Póki co to doktorem każdy w Polsce może być.Taka jest ranga doktoratu nad Wisłą dziś.I to jest chore, bez dwóch zdań.

      Usuń
    3. Analogicznie dziś w zasadzie każdy dr może dostać habilitacje, a stopień ten już w zasadzie żadnej rangi naukowej nie ma.

      Usuń
    4. "Jeżeli za 7 czy 8 lat stopień naukowy doktora uzyska odpowiedni poziom, prestiż, to wówczas rozważony zostanie nowy, alternatywny model ścieżki kariery akademickiej, a oparty jedynie o doktorat". Przecież to nonsens. Kolejny wybieg "trzymajacych władzę" w nauce polskiej polegający na tym, że niby chcą zmian, ale wcale do nich nie dążą. Przecież mizerny poziom doktoratów wynika własnie z aktualnego "modelu kariery akademickiej". To nie jest chore, to jest kurczowe i sprytne trzymanie się tych wszystkich koryt ciągnących polską naukę w kierunku jakiejś cywilizacyjnej osobliwości. Mówiąc wprost: jest to sabotaż jej pozycji w Europie i na Świecie, przy bardzo ograniczonym wpływie na innowacyjność w kraju. Starzy lesni dziadkowie wyhodowali już zastępy nowych lesnych dziadków bardzo sprawnie poruszajacych sie w aktualnym "modelu awansu akedemickego" i mających w głębokim poważaniu wartościowe badania i publikacje (po co?, skoro tyle samo punktów jest z kilku "circumientis" itp), granty JCR i Horyzontu (tam nie ma przecież "grupy przyjaciół"). Najsmutniejsze jest to, że to cyniczne dołowanie polskiej nauki odbywa się polskimi rękami i przypomina podcinanie gałęzi dla przyszłych pokoleń, bo ważniejsza jest bieżąca kiść bananów. Pozdrawiam wszystkie cwane małpy nauki polskiej.

      Usuń
    5. Do anonimów z g. 10:24., z g. 19:39.,

      Otóż nie każdy doktor może dostać habilitację, co niejednokrotnie potwierdziło życie i decyzje CK.Następnie nikt nie kwestionuje rangi ani habilitacji, ani tytułu naukowego profesora dziś spośród osób, gremiów liczących się w polskiej nauce i polskim szkolnictwie wyższym.Nie podzielam opinii anonimowych, gdyż uważam, jak wspomniałem powyżej, iż każdy gamoń doktorem może być nad Wisłą.Wszystko wskazuje na to, że moje spostrzeżenie podziela także i MNiSW skoro ostatnio mowa jest o tworzeniu szkół doktorskich, a nie klasycznych studiów doktoranckich.Także zobaczymy jaki będzie poziom doktoratów za 7 czy 8 lat.Dziś jest ogólnie kiepski poza pewnymi wyjątkami, jak zawsze zresztą.

      Usuń
    6. Ja, Anonimowy, kwestionuję rangę tytułu profesora. Tytuł ten reprezentuje jeszcze bardziej kiepski poziom, niż otrzymanie doktoratu. Dlaczego tą bandą nieuków ktoś z MNiSW się nie zajmie. Weryfikacja głęboko pożądana.

      Usuń
    7. Do anonima z g. 22:46.,

      Bez przesady gdzie Rzym, a gdzie Krym.Nigdy doktor nie posiadał większej wiedzy, umiejętności zawodowych, jak tytularny profesor.Wolne żarty na bok.

      Usuń
    8. Tak, jasne. Weźmy na przykład "profesora" Szyszkę. Przecież to dureń kompletny. Ale to właśnie środowisko naukowe jest winne takiemu stanowi rzeczy. W normalnym kraju, żadna osoba z kilkoma publikacjami na liście ISI nie zostałaby nawet doktorem. W Polsce natomiast każdy idiota (w sumie, im większy, tym lepiej) może zostać "profesorem" belwederskim. Jedyna szansa w młodych doktorach, młoych wilczkach, bo stara ekipa "leśnych dziadów" niestety jest niczym szambo. Śmierdzi tym bardziej, im więcej się w niej miesza.

      Usuń
    9. Do anonima z 19 maja z g. 23:55.,

      Ja nie dostrzegam nadziei w młodych wilczkach, gdyż ich indeks Hirscha, czy publikacje naukowe gromadzone np. na liście ISI w krajach wysokorozwiniętych niewiele znaczą, bo ważne jest gdzie publikujesz, ale najważniejsze jest, co opublikowałeś.Także młode wilczki jeszcze poczekają na dworcu na swój pociąg TGV.

      Usuń
    10. Obecni "profesorowie" to już boczny tor, składy towarowe, które pojadą co najwyżej na złom. Możesz sobie głupoty wypisywać, że publikacje w ISI niewiele znaczą... to takie same brednie, jaki wypowiedzi "prof." Szyszko i jego przydupasów. Boisz się ISI, bo może obnażyć twoją intelektualną miernotę.

      Usuń
    11. Do anonima z 20 maja z g. 00:33.,

      Nie słyszałem jeszcze, aby młode wilczki publikujące np. w ISI odniosły znaczące sukcesy naukowe w skali globu poza faktem, iż publikują tu i tam.No i co z tego wynika anonimie?

      Usuń
    12. Mój wydział jest już całkiem opanowany przez młode wilczki (a może młode leśne dziadki) dzielnie szermujące sumarycznym IF, i-H i innymi parametrami. Tylko dziwnie jakoś poziom intelektualny dyskusji, zarówno na posiedzeniach RW czy spotkaniach rzekomo naukowych, jest dużo gorszy niż przed laty. Na obronach prac doktorskich padają żenujące pytania, stopień specjalizacji intelektualnej tych młodych wilczków jest tak duży, że większość nie jest w stanie zrozumieć problemów pracy tylko lekko odbiegającej od ich specjalizacji. Na zamkniętych posiedzeniach przy obronach promotorzy muszą tłumaczyć przed głosowaniami o czym te prace właściwie są. Nie zmienia to faktu, że poziom doktoratów drastycznie się obniżył (z chlubnymi wyjątkami) ale przechodzą, bo jak głosujący praktycznie nie wiedzą za czym głosują to dlaczego mają głosować na nie. Jeszcze musieli by się tłumaczyć, że nie zrozumieli o co chodzi.

      Sukces lub porażkę naukowy tej reformy opartej na parametrach będzie można ogłosić dopiero za 10-20 lat, kiedy realnie się okaże co z tej produkcji młodych wilczków ostało się w światowej nauce. Dziś jak anonimowy z 00:42 nie widzę, żeby oni w bardzo wyraźny sposób zaznaczyli swój ślad, ale może trzeba im dać czas. Nieliczne jednostki tu i ówdzie błysną, ale tak było zawsze, nawet w najczarniejszych latach komuny (bo geniusz jest niezależny od jakiejkolwiek reformy). Na pewno, natomiast, jest obecnie dużo dmuchania balona, żenujących wojen na miny i dyskusji o wyższości Świąt Wielkanocnych nad Świętami Bożego Narodzenia. Ten blog jest jaskrawym tego przykładem. Anonimowi mądrale błyszczą genialnymi myślami, ocenami innych i bezkompromisowymi wyrokami. Jak to czytam, to na 100% wierzę, że Polska nauka idzie w doskonałym kierunku. Pochylam się nad mądrością wybrańców narodu.

      Nie bardzo stary leśny dziadek

      Usuń
    13. A co wynika z pracy leśnych dziadków? Tych wszystkich profesorów, którzy mają h ~ 2 i publikują w lokalnych gazetkach szkolnych? Nic. Kompletnie nic. Mało tego, tylko szkodzą. Zazwyczaj uczą studentów głupot, podają przestarzałe informacje i nawet nie potrafią nauczyć tak technicznych rzeczy, jak napisanie maszynopisu.

      Usuń
    14. Nie bardzo stary leśny dziadku - nie chodzi o żadną wyższość świąt jednych nad innymi. Chodzi o naszą naukową rzeczywistość w Polsce - żyjemy w pół-PRLu, gdzie starsze pokolenie profesorów o często politycznym pochodzeniu wciąż rozdaje karty i utrzymuje ten absurdalny system administracyjno-organizacyjny, który dusi jakąkolwiek inicjatywę młodego pokolenia, sprawia że toniemy w papierach, nie mamy forsy, a miernoty robią karierę. Ruch zwolenników IFów, tak jak ja go rozumiem, nie robi bożka z impaktów - przeciwnie, widzimy wiele wad tego systemu. Ale jest to dla nas jedyny system, w którym można mieć nadzieję na wyrwanie się spod "opieki" tych zdolnych inaczej ale przyspawanych do stołków. To jest aż tak proste

      Usuń
    15. Bardzo umiejętnie nie dostrzegacie tego co napisałem. Ale już się to tego przyzwyczaiłem, że młode wilczki do perfekcji opanowały zdolność unikania istoty treści wpisów tych, którzy krytykują wady nowego systemu z góry zakładając, że my niby gloryfikujemy poprzedni system. Ja robiłem już istotną część kariery w tym nowym i z każdym rokiem staję się coraz bardziej jego krytykiem. Nawet łatwiej mi było dyskutować na odpowiednim poziomie ze starymi dziadkami niż z tą nową czerwoną gwardią. System oparty na IF nie jest jedyny, jest tylko najprostszy do zastosowania i kontrolowania administracyjnego, sprzyja korupcji i tworzenia mafii systemowych. Na dodatek, prowadzi do degrengolady intelektualnej (i to było główną ideą mojego wpisu). Poza tym kłamiecie. starsze pokolenie profesorów nie rozdaje już kart, wystarczy spojrzeć na metryki bossów z NCN czy ministerstwa, nawet w CK jest już sporo młodych, a w komisjach habilitacyjnych spotykam głównie beneficjentów nowego systemu, co najwyżej przewodniczący bywa starszy ode mnie ale on ma tylko jeden głos, jak każdy członek komisji.

      Nic nie jest proste, główną wadą tego systemu jest to, że ktoś założył, że to może i powinno być proste. Dano małpie brzytwę i ta ma zabawę. Naprawdę zdolnym i dobrym nic nie zaszkodzi i o nich się nie martwię. Robiłem karierę przy koszmarnych starszych dziadkach, przetrzymałem i sam osobiście nie muszę się o nic martwić. Żal mi młodszych kolegów, zwłaszcza tych, którzy myśleli, że nauka to przygoda intelektualna w grupie, Bardzo się zawiedli.

      Usuń
    16. ależ ja staram się właśnie dostrzegać i analizować to, co anonimie, napisałeś - nie oskarżaj mnie o odwracanie wzroku (poniekąd cały ten blog jest manifestowaniem chęci do dyskusji, nie odwrotnie). Tylko nie bardzo znajduję przekonujące argumenty, że "system IF sprzyja korupcji" itp. Moim zdaniem jest wręcz odwrotnie - korupcja (szeroko rozumiana) odbywa się MIMO systemu IF. Źródłem korupcji, jak zawsze, są niejasne zasady - przy ocenie grantu, przy ocenie dorobku, przy klasyfikacji jednostek, przy ustalaniu liczby etatów, przy konkursach itp. Uważam po prostu, że stwierdzenie "co najmniej 100 cytacji" jest bardziej precyzyjne niż "znaczny wpływ na rozwój swojej dziedziny". Jeśli przytoczysz argumenty pozwalające wierzyć, że jest inaczej - chętnie zmienię zdanie (z góry uprzedzając: argumentem takim nie jest pokazanie wyjątków z jednej i drugiej strony; mówimy o procesach wielkoskalowych).

      Co do ogólnego spadku poziomu reprezentowanego przez "nową czerwoną gwardię" - zdecydowanie się z tym zgadzam, ale nie wiem jakim cudem wiążesz to związkiem przyczynowo skutkowym z systemem IF? Przecież spadek ten ma miejsce już na studiach a wielu mówi, że już w nauczaniu średnim i początkowym.

      Usuń
    17. Potwierdzasz to co napisałem, że system IF-owy jest prosty do zastosowania. Mnie interesują skutki długofalowego stosowania tego systemu. Na pewno premiuje on osoby umiejące wstrzelić się w system, ale czy premiuje intelekt w szerszym rozumieniu to mam już wątpliwości. Jestem zwolennikiem mieszanego systemu parametrycznego + merytorycznego nawet, jeżeli jest on trudniejszy do zastosowania (na pewno trudniejszy dla biurokracji). Moja krytyka bierze się głównie z tego, że zwolennicy IF-ów mają podejście talibackie. Wyłączają rozum i każdą próbę krytyki starają się trollować, unikając poważnej dyskusji. Spójrz na wpisy w wątku o Forum Młodych Naukowców proponującym powrót do ocen merytorycznych. Nikt nie próbował zrozumieć motywacji tej propozycji, nie zajrzał do dokumentów. Od razu ośmieszanie, negowanie ich pozycji naukowej (a jest tam sporo gości, przy których trolle z twojego bloga to pewnie cienkie Bolki). Dobra nauka zawsze bazowała na dobrym intelekcie, bez niego nawet masowe produkowanie prac w czasopismach z wysokim IF nie da efektu podniesienia poziomu nauki. Da dobre statystyki i dobre samopoczucie producentów punktów. Przychodzą do mnie na konsultacje doktoranci od pewnego młodego wilczka z wydziału, 40-letniego tytularnego już profesora. Chcą się dowiedzieć sensu tego co robią w jego zakładzie, bo on na to pytanie ma dla nich tylko jedną odpowiedź: po co te pytania, ważne żeby to umieścić w tytule z dobrym IF. Przypuszczam, że nie jest to przykład jednostkowy.

      Usuń
    18. Do 14:20. To co Pan był łaskaw napisać idealnie charakteryzuje lokalną polską wizję nauki. Ale czy nauka ma wymiar lokalny? Była co prawda "nauka radziecka", np. biologia, ale czy coś po niej zostało? NCN, Ministerstwo, CK to jest horyzont Pana i polskiej nauki w bardzo rozpowszechnionym w Polsce światopoglądzie. Nie za bogate Państwo, w tym z reguły biedny podatnik wydaje na tą zabawę miliardy zł, aby w efekcie otrzymać informację o niskim stopniu przełożenia "tej zabawy w naukę" na innowacyjność gospodarki, beznadziejne wskaźniki pozycji uczelni polskich, liczone na palcach jednej ręki (raczej 0-3 niż 4-5/konkurs) uzyskane granty JCR i fatalne stopy zwrotu kasy włożonej w Programy Ramowe UE. Wielkie tabu polityki naukowej w Polsce polega na tym, że wieloletni wskaźnik zwrotu inwestycji w naukę jest w Polsce wybitnie ujemny, a jedynym lekarstwem na to jest odejście od preferującego kombinatorstwo "systemu awansu akdemickiego" na rzecz kontrolowanego ekonomicznie procesu: przełomowy/innowacyjny projekt - ważna publikacja - wdrożenie. Nie mieści się oczywiscie to w głowie takim beneficjentom tego systemu jak Pan. Jeśli nie uformujemy do tego schematu młodych zafascynowanych nauką ludzi, a będziemy reprodukować "leśnych dziadków" z dorobkiem w "circumientis" itp i układami w agencjach rozdzielających kasę podatników, jeśli nie przygotujemy młodych do współpracy (i konkurencji) miedzynarodowej, to wyhodujemy kolejnych roszczeniowców i nieudaczników naukowych, rzecz jasna z tytułami i stopniami, które na swiecie będą miały jedynie znaczenie jako ciekawostka etnograficzna. Analogicznie, jak stwierdzenie przez Pana, ze system IF sprzyja korupcki i tworzenia mafii systemowych.

      Usuń
    19. Uważam, że w tej dyskusji jest pewne niezrozumienie. Moim zdaniem w nowym układzie mamy dwa rodzaje "młodych wilczków". Pierwsza grupa to są ludzie, którzy mają publikacje w b. dobrych czasopismach, są zapraszani na konferencje naukowe jako prelegenci, współpracują międzynarodowo, byli przez wiele lat za granicą, ich prace cytowane są bardzo dobrze. Podając wskaźniki, ludzie Ci mają >50 publikacji z IF>3 (wśród tego jest istotny udział prac z IF>5), prace cytowane są po >100 razy rocznie, indeks h>10. Tym ludziom zależy na nauce, nie patrzą na wskaźniki, robią dobrą naukę i publikują w dobrych i b. dobrych czasopismach. Drugą grupę "młodych wilczków" stanowią osoby publikujące w czasopismach głównie z IF od 0.0001 do 1.000 (sporadycznie zdarzają się im pracę z IF >2), prace słabo cytowane, zwykle ich indeks h=4-7. Po prostu produkują dużo szmelcu, którego nikt nie czyta. Jednak w punktacji wypadają nieźle, bo według MNiSW czasopismo z IF 0.0001-1.000 to 20 pkt, a z IF>4 to 40, więc trzy kiepskie prace z IF <1, które b. łatwo opublikować i poziom obydwu tych grup naukowców jest już porównywalny według MNiSW.
      I teraz problem, ta druga grupa ze względu na to, że tych słabszych jest więcej (bardzo dobry artykuł o tym profesora Żylicza w Pauzie akademickiej), przejmuje władzę i umacnia przeciętność i miernotę. To właśnie Ci ludzie mają powierzchowną wiedzę, "produkują" słabe doktoraty i słabych naukowców.
      Zaszło to już tak daleko, że na prawdę nie mam pojęcia jak można uzdrowić tą sytuację. Na moim wydziale większość publikuje w czasopismach <2 (średnia dla mojej dyscypliny powinna być 4-5), te osoby stanowią 80% wydziału, dziekan mówi, że nikogo nie zwolni, osoby które nie opublikowały żadnej pracy w ciągu 2-3 lat, funkcjonują świetnie. A tak najprawdopodobniej jest na >50% wydziałów w Polsce. Tego nie da się już uzdrowić żadnymi reformami.

      Usuń
    20. Anonimowy z 19:46: Przyznał bym ci rację gdybyś oprócz IF widział też specyfikę poszczególnych dziedzin. Pisano już na tym blogu do znudzenia, że nawet w biologii są działy gdzie bardzo dobre czasopisma mają IF ok. 1, a te już super ok. 3. Ktoś kto nie chce tego dostrzec staje się takim talibem systemu IF, bo uznawanie bezwzględnego IF jako czynnika wartości jest, przepraszam, formą wyłączania intelektu. Z pozostałą częścią diagnozy w dużej mierze się zgadzam.

      Anonimowy z 19:30: Łatwo przyczepiasz łatki personalne i to ciebie już na wstępie dyskwalifikuje. Na pewno nie znasz mojej wizji nauki, bo kompletnie źle ją odczytałeś. Masz bardzo jednostronną wizję nauki jako takiej, piszesz zawsze o tym samym. Dla nauk stosowanych to twoje uwagi są celne, ale w zakresie nauk podstawowych kompletnie nietrafione. Granty są narzędziem, a nie celem nauki samym w sobie. Znam tuziny doskonałych badaczy z Polski o światowej renomie, którzy nigdy nie byli grantobiorcami, ich fascynacja nauka jest zaraźliwa a kontakt intelektualny z nimi bezcenny. Znam też sporą grupę grantobiorców publikujących w wysoko IF-owych tytułach, z którymi nie ma o czym porozmawiać, bo ich intelekt nie wykracza poza te IF-y. Te brednie o marnowanych pieniądzach podatników to często powtarzana na tym blogu demagogia. Ktoś tu już pisał, że najwięcej marnują pieniędzy przedstawiciele nauk wysoko impaktowanych np. biomedycy, którzy mają najniższą efektywność przełożenia włożonej kasy na końcowy efekt tzn. skuteczne terapie.

      Usuń
    21. Anonim 20:35. OK. Kryterium efektywnosci naukowej to ciekawa rozmowa, a troska o rachunek ekonomiczny to demagogia. Może jakis argument, że ujemny budżet nauki to "brednie"? Aha, no i jeszcze marnowanie pieniędzy przez biomedyków. Im wyższy IF, tym więcej zmarnowananej kasy? Ktos kiedyś mądrze powiedział, ze nie ma podziału na naukę stosowaną i podstawową. Jest tylko dobra nauka zmieniająca rzeczywistość, albo nie ma jej wcale. Podobnie z naukowcami. Powodzenia w konsumowaniu niedemagogicznego kiścia bananów.

      Usuń
    22. Anonimowy z 21:14 czy jest jakiś związek między IF, a kasą? Podam ci świeży przykład z mojego wydziału zrobiony przy okazji wniosku parametryzacyjnego.

      Jednostka 1, dział gdzie do wniosku weszły publikacje o IF minimum 4: 29 pracowników dostarczyło 2600 punktów, co daje ok. 90 punktów na głowę. Jednostka dysponowała finansami ok. 4 500 000 mln zł (granty + statut)

      Jednostka 2, dział gdzie do wniosku weszły publikacje o IF minimum 4: 8 pracowników dostarczyło 862 punkty, co daje ok. 108 punktów na głowę, budżet ok. 1 500 000 zł (granty + statut).

      Jednostka 3, dział gdzie do wniosku najlepsza publikacja miała IF 1,1: 4 pracowników dostarczyło 637 pkt., co daje na głowę ok. 159 pkt. Budżet 40 000 zł (tylko statut, brak grantów)

      Jedn0stka 4, dział gdzie najlepsza publikacja miała IF 2, 11 pracowników dostarczyło ok. 1273 punkty, co daje ok. 115 punktów na głowę. Budżet 75 000 zł (tylko statut).
      Jaka więc była efektywność
      Jednostka 1 na wyprodukowanie 1 punktu zużyła 1730 zł
      Jednostka 2 - 1740 zł
      Jednostka 3 - 63 zł
      Jednostka 4 - 59 zł

      A więc jednak wysoko impaktowe działy zużyły znacznie więcej kasy na wyprodukowanie punktu niż działy nisko impaktowe, które nie dysponowały grantami. Na dodatek produkcja punktów na głowę w tych nisko impaktowych jednostkach była znacznie wyższa niż w tych wysoko impaktowych. Czy to nie jest rachunek ekonomiczny? Do wniosku weszły tylko publikacje z listy ministerialnej od 25 punktów i wyżej,m a więc wyłącznie z czasopism JCR.

      Usuń
    23. Do 22:41. Mówimy o dwóch róznych "rachunkach ekonomicznych". Pan referuje przeliczenia w chorym systemie punktozy, w którym obraca się kasą (przepraszam za demagogię) podatnika, a który niewiele na tym korzysta. Długoterminowym rachunkiem ekonomicznym nauki jest suma efektywnych wdrożeń (w szerokim rozumieniu, nie tylko w technice). W tych Pana przeliczeniach widać, że bardziej ambitne badania kosztują, powstaje tylko pytanie, czy ta "inwestycja" będzie sieę (przepraszam za demagogię) podatnikowi "opłacać" w postaci np. lepszej jakości życia. Punktoza kreci się w tym systemie wokół własnego ogona, m.in. udawadniaja te przeliczenia. Pozdrawia (przepraszam za demagogię) podatnik.

      Usuń
    24. Dla porzadku informuje, ze o IF w tym watku sie nie wypowiadalem. Sprobuje przeanalizowac wczesniejsze wypowiedzi innych. Wyppowiedz Anonima 07:40 jest ciekawa, ale chyba oderwana od naszej rzeczywistosci. Wg mnie, wszyscy, ktorzy biora duza kase mysla glownie o punktach, a nie o wdrozeniach. Zdaniem prof. Zylicza z FNP pieniadze nalezy dawac najlepszym, aby byli jeszcze lepsi. w tym duchu jest tez wpis Anonima 19:46, ktora tutaj cytuje: "(...) ludzie, którzy mają publikacje w b. dobrych czasopismach, są zapraszani na konferencje naukowe jako prelegenci, współpracują międzynarodowo, byli przez wiele lat za granicą, ich prace cytowane są bardzo dobrze. Podając wskaźniki, ludzie Ci mają >50 publikacji z IF>3 (wśród tego jest istotny udział prac z IF>5), prace cytowane są po >100 razy rocznie, indeks h>10."

      Czyli glowny nurt myslenia mlodych wilczkow: punkty, punkty i jeszcze raz... "robienie sobie dobrze". Czyli zwykly narcyzm, nic wiecej, zadne tam wdrozenia. Niestety ten sposob myslenia zadomowil sie na juz na dobre w srodowisku i w najblizszych latach bedzie dlawil nauke polske bardziej niz pomysly starych lesnych dziadkow. W tym kontekscie warto tez odpowiedziec Michalowi Zmihorskiego, kto wpuszcza setki doktorantow w przyslowiowe maliny. Niestety to sa wlasnie te glodne sukcesu i slawy mlode wilczki. Polska nie ma zaplecza gospodarczego, aby wchlaniac ludzi po doktoratach. W praktyce ludzie moga zostawac tylko na uczelniach. A to stanowi na dzis powiedzmy 20 procent promowanych doktorow. Reszta to ludzie, ktorzy nie maja szans wykonywac pracy zgodnej ze swoimi kwalifikacjami, zdobywanymi przez wiele lat. Ale w obecnym systemie sa oni potrzebni do tzw. czarnej roboty, gdyz ktos musi obslugiwac te wszystkie wysoko nakladowe granty.

      Usuń
    25. Kolego z 15:41 - szacunki, że 20% doktorantów znajdzie zatrudnienie są przesadzone (przynajmniej w biologii). Szefowa studium na naszym wydziale (Kat. A) przedstawiała raport dotyczący losów naszych doktorantów z ostatnich 4 lat. Przy średniej liczbie doktorantów w tym okresie liczącej 90 osób, zatrudnienie w nauce w Polsce uzyskało 6 absolwentów, a 2 uzyskało postdoki poza granicami Polski. Sukces więc był bliższy 10% niż 20%. Pocieszające jest to, że te 8 osób to byli kandydaci, którzy przez całe studia znajdowali się w czołówce rankingu doktorantów i w ocenie kierownik studium znacznie wyprzedali oni dorobkiem innych absolwentów.

      Usuń
    26. Anonimowy21 maja 2017 15:41: Jeżeli nie będziemy patrzyli na punkty, IF, cytowania, itd. To na uczelniach będą setki "geniuszów" pracujących całe życie nad perpetum mobile lub innych nierealnych wynalazkach. Przesiedzą na uczelniach całe życie, nic nie opublikują, nie będą znani na świecie, oczywiście nic nie odkryją ale podatnik będzie płacił za tą zabawę. Jakim to trzeba być betonem, żeby przy obecnym stanie nauki w Polsce opartej właśnie o takich "geniuszów" nie widzieć, że to prowadzi do zagłady nauki.
      Mam takie wrażenie że według "Anonimowy21 maja 2017 15:41:" jeżeli masz duży IF, H i publikujesz dużo w dobrych czasopismach, to jesteś zły; prawdziwy naukowiec to ten co siedzi laboratorium, nic nie publikuje i od czasu do czasu wymyśli jakieś ulepszenie do np. wiertarki; które oczywiście Pan Waldek po zawodówce już dawko to zrobił.
      Mam już dość tych przeciwników IF, bojących się o swoje stołki, bo to jest jedyny sposób ich eliminacji. Nagle zostanie pokazane, że są do niczego. Kiedy wreszcie ten beton pokroju "Anonimowy21 maja 2017 15:41:" zostanie ostatecznie usunięty z nauki.

      Usuń
    27. Obawiam się, że takich Anonimów jak ten z 15:41 (dosłownie to są naukowe anonimy, bo w nauce nie funkcjonują) nie da się usunąć. Są jak stalowe konstrukcje, które wzmacniają ten polski niby-naukowy żelbeton. Ich biadolenie na IF przypomina mi trochę okrzyki leśników, którzy uzurpują sobie rolę obrońców przyrody, Puszczy Białowieskiej, a w rzeczywistości wszystko dookoła niszczą, byle tylko osiągnąć swoje partykularne interesy.

      Usuń
    28. Tak, jestem bardzo słaby, nie mam publikacji z IF, nikt mnie nie cytuje, i dlatego w przeciwieństwie do Pana, chcę żeby liczyły się te parametry. Jakim to trzeba być człowiekiem na d..., żeby wyjść z takim przypuszczeniem.

      Usuń
  7. Ponizej wersja poprawiona.
    Ktos, kto otrzymuje stopien lub tytul raczej zupelna miernota nie jest i raczej nie przychodzi mu to latwo. Co najwyzej mozna powiedziec, ze wyniki naukowe maja u nas drugorzedne znaczenie. Ale w systemie scentralizowanym nigdy nie chodzi o trzymanie poziomu, tylko o transparentny dla wszystkich, system dziobania. A ze nad kierownikiem takiego systemu jest jeszcze nadkierownik cywilny, to nic zaskakujacego, bo w porzadnym systemie dziobania nie moze byc galezi bocznych, niezaleznych. Liberalowie, ktorzy byli przy wladzy mogli zlikwidowac CK, ale woleli rozkradac co sie dalo. CK przedstawialo zas niewielka wartosc materialna, no to sie ostalo (zreszta za pelna aprobata nadredaktora z GW, bo pewne oddolne proby obalenia CK byly). A teraz nie dzieje sie nic nadzwyczajnego i nie ma co panikowac.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bardzo przepraszam, ale znam sporo osób, które "otrzymały stopień lub tytuł" a są zupełnymi miernotami. Jedna z nich nie umiała znaleźć pulpitu na swoim komputerze - gdybym nie siedział wtedy koło niej, to bym nie uwierzył...

      Usuń
    2. Ma Pan sklonnosci do zawyzania wartosci umiejetnosci czysto technicznych. A to jednak nie tradycyjni technokraci rzadza swiatem tylko specjalisci od inzynierii spolecznej.

      Usuń
    3. wstyd jak diabli, ale już mnie Pan przyłapał na tym, więc się nie będę wykręcał:
      tak, to prawda, ja naprawdę uważam, że umiejętność włączenia komputera i odróżnienie myszki od klawiatury, albo odnalezienie pulpitu, to nie są wymagania zbyt wysokie dla kandydata na samodzielnego pracownika naukowego albo profesora... Wiem, że tym samym bardzo zawyżam wartość umiejętności czysto technicznych (po co komu taka specjalistyczna wiedza?), ale już się uparłem bezmyślnie przy tych swoich radykalnych poglądach, nic tu niestety nie wskóramy...

      Usuń
    4. Anonimowy18 maja 2017 13:06 na 99.73% troluje ;-)

      Usuń
    5. Alez to oczywiste. Podobnie jak w przypadku WIMP-a, michala zmihorskiego i paru innych.

      Usuń
    6. Tytuł to rzecz uznaniowa, tak samo jak ordery. Nie jest on zarezerwowany dla wybitnych. Nie trzeba się wykazać najwyższym poziomem kwalifikacji zawodowych, aby go otrzymać. Oczywiście zdarzają się profesorowie wybitni, tak jak wybitni są niektórzy uczniowie, studenci, doktoranci itp. Sam jednak tytuł niczego nie gwarantuje, choć teoretycznie powinien. Gdyby za tytułem szły realne kompetencje zawodowe to niepotrzebne byłyby minima kadrowe - uczelnie same konkurowałyby o to, by mieć jak najlepszych pracowników, a studentom zależałoby na zajęciach prowadzonych pod kierunkiem wysoko wykwalifikowanej kadry. Profesorowie nie stanowią ani najbardziej twórczej naukowo grupy pracowników uczelni, ani nie są najlepszymi dydaktykami. Szczególna rola profesorach tytularnych na uczelniach przyczynia się do pogłębiającego się zapóźnienia polskiego szkolnictwa wyższego.

      Usuń
  8. Wyglada na to, ze jest juz raczej "po dyskusji". P. Michal Żmihorski wprawdzie zadeklarowal "(...) wszelkie personalne i niegrzeczne wpisy będę usuwał (...)", ale w praktyce wpisy typu <<(...) ten beton pokroju "Anonimowy21 maja 2017 15:41 (...)>> itd. sa uwazane za OK, czyli chyba nalezy przyjac, ze za personalne i niegrzeczne uchodza wpisy niezgodne z tezami sugerowanami przez p. Michala.

    Trudno, pozostaje mi gorzka satyfakcja, ze swoja diagnoza trafilem wyjatkowo celnie. Gorzka dlatego, ze analizowane problemy nauki polskiej sa naprawde dosc nieprzyjemne, natomiast chociazby poziom tej (pseudo-)dyskusji swiadczy o tym, ze te problemy nie zostana szybko rozwiazane.

    Anonimowy 21 maja 2017 15:41

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimie, wskaż mi proszę dobrą definicję "niegrzecznego wpisu". Jak usuwałem niedawno jakiś wpis, to od razu pojawiły się głosy, że Żmihorski usuwa, bo mu nie pasuje do dyskusji. Gdy nie usuwam, to odwrotnie - Żmihorski nie usuwa, mimo że powinien, bo pasują do jego tezy. Twój wpis z 21 maja 2017 15:41 jawnie mnie krytykujący po nazwisku, jest oczywiście niezgodny z moimi tezami (niby jak wpuszczam w maliny doktorantów?), ale nie przyszło mi nawet do głowy go usuwać. Zrozumcie proszę, że ja usuwając w ogóle się nie kieruję kryterium "Kalego". Nie wiem też czy określenie kogoś anonimowego betonem jest przytykiem personalnym - wszak odnosi się do osoby anonimowej... Takie analizy są ponad moje siły i nigdy nie zadowolę wszystkich. Staram się zachować max wolności słowa na tym forum, co niestety ma swoje złe strony. Ale proszę, skupmy się na merytorycznej dyskusji i zachowajmy trochę gruboskórności; nie ma co się obrażać na wyrost, szczególnie gdy anonim pisze nieprzychylnie o anonimie.

      Usuń
    2. Mamy tutaj kilka spraw.

      (1) Osoby Michala Zmihorskiego nie atakowalem, tylko udzielilem odpowiedzi skad biora sie glowne klopoty w systemie (slowo "kto" nie odnosilo sie do Michala Zmihorskiego, slowo "kto" ma inne znaczenie niz slowo "ktory").

      (2) Wpisy, ktore nastapily po moim wpisie 15:41, z wyjatkiem wpisu Anonima 17:00, wypaczaly tresc mojej wypowiedzi i koncentrowaly sie na personalnym ataku na moja osobe z uzyciem slow "powszechnie uznawanych za obrazliwe".

      (3) Idzmy dalej torem myslenia, ze musimy byc troche gruboskorni. To ja sprobuje ocenic Anonimow 20:49, 21:01, 22:18. Otoz moim zdaniem, to sa jakies okropne poj..by, ktore nie umieja czytac ze zrozumieniem. Czy to w tym duchu mamy dalej dyskutowac? Lub moze przynajmniej prosze zaproponowac zestaw slow obrazliwych, ktore mozna uznac za dopuszczalne w stosunku do oponentow.

      Anonimowy 21 maja 2017 15:41

      Usuń
    3. Anonimie, jako Anonimowyz 21 maja 2017 21:01 również chcę, abyś spróbował czytać ze zrozumieniem. Przecież nigdzie twojej anonimowej godności w/w wpisie bezpośrednio nie atakuję. Używam słów "przypomina...", "jak...", "takich.. jak", które nie są bezpośrednio, personalnie skierowane.

      Usuń
    4. A ja atakuję, bo brednie jakie wygłasza anonimy "Anonimowy22 maja 2017 12:22" są po prostu nie do zniesienia. Sam chce być traktowany profesjonalnie, ale to on zaczyna tekstami, że nic nie osiągnąłem, że nic w nauce nie znaczę. Ja nie należę do tych co nastawiają drugi policzek tylko po pierwszy oddaje. Sam pokaż klasę a później wymagaj jej od innych. Jak zaczynasz zabawę w błocie to licz się z tym, że też możesz się ubrudzić.

      Usuń
  9. Szanowny Panie Michale, bylbym wdzieczny za przeanalizowanie wypowiedzi Anonimowego z 22 maja 16:37 i wytlumaczenia mi (oraz byc moze Czytelnikom) o czym wlasciwie jest ta wypowiedz. Chodzi o odniesienie tej wypowiedzi do wpisow Anonimowego 22 maja 12:22 oraz 21 maja 15:41 (czyli moich). Byc moze na moim ekranie nie wyswietlaja sie jakies fragmenty, w ktorych ja podobno zrzucam komus, ze nic nie osiagnal w nauce, ze nic nie znaczy itp. A moze to chodzi o wpisy na jakims innym forum. Sam juz nie wiem i dlatego bylbym wdzieczny za pomoc.

    Anonimowy 22 maja 12:22 oraz 21 maja 15:41

    OdpowiedzUsuń
  10. bo uznawanie bezwzględnego IF jako czynnika wartości jest, przepraszam, formą wyłączania intelektu.

    Obawiam się, że takich Anonimów jak ten z 15:41 (dosłownie to są naukowe anonimy, bo w nauce nie funkcjonują) nie da się usunąć.

    OdpowiedzUsuń
  11. Wojny Anonimów :-) Dobrze bawię się czytając tego bloga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odezwał się nie anonim

      Usuń
  12. Mowiac wprost dorobek naukowy nowego szefa CK jest niestety mierny i mizerny. W praktyce nie wystarczajacy na habilitacje w czasach wspolczesnych.

    Wedlug wikipedii prof. Kazimierz Furtak jest "autorem lub współautorem ponad 200 publikacji naukowych, w tym autorem książki Mosty zespolone (1999) oraz autorem trzech podręczników uczelnianych. Opracował jako autor lub współautor m.in. około 70 projektów budowy oraz modernizacji i remontów głównie obiektów mostowych."

    Niestety dokladniejsza analiza tych 200 "publikacji" np. wg OPI Nauka Polska wskazuje, ze sa to prace jedynie o zasiegu lokalnym, publikowane jako doniesienia konferencyjne, lub w zeszytach politechniki, ponadto sa to prace bardzo czesto o charakterze przyczynkowym np:
    - Furtak K.: Przypadek wzmocnienia mostu przez zastosowanie zabiegów konstrukcyjnych i materiałowych. Archiwum Instytutu Inżynierii Lądowej. Poznań, 2012.
    - Furtak K., Skoplak Zb., Kuczyński M., Mazera A.: Estakada w ciągu ulice Wita Stwosza w Krakowie. Mosty, 1/2007.
    - Furtak K.: Kładki pieszych Niemczech – wybrane przykłady. Monografia „Projektowanie, budowa i estetyka kładek dla pieszych”. Kraków, 2003.
    - Przypadek awarii jednoprzęsłowego mostu ramowego wskutek podmycia przyczółka, material konferencyjny
    itd.

    Bez wyjatku wszystkie monografie sa w jezyku polskim. Zaledwie kilka pozycji wieloautorskich jest po angielsku lub/i jest wychwycona przez WoS, Scopus czy nawet Google Scholar. Ilosc cytowan jest pomijalna (mimo ze mamy tu doczynienia z naukowcem ze stazem wynoszacym kilka dekad).

    Z drugiej strony mozna powiedziec, ze dorobek szefa Ck jest "reprezentatywna probka" i doskonale odzwierciedla poziom nauki na arenie swiatowej.

    OdpowiedzUsuń
  13. Dorobek nie wyglada imponujaca, ale taki jest obraz calej nauki polskiej w swiecie. Z drugiej jednak strony, sa tlumy chetnych do studiowania budownictwa, no i te nowo budowane domy jako tako funkcjonuja. Aletrnatywnie mozemy sobie wyobrazic np. wybranie fizyka na przewodniczacego CK. Fizycy duzo publikuja. Tylko, ze jesli chodzi o kandydatow na studia to na wielu uczelniach sa to liczby, ktore mozna pokazac na palcach jednej reki. A ci co publikuja nie potrafia zrobic czegokolwiek co dziala (ot, chociazby przypadek niebieskiego lasera). Jesli CK musi istniec (wolalbym, aby w ogole ten twor rozwiazac), to niech bedzie budowlaniec. Jest jak jest, bez malowania trawy i pozoranckiego napinania muskulow. Kiedys wierzylem w te rozne wizje reformatorow (nawet je mocno popieralem). Ale obecnie nie dam sie juz nabrac na obietnice wilczkow-celebrytow.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ok, fizyk bylby pewnie przegieciem w druga strone, ale w CK (wszak mozna teraz wybierac w calym) bez problemu znalazloby sie 10-20 innych osob o osiagnieciach o niebo lepszych (nawet wrecz na poziomie swiatowym lub o taki sie ocierajacy) oraz nie bedacych jak to Pan ujal "wilczkami-celebrytami". Do budowlancow nic nie mam, ale osobiscie uwazam, ze na czele CK niekoniecznie musi stac Pan specjalizujacy sie w analizie kladek dla pieszych w Niemczech.

      Usuń
  14. Pozostawanie w Polsce w absurdalnym systemie awansowym (dawno powinno nie być ani CK, ani tytułomanii) tworzy czasem zabawne sytuacje (ciekawe zapewne dla przyszłego etnografa, badacza struktur "dziobania" w nauce RP na poczatku XXI wieku). Wyobraźmy sobie jak Pan Prof. Furtak, jako przewodniczący CK i w imieniu władz RP apeluje do aplikantów o stopnie i tytuły o doskonalenie dorobku naukowego. Jak biedaczek będzie zmuszony do uwalenia wniosków z powodu wykazanego przez recenzentów za słabego dorobku (który jednak przewyższa dorobek Pana Prof. Furtaka). Każda iluzja w życiu publicznym kończy swój żywot w oparach absurdu i śmieszności (np. komuna). Więc może to dobry znak dla końca "systemu awansowego" w nauce PL. Zamiast dbac o szacunek dla siebie konstrułując, czy badając obiekty budowlane (bardzo to ważne ze względu na bezpieczeństwo) i przekazując tą wiedzę przyszłym inżynierom, facet będzie teraz tracił czas na posiedzenia w Pekinie i przelewanie pustego w próżne (z punktu widzenia nauki, a nie zabawy w stopnie i tytuły oczywiście).

    OdpowiedzUsuń